"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Tag: humor Strona 1 z 2

Satysfakcja (nie)spodziewana, czyli „Rycerze na rozdrożach” Kira Bułyczowa

W czasach zamierzchłych (zwanych czasem licealnymi i studenckimi) Pożeracz zaopatrywał się nie w księgarniach (a tym bardziej nie internetowych), lecz na półkach kolegów oraz w osiedlowych bibliotekach (liczba mnoga ze względu na przeprowadzki). W tamtych to czasach jednym z autorów współdzielonych przez oba źródła zasobów czytelniczych i przez Pożeracza (i nie tylko) lubianych był Kir Bułyczow. Jakoś tak się jednak złożyło, że od czasów wspomnianych prozy Rosjanina nie czytałem wcale i dopiero Rycerze na rozdrożach zmienili ten stan rzeczy.

rycerze na rozdrożach

Sentymentalne swawole (i stryjaszek Pepi), czyli „Taka piękna żałoba” Bohumila Hrabala

Z Pożeracza taki dziwny stwór, że w miastach odwiedzanych miast książki w atrakcyjnych, polecanych księgarskich przybytkach kupować, ciągnie go na różne stragany i inne pchle targi. Rok temu we Wrocławiu nabyłem tak Ogród Czasu Ballarda z koca przy placu Orląt Lwowskich, a w tym roku dzięki antykwarystycznej wystawce pod samiuśkim Wawelem trafił do mnie Bohumil Hrabal i jego Taka piękna żałoba. Przyznam też od razu, że oba zakupy udanymi wysoce się okazały.

taka piękna żałoba

‏‏‎ ‎

Bardzo ludzka (prawie) apokalipsa, czyli „Dobry omen” Neila Gaimana i Terry’ego Pratchetta

Historię tę przywoływałem już w miejscach kilku, ale na samym blogu chyba nie. Zresztą przytoczyłbym ją tak czy tak. Otóż, Pożeracz Pożeraczem stał się w znacznej mierze za sprawą Terry’ego Pratchetta i jego Świata Dysku. Będąc więc młodym pratchettowskim obsesjonatem, nie mogłem nie sięgnąć po Dobry omen w bibliotece napotkany. Niestety, książka nie spodobała mi się zbytnio, więc postanowiłem za wszystko obwinić pana Gaimana. Jako człowiek konsekwentny w swym obrażeniu wytrwałem długo bardzo. Teraz jednak, jako Pożeracz (chyba) mądrzejszy i (na pewno) starszy, wykorzystałem pracowy klub książkowy by podejście poczynić powtórne.

dobry omen

Złodzieje rowerów i Petarda, czyli „Jesień pod muchomorem” Poli Styx

Pisanie o kontynuacjach czasem sprawia trudności. Z jednej strony można odwoływać się do poprzedniego tekstu i porównywać aspekty, ale pojawia się problem z wspominaniem o fabule bez spoilerów czy też walka z obawą o pisanie jeszcze raz tego samego. Spoilerowych strachów dawno się wyzbyłem: jeśli ktoś czyta recenzje kontynuacji, musi być na nie gotowy i tyle. Jesień pod muchomorem Poli Styx na szczęście pod tym kątem stanowi odpowiednią mieszankę podobieństw i różnic, by pisanie problemów nie powodowało.

jesień pod muchomorem

Powrót przewidywalnie sentymentalny, czyli „Karpie bijem”

Wczesne me czytanie wiązało się głównie z dużymi ilościami powieści sensacyjnych (ach, Dirk Pitt) oraz fantastyki. Tak się też złożyło, że w tym samym okresie powstało wydawnictwo Fabryka Słów i swą bytność zaczęło od Kronik Jakuba Wędrowycza. Pożerałem ich książki intensywnie, ale największą sympatią darzyłem właśnie serię z krnąbrnym egzorcystą z Wojsławic. Po kilku pierwszych tomach rozstałem się z Jakubem, ale teraz – za sprawą tomu dziewiątego, Karpie bijem – mam okazję w te ćwierć-rodzinne strony powrócić.

karpie bijem

Strona 1 z 2

Powered by WordPress & Autor motywu: Anders Norén