Światek wydawniczy niesprawiedliwym bywa, a łaska czytelnicza ulotną i nieprzewidywalną (do pewnego stopnia) jest. Na Świat miniony trafiłem, przeszukując różne rankingowe i nie tylko listy pod kątem intrygującego science fiction jeszcze nad Wisłą niewydanego. Powieść Toma Sweterlitscha przykuła mą uwagę, wylądowała na Kindle’u i dopiero po dłuższym czasie odkryłem, że Rebis już tę zaległość nadrobił.

świat miniony

Shannon Moss należy do tajnej jednostki w ramach Kryminalnego Biura Śledczego Marynarki Wojennej. W 1997 roku otrzymuje zadanie wyjaśnienia morderstwa rodziny żołnierza Navy SEALS w zachodniej Pensylwanii oraz odnalezienia jego zaginionej nastoletniej córki. Odkrywa nie tylko powiązania z sekretnymi projektami amerykańskiego rządu, ale z jej własną przeszłością. Czy zdoła uratować zaginioną? Jak wiel(e/u) będzie musiała poświęcić po drodze? Ponad tymi pytaniami zaś po damokleńsku wisi Terminus: przerażający i nieubłaganie katastrofalny koniec samej ludzkości.

Świat miniony to mieszanka gatunkowa zbliżona w wielu aspektach do recenzowanego tu niedawno Murder in Retrograde. O ile jednak tam czytelnik dostawał w gruncie rzeczy tradycyjny kryminał w stylu noir podlany jedynie detalami science fiction, to Tom Sweterlitsch poszedł o kilka kroków dalej i stworzył mieszankę bardziej złożoną. Tu elementy fantastyczno-naukowe są xxx splecione z fabułą i mają na nią znaczący wpływ. Możliwości oferowane przez kosmiczno-czasowe technologie są tu nie tylko źródłem nadrzędnego oraz po części ludzkiego zagrożenia, ale też stanowią część dochodzeniowego przybornika głównej bohaterki.

świat miniony unsplash

Siłą rzeczy te elementy kształtują też fabułę. Podróże w czasie oraz/lub alternatywne rzeczywistości są tu potraktowane w specyficzny sposób, który nie tylko daje bohaterce nowe (choć i w niektórych aspektach ograniczone) możliwości dochodzeniowe, ale też ma konsekwencje moralne. (Pod)światy, do których przenosi się Shannon Moss są niejako wytwarzane na potrzeby śledztwa i trwają tylko, gdy ona w nich pozostaje. W dodatku wynikające z tego rozmnożenie postaci (poprzez napotkanie ich w trzech różnych rzeczywistościach/liniach czasu) komplikuje stosunki międzyludzkie i pogłębia xxx protagonistki. Co jeśli bliska osoba w jednej z nitek dopuściła się czegoś okropnego, to czy i jak wpłynie to postrzeganie jej w nitce, w której jest nieskazitelna? Warto też dodać, że przy tym nagromadzeniu xxx autorowi udaje się zachować przejrzystość i płynność narracji (choć i wysiłku intelektualnego od odbiorcy nieco wymaga).

Lecz przede wszystkim Świat miniony to lektura wysoce niepokojąca (dużo lepiej pasuje tu angielskie disturbing, ale cóż poradzić na językową nieprzystawalność) i to stanowi jego główną siłę. Proza Toma Sweterlitscha skręca szybko w strony zdecydowanie mroczne — tak pod kątem zakątków ludzkich dusz, jak i kreacji świata. Ludzie dopuszczają się tu więc rzeczy okrutnych, brutalnych i krwawych, a niemal każdego może spotkać coś traumatycznego. Dużo tu moralnych szarości i czyny wątpliwe są udziałem także tych „dobrych” — wystarczy wspomnieć konsekwencje innoświatowych skoków protagonistki. Poczucie beznadziei nasilone jest także przez czekający ludzkość w przyszłości Terminus oraz obrazowość. Autor ma bowiem talent do opisywania miejsc ponurych czy wręcz złowieszczych, a przy tym na ten xxx sposób pięknych.

Tom Sweterlitsch

Świat miniony bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jest to niepokojąca, angażująca powieść mieszająca thriller z elementami dobrze znanymi z literatury science fiction. W dodatku stawia na moralne szarości i nie ułatwia czytelnikowi oceniania postępowania postaci. Trzeba będzie sprawdzić, czy i inne książki Toma Sweterlitscha tak do gustu mi przypadną.

– Terminus kładzie się cieniem na przyszłości naszego gatunku – odparł jej instruktor. – Wszystkie linie czasowe, które odwiedziliśmy, kończą się Terminusem. On się przybliża. Na początku oceniliśmy to zdarzenie na rok 2666, ale następni podróżnicy, którzy go doświadczyli, stwierdzili, że przesunął się do roku 2456. A potem jeszcze bliżej, do 2121. Widzisz, Terminus jest jak spadające na nas ostrze gilotyny.