"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Tag: powergraph Strona 1 z 6

Równia (nie aż tak mocno) pochyła, czyli książkowo-blogowe podsumowanie roku 2021

We wstępie do rozrachunku zeszłorocznego wspominałem o tym, jak to rok 2019 zaskoczył w zasadzie wszystkich. Pandemia oraz inne życiowe przypadłości doprowadziły do porzucenia podejścia ostrożnie optymistycznego na rzecz realistycznie bezoczekiwaniowego. I o ile początek roku nieco mnie nadzieją omamił, to podsumowanie roku 2021 zaczynałem tworzyć, eufemistycznie rzecz ujmując, niezbyt rozanielonym będąc.

Trzeci hel à rebours, czyli „Gnoza” Michała Cetnarowskiego

Czytając książkę, której recenzję będzie się pisało, już w trakcie lektury powolutku zbiera się myśli, argumenty i tym podobne. Czasem trudno dobrać klucz do interpretacji, a w innych przypadkach wystarczy do tego przypadkowe niemal skojarzenie. Gnoza Michała Cetnarowskiego przetrąciła mnie na inne tory asocjacyjne wspomnieniem o pewnym izotopie. Wybaczcie pewną ogólnikowość, ale przecież nie mogę wszystkie zdradzić od razu – w końcu wstęp ma zachęcić do lektury. No i zawsze możecie na tytuł wpisu rzucić okiem.

gnoza okładka powergraph

Na sinusoidzie, czyli „Każde martwe marzenie” Roberta M Wegnera

Ta chwila musiała kiedyś nadejść, lecz po cichu liczyłem, że może nadejdzie nieco później. Wygląda na to, że póki jest to ostatni wpis z mego początkoworocznego cyklu meekhańskiego. Mówiąc zaś prosto: doszedłem do końca serii. Co prawda Powergraph zapowiada kolejną część na ten rok, ale w końcu rok ten niepewnością jest naznaczony. Tak czy inaczej, pora na Każde martwe marzenie i Pożeracza impresje z nim związane.

każde martwe marzenie okładka foto

Struktury (auto)kreacji, czyli „Cudze słowa” Wita Szostaka

W Zagrodzie zębów Wit Szostak poszedł w tany z mitem i obdarzył czytelników całym morzem opowieści i uczuć. Tam bawił się słowem w formach mikromnogich, a w Poniewczasie skręcił w hermetyczne, autotematyczne zakątki pełne w słowach drążenia i na nice ich wywracania. Ta ostatnia książka wieszczyła niejako wyczerpanie autorskiej twórczości, ale mi trudno było w to wierzyć. Zwłaszcza, że pisarz określił pisanie jako czynność dla niego autoteliczną. Cudze słowa są dowodem na to, że źródło jeszcze bije.

cudze słowa okładka

Pieśni umierającej Rammy, czyli „Requiem dla lalek” Cezarego Zbierzchowskiego

Wspominałem już o tym na Facebooku, ale przecież nie każdy tam zagląda, więc się powtórzę: przybycie egzemplarza recenzenckiego Requiem dla lalek uświadomiło mi, że gdzieś zaginął mi egzemplarz Holocaustu F. Pożyczony zapewne jakiemuś niemilcowi nie powrócił w moje progi. Cóż, związku z recenzją większego to nie ma, ale chciałem się bólem podzielić (i swoim nieogarnięciem). Kończę jednak te wynurzenia i do sedna przechodzę.requiem dla lalek okładka

Strona 1 z 6

Powered by WordPress & Autor motywu: Anders Norén