Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Nie wyważaj drzwi otwartych na oścież, czyli kilka refleksji związanych z akcją Czytaj PL

Pierwsze zapowiedzi akcji Czytaj PL powitałem z pozytywnym zaciekawieniem. Nie zainteresowałem się bezpośrednio, gdyż ani z elektronicznych ani dźwiękowych książek nie korzystam niemal wcale, ale uznałem to za dobrą inicjatywę. Ogólnie pozytywna ocena ma zmianie nie uległa, ale tocząca się jeszcze rozmowa z Krzysztofem Piskorskim sprawiła, że pojawiło się kilka zastrzeżeń z mojej strony. Jest taki angielskie wyrażenie idiomatyczne, które odpowiednio podsumowuje me wątpliwości: preaching to the choir.

main_logo

W tytule znaleźć możecie cytat oddający całkiem nieźle sens tej frazy, ale i tak wyłożę kawę na ławę. Zastrzeżenia moje związane są bowiem z tym, że nie jestem przekonany, czy akurat taka akcja jest potrzebna. Oczywiście, warto docenić udział ważnych wydawców, partycypację miast i wsparcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Świetnie, że udało się zorganizować akcję na taką skalę i to z dobrymi książkami w roli głównej. Tego nie mam zamiaru negować. Warto jednak się zastanowić po co to wszystko i co z tego w ogóle wyniknie.

Kwestią podstawową jest to, kto w ogóle sięgnie po rozdawane książki. Owszem, sam fakt tego, że rzucono tonę knig za darmochę przyciągnie uwagę szerokiego grona odbiorców, ale mam silne przekonanie, że za czytanie nie weźmie się niemal nikt, kto już nie czyta. Może kilka osób rzuci się na jakiś głośny tytuł, ale pewnie mało kto do końca wytrwa. Skąd taki sceptycyzm? Kwestia podstawową jest kwestia formatu, która jest powiązana bezpośrednią z kwestią drugą, czyli odbiorcami docelowymi akcji. Akcja ta wymaga skorzystania ze smartfonu, a do tego jeszcze albo posiadania tabletu/czytnika lub też umiejętności i sprzętu komputerowego koniecznego do odtworzenia audiobooka w innym sprzęcie. Problem z e-bookami jest więc oczywisty, bo nieczytający czytników raczej nie posiadają. Pewne nadzieje można wiązać jedynie z audiobookami, które są formatem wymagającym mniej wysiłku przy wchłanianiu, ale już ilość kroków wymaganych, by dotrzeć do celu, rozwiewa me nadzieje.

czytajto_3

Jeśli więc zamysłem organizatorów akcji było wyrażenie uznania dla trudu i znoju czytających intensywnie oraz nowocześnie, to super – ten cel osiągnięty zostanie. Uważam, że takie akcje też są potrzebne, ale nie na taką skalę. Dużo bardziej palącym problemem jest nie tyle fakt niedopieszczenia moli książkowych, a niski poziom czytelnictwa w ogóle. Może i ta akcja nie doprowadzi do poszerzenia rozziewu między czytającymi a całą resztą, gdyż nie ma tu niepotrzebnego wywyższania się, ale czytelnictwa raczej nie wypromuje. Bardzo chciałbym zobaczyć jakieś działania, które skupią się na tych jeszcze nienawróconych. Sam wolałbym całą tę kasę i wysiłek skupić na bibliotekach publicznych.

Cynicznie zaś na rzecz patrząc, uznać można, że najwięcej na całej akcji zyskuje Woblink. Pierwszym i koniecznym krokiem jest bowiem zainstalowanie ichniej aplikacji. Mimo swych zastrzeżeń przewiduję, że akcja wśród czytających się uda, a wszystkie korzystające osoby staną się użytkownikami rzeczonej aplikacji. Może na krótko, może nie zakupią nic więcej, ale u sporej części użytkowników pewnie posiedzi ona w telefonie, a i zareklamować zdąży się świetnie. W dodatku akcja zbiegła się też z dodaniem audiobooków do serwisu. Tak w zasadzie to nie mam żadnych zastrzeżeń do Grupy Wydawniczej ZNAK (właściciela Woblink) – dają książki i pewnie też kasę, więc niech i wypromują swą platformę. Kto zresztą wie, czy nie będzie to najbardziej wymierna z długofalowych korzyści z akcji Czytaj PL.

czytajpl-sposobpierwszy-600x297

Głupio tak trochę marudzić na akcję promocyjną o dużym rozmachu, ale cóż poradzę, że taka ze mnie czepialska kreatura. Na koniec przewrotnie zaś napiszę, że mam nadzieję, że ktoś (lub kilka ktosiów) się ze mną nie zgodzi i do swych racji przekonać mnie spróbuje. Może mole potrzebują dopieszczania? Może nie ma co się martwić nieczytającymi? Może ta akcja odmieni polskie czytelnictwo?

Szczerość ucieka przed pieniędzmi [Trygve Gulbranssen, A lasy wiecznie śpiewają]

Poprzedni

Fragmentaryczna samozwrotność, czyli „Druga jesień” Wiktora Żwikiewicza

Następny

Korowód kontrastów, czyli „Centuria. Sto opowieści rzek” Giorgio Manganelliego

Komentarzy: 16

  1. Mnie najbardziej w tej akcji uderzyło i zdziwiło to, że w zasadzie ogranicza się wyłącznie do 16 miast (są co prawda zaproszenia dla znajomych, którzy mogą być spoza tych 16 lokalizacji, ale nie do końca mnie to przekonuje). W mediach, w trakcie publicznych wystąpień chętnie mówi się o staraniach w zasypywaniu podziałów między Polską A a Polską B, między miastami, a prowincją, itd., itp., a tymczasem okazuje się, że akcja, która ma dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego te podziały podkreśla i pogłębia 🙂

    • pozeracz

      Mnie też nie przekonuje. Akcja była dość monco promowana na początku, było sporo artykułów na przeróżnych portalach, ale z czasem zamieszanie przycichło. Plakaty w dużych miastach sprawiają, że można akcję jeszcze odkryć – w małych miastach i na wsi nie ma na to niemal szans. Zresztą pokrywa się to też z z podziałami ekonomicznymi – duże miasta, to więcej pieniędzy i lepsze zaplecze internetowo-technologiczne. Wszystko się nakłada.

      Ale tak poza tym – dzięki za zwrócenie uwagi na ten aspekt, bo mi do głowy nie przyszedł w trakcie pisania wpisu.

    • Ogranicza się do 16 miast, bo wykupienie ekspozycji w outdoorze w większej liczbie byłoby droższe i mniej efektywne.
      Dla wydawcy to sposób na reklamowanie tytułu, dla czytelników to możliwość, by pobrać sobie na telefon za darmo książkę i w tramwaju przekonać się, o co tyle hałasu (bo wybrano tytuły przeważnie hałaśliwe).
      Dobrze jednak pamiętać, że wydawca musi kręcić własne lody i nie do niego należy naprawianie podziałów w kraju. Generalnie nie podoba mi się Znakowy marketing, ale ta akcja przynajmniej udaje, że chce coś ruszyć z miejsca, no i czytelnicy mogą na tym skorzystać.
      Natomiast nie podejmę się komentowania działań Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nie chcę sobie psuć humoru przy sobocie. 😉
      — Adrian

      • pozeracz

        Uwaga z outdoorem celna. Pod względem marketingowym ogólnie to ta akcja jest bardzo dobra – na tyle, na ile mogę ocenić. Większość osób po prostu z niej skorzysta i mało kto będzie zastanawiał się nad tym, kto na niej korzysta i jakie będą efekty. Liczy się pobrana już książka.

  2. Wydaje mi się, że raczej nie trzeba namawiać czytających do sięgania po książki, ale sama akcja może skłonić młodych ludzi do wypróbowania aplikacji Woblink, więc tak jak pisałeś, skorzysta na tym najbardziej sama platforma. Czy tych ludzi uda im się utrzymać na dłużej? Czas pokaże, choć raczej jestem realistką i wydaje mi się, że jeśli już to na krótko. Sama miałam obawy, że tylko największe miasta będą miały dostęp do tej akcji, ale z tego co widzę w Internecie, można też skorzystać z kodów dostępnych w sieci.

    • pozeracz

      Korzystać rzeczywiście może każdy i wszędzie, ale – jak napisałem powyżej – „odkrywalność” akcji w tych głównych miastach będzie dużo większa. Trudno zaś cokolwiek pisać o ryzyku i opłacalności, gdyż nie znamy wkładów finansowych poszczególnych podmiotów biorących udział w akcji. Na pewno zaś trudno podejrzewać jakąkolwiek firmę o udział w przedsięwzięciu, które nie przyniesie jej żadnych korzyści.

  3. Leżę i czytam

    Qbusiu, wyrastasz na naczelnego blogowego kontestatora! 😉 Fajnie, bo od włożenia kija w mrowisko zaczynają się najciekawsze dyskusje. A w wiadomym temacie pozostaję sceptyczna. Ta akcja polskiego czytelnictwa raczej nie odmieni. Ten, kto czyta, nie potrzebuje dodatkowych bodźców, żeby czytać dalej. A ten, kto nie czyta, smartfona wykorzysta chętniej w innym celu. Sama z akcji też nie skorzystam, bo jestem konserwa i czytam głównie to, co na papierze (a Internet drukuję ;-D ).

    • pozeracz

      I ile tego Internetu już wydrukowałaś? 😉

      Ze mnie kontestator jest delikatny, więc i kijem zbyt wiele krzywdy nie robię. W przypadku Czytam PL mam po prostu wrażenie, że ta bardzo duża akcja będzie miała bardzo małe skutki.

  4. Ostatnio jestem w tak potwornym niedoczasie, że nie zauważyłam, ile minęło od Twojego wpisu. Przez te kilka tygodni po głowie mi chodzi, że się z Tobą nie zgadzam. 😉 Nie zamierzam bronić akcji jako takiej, nie uważam, żeby miała znacząco rozpromować czytelnictwo. Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że format w jakim książki są dostępne jest czymś, co jej zasięg ograniczy. Wręcz przeciwnie. Tak naprawdę wystarczy jedynie smartfon by z niej skorzystać. Trzeba ściągnąć aplikację, to fakt, ale trwa to chwilę. I nie potrzeba dodatkowych skomplikowanych sprzętów by móc czytać czy słuchać. Oczywiście, osoby, które nie wyobrażają sobie czytania innego niż na papierze, ciężko przekonać, że mogą robić to też ze swojego smartfona. Ale może to nie do nich jest skierowana ta akcja? Może nie ich ma namówić, tylko raczej jakiegoś nastolatka, który się nudzi na przystanku? Nie przepadam za czytaniem ze smartfona, ale to robię, na przykład gdy utknę niespodziewanie w kolejce na poczcie.
    Paypal opublikował niedawno wyniki ankiety dotyczącej zachowań konsumentów mediów elektronicznych z 10 krajów w tym Polski. Mowa tu oczywiście o osobach, które korzystają z płatności online, czyli tych raczej bardziej niż mniej zdigitalizowanych. Ciekawy podział zarysowuje się wśród osób czytających ebooki. W krajach Zachodu dominują specjalne czytniki, natomiast Wschodu (w tym Polsce) książki elektroniczne czyta się częściej ze smartfona, tabletu albo komputera. Taka ciekawostka.

    • pozeracz

      Zaraz, zaraz. Czy to oznacza, że uważasz, że rozdanie książek elektronicznych będzie miało szerszy zasięg niż rozdanie papierowych? Nie zgadzam się. Zresztą nie chodziło mi o czytanie na papierze, a sam fakt, że trzeba posiadać takowego smartfona, mieć wykupioną odpowiedni plan taryfowy, odpowiednio umiejętnie obsługiwać tego smartfona i tolerować tak mały tekst. Jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie młodzież i wyedukowane osoby odpowiednio zamożne, to rzeczywiście zasięg będzie spory, ale według mnie to bardzo ograniczony punkt widzenia. Zresztą uważam, że nastolatek nudzący się na przystanku i tak pozostanie przy Facebooku czy innym społecznościowym cudeńku.

      A wyniki badań PayPala to też dowód na to, że finansowo nie stoimy fantastycznie i że czytanie niezbyt dobrze się ma – mało kto chce wydawać kasę na sprzęt przeznaczony niemal tylko do czytania.

      • Uważam, że forma w jakiej książki są udostępniane jest wygodna i szybka, co może pozwolić na dotarcie do trochę innych niż dotychczasowi czytelnicy. Tak, oczywiście, muszą być oni obeznani z nowszą techniką. I tak, muszą tolerować taką formę czytania książek. Uważam, że takie osoby istnieją. Nie uważam, że to wszystko sprawi, że akcja będzie oszałamiającym sukcesem. Bardziej chcę zwrócić uwagę na to, że mogą istnieć inne niż tradycyjne sposoby czytania na różnych nośnikach.
        Założę się, że gdy my byliśmy nastolatkami, starsi też mówili, że nic z tej młodzieży dobrego nie wyrośnie. 😉 Dajmy szansę i smartfonowym fejsbukowiczom.
        Oczywiście, że Polska to nie USA czy Francja, ale też nie przesadzajmy. Jest lepiej niż było.

        • pozeracz

          Ja się zgadzam z tym, że tacy czytelnicy istnieją, ale wydaje mi się po prostu, że jest ich ilość nie współgra mi z zasięgiem i rozmachem akcji. No i zdecydowanie zgadzam się z tym, że narzekanie na „ech, tę dzisiejszą młodzież” trwa od zawsze w zasadzie.

  5. Akcja czytajpl nie zachwyciła mnie. Próbowałem przełamać swoją niechęć do ebooków (zdarza mi się czytać coś z bookrage’a). Woblink jest najgorszą apką z którą miałem do czynienia. Zainstalowałem ich parę na smartfonie, w końcu jakoś przeczytałem kilka różnych ebooków. Ostatnio mam też tablet, więc chciałem na nim poczytać. Byłem za bardzo sfrustrowany obsługą by czytać nawet wciągające książki, na obu urządzeniach.
    Książki na przystankach? Zanim wszystko poprawnie skonfiguruję, już przyjedzie mój autobus/tramwaj.
    Książki fajne. Ale do moich rodziców nie korzystających z komunikacji miejskiej nijak nie trafi. Nie czytają, ale mają smartfony. Może by się przekonali do ebooków czy audiobooków, ale na pewno nie w związku z tą akcją.
    A czytnika nie mam, bo z tego co się orientuję, żaden czytnik nie ma wymaganych przeze mnie funkcji.

    • pozeracz

      Ja czytam elektronicznie raczej z konieczności niż wyboru. PDF czy inny plik na komputerze znacznie ułatwia wyszukiwanie konkretnych fragmentów i pracę z tekstem w ogóle. Ale z kolei, gdy musiałem przeczytać na studiach krótką powieść na komputerze, to męczyłem się przeokropnie, choć treść była przednia.

      Ja aż tak w funkcjach czytników się nie rozeznałem, ale po ogólnym badaniu opisów i opinii znajomych zdecydowany jestem na Kindle’a. Tylko po prostu tego ostatniego kroku zrobić jakoś nie mogę.

      • Przeglądanie tekstu to nie czytanie dla mnie. Fakt, komputerowa wersja jest ok do takich rzeczy, o ile nie utrudnia pracy nad tekstem.
        Co do czytników – skoro czytam w kilku językach obcych, mój czytnik musi za mną nadążać. Najchętniej chciałbym czytnik z Ubuntu na pokładzie albo inną dystrybucją Linuksa, tak bym mógł dopasować swój czytnik do siebie i mieć pewność, że starczy na lata.

        • pozeracz

          Czytniki to chyba urządzenia o dość „zamkniętych” systemach. Nigdy nie patrzałem na nie pod tym kątem, ale to w sumie ciekawie. Jeśli chodzi o komputery czy telefony, da się znaleźć alternatywy, ale czytniki raczej wiele swobody użytkownikowi nie zostawiają.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén