Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Zdmuchnięci przez życie, czyli „Floryda” Lauren Groff

Jeszcze nie tak dawno temu wydawało mi się, że opowiadanie to forma w Polsce zaniedbana i ograniczona głównie do fantastycznych periodyków. Jednak po naprostowaniu przez Miłkę Jankowską i po własnych lekturach doszedłem do wniosku, że jest wcale nieźle. Teraz za sprawą rzeczonej tłumaczki i wydawnictwa Pauza mam okazję zapoznać się z tekstami autorki we wspomnianym wywiadzie chwalonej. Oto i Floryda Lauren Groff.

floryda pauza

Floryda to stan, który większości kojarzy się zapewne z słonecznymi plażami i amerykańskimi emerytami. Jednak jest to też stan mokradeł Everglades, niesławnych w całym USA doniesień o szalonych czynach „Florida man” i ekstremalnej pogody. I tak jak Polska to nie Warszawa z seriali TVN, Floryda to nie tylko Miami z seriali i filmów. Słoneczny stan ma swoje mroczne zakątki, niebezpieczne odludzia i nie brak w nim wykolejonych losów. Lauren Groff spogląda właśnie w te zakamarki i odwiedza w nich postaci z dalszych planów życia.

Opowiadania Lauren Groff należą do tego typu prozy, który zakrada się pod skórę w sposób niemal niepostrzeżony – bez stylistycznych wodotrysków, bez fabularnych zwrotów. Floryda do gry na czułych strunach czytelników wykorzystuje świetnie rozpisane postaci i cichy liryzm. W sposób charakterystyczny dla wartościowej literatury, bohaterowie są tu ukazywani w momencie lub też okresie przełomowym. Od powolnego przyzwyczajania się do myśli o daremności złudzeń dotyczących kariery i rodziny, przez godzenie się z samotnością, nawałę odsuwanych myśli aż po nagłe i bolesne porzucenie. Jednak te dwie ostatnie cechy należą do tych najrzadszych – w tych opowiadaniach przeważa bowiem refleksja i spojrzenie do wewnątrz, z którego rzadko płyną miłe wnioski. Niektórym na pewno skojarzy się tu zbiór Wellsa Towera.

floryda pauza

Floryda to w znacznej mierze opowieści o kobietach. Z jedenastu opowiadań jedynie jedno, Z rogów czterech, gdyby je Ziemia krągła miała, ma męskiego protagonistę, ale i w nim to matka odgrywa kluczową rolę. I to właśnie społeczne role są tu bardzo ważne. W wywiadzie dla New Yorkera Lauren Groff stwierdziła tak: „Musimy ciągle odpierać narracje, które każe nam się łykać”. Tę postawę przyjmują, nie bez konsekwencji, bohaterki wykreowane przez autorkę – buntują się, mniej lub bardziej aktywnie, przeciwko narzucanym im sposobom życia, przeciw presji bycia idealnymi żonami, matkami, córkami itd., itp. Znów, sprzeciw nie jest tu aktem wybuchowym – jest raczej procesem w ramach codzienności, a protagonistki nie zawsze są go świadome. Bez nadmiernego dramatyzmu, a i tak nad wyraz dobitnie pokazana jest osobiste cena, jaką płaci się się za taką niezgodę.

Ważną rolę w większości opowiadań odgrywa pogoda i przyroda. W niektórych pojawia się jako temat przemyśleń, głównie w kontekście postępującej degradacji środowiska, ale też jest wykorzystywana jako element świata przedstawionego. Huragan może tu być punktem startowym, może być katalizatorem przemyśleń albo też poważną przeszkodą. W podobny sposób wykorzystane zostaje morze – jest barierą samo w sobie, a wzburzone widziane jest jako manifestacja żywiołu. Fauna i flora odgrywają tu mniejszą rolę, lecz w Z rogów czterech, gdyby je Ziemia krągła miała aż roi się od węży, które to otwierają tekst na przeróżne interpretacje. Floryda stanowi więc swoisty hołd dla sił natury, hołd oczywisty po spojrzeniu na powracające motywy, ale nie nachalny.

floryda pauza

Floryda Lauren Groff to dowód na to, że opowiadania mają się dobrze. Oszczędna stylistycznie i poruszająca w powściągliwy niemal sposób. Są to teksty o odkrywaniu i odrywaniu się od społecznie narzucanych ról, w tle których szaleje pogodowy żywioł. Po rozminięciu się z Gunnhild Øyehaug spotkanie z Lauren Groff okazało się wysoce udane.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję…

floryda pauza

Floryda zagościła też tu:

Przyszła burza i wymazała ciszę.

Poprzedni

Mozaika aż nazbyt bogata, czyli „Czekaj, mrugaj” Gunnhild Øyehaug

Następny

Repetitio est mater narratum, czyli „Orb Sceptre Throne” Iana Camerona Esslemont

Komentarzy: 4

  1. Będę czytać… tylko nie wiem kiedy. Jak tak dalej pójdzie, może za kilka lat 😉

    Jako ciekawostka, mamy też zbiór opowiadań polskiego autora pod tym samym tytułem (Grzegorz Bogdał, Wydawnictwo Czarne). I tam Floryda jest mityczną krainą szczęścia, na której powstają rysy. W jej stronę kierują się oczekiwania, fantazje i marzenia bohaterów, którzy zamiast lecieć na słoneczną Florydę, zderzają się z szarą rzeczywistością.

    Trochę mnie niepokoi przekład. Wiem, że się w tej kwestii nie zgadzamy, ale ta sama tłumaczka przełożyła bardzo dla mnie rozczarowującą „Legendę o samobójstwie”. A może oryginał też był tak słaby językowo…

    Co do Pauzy, kupiłam w weekend majowy „Historię przemocy”. I tu liczę, że wreszcie zadowoli moje literackie gusta.

    Pozdrawiam 🙂

    • pozeracz

      Hmmm… Tu na „Florydzie” szczęścia od początku za wiele nie ma. Ale w celach humostyczno-poznawczych polecam wygooglać sobie „Florida man”.

      Ach, mnie z kolei „Historia przemocy” rozczarowała – jako jedna z niewielu od Pauzy 😉

  2. Trudno nam dodać coś jeszcze do Twojej recenzji, bo w kilkudziesięciu zdaniach doskonale oddałeś charakter „Florydy”. To tytuł, po który warto sięgnąć przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, by mieć pewność, że opowiadania mają się dobrze nie tylko w fantastyce, a po drugie, gdy ma się ochotę na nieco bardziej wymagającą i przemyślaną literaturę. Polecamy.

    • pozeracz

      I cóż tu dodać? Może tylko to, że jestem pod ciągłym wrażeniem stałości Pauzy. Może nie każda z ich książek zgodziła się z moim gustem, ale poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Oby tak dalej!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén