Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Wszyscy ludzie Pożeracza, czyli polityczne fantazje

Wciśnięty pomiędzy dwa święta o mocno politycznym podłożu 2 maja wydał mi się dobrym dniem na wpis o godnych polecenia powieściach politycznych. Okazało się jednak, że z powieściową polityką w wydaniu realistycznym nie miałem zbyt wiele wspólnego. Pojawiała się jako element w kilku świetnych powieściach (np. Biesy Dostojewskiego), ale nigdzie nie stanowiła punktu głównego. Sytuacja zmieniła się jednak, gdy zwróciłem się w stronę fantastyki.

Źródło: pixabay.com

Źródło: pixabay.com

Nie zrozumcie mnie źle – political fiction nie jest niszowym gatunkiem, to po prostu mi nie było z nim po drodze. Widziałem kilka niezłych adaptacji, a parę tytułów obiło mi się o uszy: Wszyscy ludzie prezydenta, Kandydat, Dżungla… Nie wiem, czy Ja, Klaudisz zaliczyć do powieści historycznych czy politycznych, ale wiem, że polecam bardzo gorąco. Problem może polegać też na tym, że bardzo, bardzo daleko mi do być stworzeniem politycznym.

451 stopni Fahrenheita

Ray Bradbury

poli1

Ray Bradbury napisał tę powieść niejako w odpowiedzi na maccartyzm oraz bardziej ogólnie jako reakcję na postępujące zidiocenie społeczeństwa USA. Kampania polityczna McCarthy’ego sprawiła, że Bradbury obawiał się, że niedługo rzeczywiście zaczną palić książki. W tej wizji Stany Zjednoczone jeszcze bardziej dominują geopolitycznie, a zamiast kilku bezmyślnych wojen prowadzą jedną wielką, bezmyślną wojnę z resztą świata.

Opowieść podręcznej

Margaret Atwood

poli2

Jedna z pierwszych recenzowanych na tym blogu powieści formalnie bliżej do nurtu
socjologicznej science-fiction, ale wydaje mi się, że jest to powieść bardzo aktualna politycznie. Totalitarna, chrześcijańska teokracja obala rząd Stanów Zjednoczonych i za pomocą propagandy oraz fizycznej eliminacji przejmuje władzę. Jednym z efektów tej zmiany jest uprzedmiotowienie większości kobiet.

Saga Lodu i Ognia

George R.R. Martin

poli4

Co prawda na długo przed Martinem był Cook, o którym z kolei Erikson napisał: „Sprowadził opowieść do poziomu zwykłego człowieka, porzucając zużyte wzorce królów, książąt i złych czarnoksiężników. Było to niczym czytanie na haju powieści o wojnie w Wietnamie” (podziękowania dla dziejaszka za ten cytat). Cook był tym, który sprowadził fantasy na inne tory, a wraz z tym odmienił i obrazowanie polityki. Saga Martina była zaś dla mnie pierwszym kontaktem ze swoistym politycznym realizmem w fantasy. Zresztą nie ma co się dziwić – tworząc tę serię, Martin mocno inspirował się Wojną Dwóch Róż, czy wojną domową w Anglii toczoną przez Lancasterów i Yorków.

Diuna

Frank Herbert

poli3

A długo, długo przez Cookiem był jeszcze Frank Herbert i jego Diuna. Co prawda dzieło to jest na tyle złożone i wielowątkowe, że polityka stanowi tylko jeden z tych wątków, ale i tak jest wątek ważny. Wielopoziomowe interakcje pomiędzy polityką, religią, ekologią i technologią nadają książce ton. Przeróżne mechanizmy polityczne są tu celnie ukazane, nie brak też bezwzględnych politycznych zagrywek. Można nawet czynić paralele pomiędzy upadkiem Harkonenów, a upadkiem Cesarstwa Rzymskiego.

Cykl Barokowy

Neal Stephenson

poli6

Tego monumentalnego cyklu nie można co prawda zaliczyć do fantastyki (choć posiada elementy delikatnie ocierające się o nadprzyrodzoność), lecz postanowiłem uczynić wyjątek ze względu na osobę autora. Cykl jest ten jeszcze bardziej złożony i bogaty niż Diuna – polityka, nauka, ekonomia i filozofia przeplatają się tu w sposób niezwykle szczegółowy. Proza Stephensona jest dużo mniej przystępna od pisarstwa Herberta i potrzeba nieco samozaparcia lub słabości do takich dzieł (którą to ja posiadam), by tymi tomiszczami cieszyć.


Wydarzenia w kraju nad Wisła sprawiają, że pewnie większość z Was ma po dziurki w nosie polityki, ale choć parę osób dotrwa do końca. A może nawet i podzieli się swoimi literackimi polecankami politycznymi. Choć tak w zasadzie od dawna uważam, że ulica Wiejska jest idealną wylęgarnią dystopii i innych wynaturzeń, które nawet autorom science-fiction do głowy przyjść by nie mogły.

poli7

Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi. Książka to naładowana broń w sąsiednim domu. Spal ją, rozładuj broń. Rozbij mózg człowieka. Skąd wiadomo, kto mógłby się stać celem oczytanego człowieka? [Ray Bradbury, 451 stopni Fahrenheita]

Poprzedni

Przebaczenie i przeznaczenie, czyli „Broda zalana krwią” Daniela Galery

Następny

Nec tanator contra plures, czyli „Dominium Solarne” Tomasza Kołodziejczaka

Komentarzy: 4

  1. Z takich typowo politycznych książek zawiodłam się na „House of Cards” Dobbsa, ale nie przez samego Dobbsa, ale przez tłumaczenie. Nie podeszło mi polskie tłumaczenie, bardzo. Może zabiorę za oryginał, tylko jaki jest sens, skoro obejrzałam HoC BBC?

    • pozeracz

      Tu nie pomogę. Nie oglądałem serialu (jestem bardzo mało telewizyjno-kinowy) ani nie czytałem książki. Ale z zawodowej ciekawości zapytam – co było nie tak z tłumaczeniem?

  2. Pozostając przy bardzo luźnych asocjacjach z polityką, wspomnę o „Święcie Kozła” Mario Vargasa Llosy. Książka opowiada o przygotowaniach do politycznego przewrotu w Dominikanie (zamachu na dyktatora Rafaela Leonidasa Trujillo). Ciekawe spojrzenie na latynoamerykańskie dyktatury.

    • pozeracz

      Czytałem, czytałem. Llosy lubię, momentami nawet bardzo. A „Święto kozła” to zdecydowanie ciekawy obraz politycznej specyfiki tamtego regionu – od macho watażków na machinacjach USA skończywszy.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén