Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Niewiedza (nie) jest błogosławieństwem, czyli „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa

Mam słabość do kulturowych synchroniczności przypadkowych. W opublikowanym we środę wywiadzie Silaqui wspomina o Kwiatach dla Algernona jako o jednej z książek, które zdecydowanie zbyt długo czekają na ponowne wydanie. Ja o tym nieszczęsnym niedostatku wiedziałem od pewnego czasu i dlatego część urodzinowej karty upominkowej postanowiłem spożytkować na zakup wersji anglojęzycznej. Jako zaś uzupełnienie doczytałem sobie i opowiadanie, które Daniel Keyes z czasem rozwinął w powieść.

algernona okladka

Fenyloketonuria sprawiła, że Charlie Gordon ma wyjątkowo niski iloraz inteligencji. Jego matka do ostatniej chwili łudziła się, że to tylko chwilowa trudność, ale z czasem straciła i tę odrobinę nadziei. Jednak po urodzeniu zdrowej córki zaczęła odczuwać coraz większy wstręt do syna, którego i tak traktowała bardzo surowo. Odrzucony prze rodzinę, trzydziestosiedmioletni Charlie pracuje w piekarni. Do życia jest nastawiony pozytywnie, uczęszcza na zajęcia dla jemu podobnych do panny Kinnion i stara się być dobrym człowiekiem. Przez swe ograniczenia nie zauważa nawet, jak źle jest traktowany przez otoczenie. Nieświadomie tragiczny żywot mężczyzny odmienia się jednak, gdy wytypowany zostaje jako potencjalny kandydat do neurologicznego eksperymentu.

Kwiaty dla Algernona to powieść tak bogata, że trudno wybrać motywy, na których skupiać ma się recenzja. W pewnym, nietypowym i powierzchownym, rozumieniu jest to bildungsroman na sterydach. Naukowo przyspieszony wzrost inteligencji oraz nieuchronny jej spadek stanowią celowo zniekształcone odbicie rozwoju człowieka. Charlie w przyspieszonym tempie przechodzi drogę od nieświadomości przez pełnię potencjału aż do ponownego regresu. Z tą sinusoidą bezpośrednio powiązany jest jeden z centralnych wątków powieści Keyesa, a mianowicie kwestia inteligencji pozbawionej równowagi w postaci odpowiedniej dojrzałości emocjonalnej. Błyskawiczny skok Charliego i wynikające z niego perypetie osobiste stanowią dobitne uwypuklenie niebezpieczeństwa związanych z niczym nie skrępowaną, moralnie nieograniczoną inteligencją. Pozbawiony równowagi na linii inteligencja-emocje protagonista szybko staje się osobą wyjątkowo trudną w obyciu międzyludzkim.

algernona okładka

Oprócz zmian wewnętrznych ważne są także te zewnętrzne, czyli transformacja postrzegania i traktowania głównego bohatera przez innych. Wraz z wątkiem tożsamości stanowią one rdzeń Kwiatów dla Algernona. Keyes w boleśnie dosadny sposób pokazuje z jednej strony, jak w społeczeństwie traktowane są jednostki słabsze, a z drugiej wybitne. W pracy Charlie jest obiektem nieustających żartów i różnych form przemocy, ale po swym kroku rozwojowym zostaje zwolniony na wniosek pozostałych pracowników. Nie lepsi są też naukowcy, dla których główny bohater początkowo jest po prostu obiektem medycznym i szansą na sławę, ale z czasem zaczyna wzbudzać zazdrość i wrogość, choć sprawniej maskowane. Najsmutniejsze jest jednak to, że dla doktora Straussa ten niedorozwinięty umysłowo Gordon nie był w zasadzie osobą, a jakimś pożałowania godnym podczłowiekiem. Niemal nikt, poza Alice Kinnion, zdaje się nie dostrzegać, że tamten Charlie też miał uczucia, też chciał czegoś od życia. Sam protagonista odkrywa to w bólach, gdy rosnąca inteligencja pozwala mu zrozumieć wspomnienia i dostrzec, jak źle był traktowany przez matkę czy właśnie współpracowników. Ta droga ku samopoznaniu jest też bolesna dla czytelnika. Warto jednak zaznaczyć, że w oryginalnym opowiadaniu akurat ten wątek był obecny śladowo.

Kolejną zmianą, tym razem na gorsze i jedyną znaczącą wadą powieści, jest wątek aktywnie manifestującej się podświadomości Charliego. W opowiadaniu pojawia się co prawda zauroczenie protagonisty panną Kinnion, ale w powieści Keyes znacznie rozwija tę część, pogłębiając tę znajomość o elementy seksualne i dodając postać Fay, artystycznie wolnej sąsiadki głównego bohatera. O ile samo odkrywanie seksualności i pożądania jest ciekawą częścią Kwiatów dla Algernona, to algernona okładkazobrazowanie trudności na tym polu zdaje się być nieco przesadzone. Czytelnikowi zaakceptuje bez większych problemów somatyczne reakcje na próby zbliżenia z Alice, ale już halucynacje przybierające formę małego Charliego obserwującego tego dorosłego to o kilka kroków za daleko. Scena, w której dochodzi do inicjacji seksualnej protagonisty na oczach tego wytworu wyobraźni, jest wręcz odpychająca i niepokojąca wysoko. Na koniec pozostaje wrażenie, że autor nieco zbyt daleko pożeglował na wodach psychoanalitycznych.

Ten brak nadrabia jednak w pełni finał, który porusza już na sposoby nie odstręczające. Obserwowanie nieuchronnego regresu to jedna z najsmutniejszych sekwencji literackich, nie tylko na polu fantastyki. Mimo tego, że czytelnik w zasadzie od początku spodziewa się tego, jak zakończy się opowieść, Keyes i tak skutecznie uczuciami szarpie. Desperacja i smutek wyzierające z ostatnich stron Kwiatów dla Algernona są wręcz namacalne. Gdy Charlie pisze w swoim pamiętniku „Proszę… proszę nie dajcie mi zapomnieć jak się czyta i pisze…” serce pęka. Cały ten ciężar emocjonalny podkreślony zostaje przez oryginalny zabieg stylistyczny, który polega na oddaniu „autentycznej” pisowni Charliego. Na początku tekst roi się więc od błędów wszelakich i niemal zupełnie pozbawiony jest interpunkcji, a wraz z wzrostem IQ błędy zanikają. Finalna zapaść odbija się więc także w ortografii, co w zaskakująco dotkliwy sposób podkreśla tragedię głównego bohatera.

algernona

Kwiaty dla Algernona to powieść, która zdecydowanie zasługuje na ostatnio nadużywane określenie „klasyk”. Co prawda rozwinięcie opowiadanie zawędrowało nieco zbyt daleko pod kątem psychoanalizy, ale poza tym dodaje kilka wątków, które wzbogacają dodatkowo ten poruszający tekst. Daniel Keyes mówi tu bowiem bardzo dużo o człowieku, jego inteligencji i jej postrzeganiu. A przy tym łamie czytelnikowi serce. I pozostaje na koniec pytanie: cóżże się stało z serią Klasyka od Rebisa, która na jesień zeszłą zapowiadana była?!

What has happened to me? Why am I so alone in the world?

Poprzedni

Z Arrakis na Gintrowskiego, czyli wywiad z Silaqui z Kronik Nomady

Następny

Potrzask cykliczny, czyli „Slade House” Davida Mitchella

Komentarzy: 11

  1. Tytuł obił mi się o uszy, ale nie spodziewałem się, że powieść skrywa w sobie aż tak ciekawą treść. W zasadzie niczym w pigułce zgromadzono większość kwestii, z którymi borykamy i będziemy się borykać w najbliższej przyszłości – gnający postęp technologiczny, nie nadążająca za nim duchowość człowieka i rozwój moralny, do tego odpowiedzialność naukowców za swoje dzieła, itd., itp. No i ten motyw regresji – bardzo, bardzo ciekawy koncept. Gdyby przypadkiem pojawiło się jakieś wznowienie i to w przekonującej szacie graficznej, to pewnie bym uległ bez mrugnięcia okiem.

    • pozeracz

      Polecam mocno. Wznowienie właśnie ma być – od wspomnianego w ostatnim akapicie Rebisu. Jednak ta ich seria retro miała być wydana już zeszłej jesieni. Może uda mi się dowiedzieć coś więcej.

  2. Czy to aby nie trochę taki kolaż „Forresta Gumpa” z „Mechaniczną pomarańczą”?
    Naprawdę mnie zachęciłeś do Jej przeczytania, z tym że nawet, jak gdzieś ją znajdę, nie będzie mnie na nią stać, taka prawda;) Ale w takich wypadkach wiem jedno – i tym się pocieszam – mogę wyszperać niejako sybstytut owego ładunku jakości i emocji w jakiejś innej, też klasycznej powieści, a przy tym tańszej i ogólnodostępnej;) Możliwości jest bez liku. Próbowałeś?
    A co do Rebisa, niczego dobrego się po nich nie spodziewam, niczego nie oczekuję. Z doświadczenia.

    • pozeracz

      Trochę jest to taki kolaż, ale przy zachowaniu świadomości, że „Kwiaty…” powstały przed oboma wspomnianymi powieściami.

      Hmm… Niby zawsze można przeczytać coś innego, książek jest bez liku, ale czasem chce się po prostu przeczytać tę konkretną i tyle. Zwłaszcza, że tu mamy do czynienia z klasykiem.

      A skąd do Rebisu taka niechęć?

  3. rob

    mam wrażenie że coś podobnego popełnił inny klasyk SF chyba stapledon ale głowy nie dam czytałem tyle lat temu że mogę się mylić nawiasem sama książka ma swoją ekranizacje z 1968r pt.”Charlie”

    • pozeracz

      Mi się za to mocno kojarzą oparte na faktach „Przebudzenia” z Robinem Williamsem i Robertem de Niro. Poruszająca historia.

    • Być może masz na myśli powieść „Dziwny John” Stapledona. Dostrzegam podobieństwa , ale „Kwiaty… ” w wersji krótszej są bardziej skondensowane, przejmujące, w punkt.

  4. Z całym szacunkiem dla powieści, ale dla mnie to właśnie opowiadanie oddaje całą tragedię bohatera. To w opowiadaniu bardziej widać jaki paskudny los pani Ananke zgotowała Charliemu, widać tę iście antyczną tragedię.
    No i zgadzam się z Tobą w pełni, niektóre wątki w powieści są chyba zbędne, wciskana trochę na siłę psychoanaliza, zbyt jawne eksponowanie seksualności, rozwiązanie z opowiadania jest bardziej subtelne, owszem pokazanie bohatera jako „całego człowieka” jest oczywiście niezłe, ale… Prawdziwa tragedia leży gdzie indziej, ten jego skok od analfabety do geeka, a potem upadek, z którego on zdaje sobie sprawę, to że na naszych oczach traci umiejętność czytania i pisania… Na małej przestrzeni opowiadania jest to wszystko bardziej wyeksponowane, dzieje się „szybciej”, bardziej okrutnie!
    Przeczytaj koniecznie polskie tłumaczenie powieści. Znakomita praca Krzysztofa Sokołowskiego. Mam wrażenie, że ten pamiętnik po polsku jest bardziej uderzająco okrutny i smutny.

    • pozeracz

      Może w moim przypadku to kwestia tego, że zacząłem od powieści, a opowiadanie przeczytałem zaraz po jako uzupełnienie niejako. Dlatego też najchętniej widziałbym syntezę obu. Ale może to też moja słabość do wszystkiego co długie przeze mnie przemawia.

      Ale zgadzam się, opowiadanie zdecydowanie bardziej wyraziście eksponuje dramat Charliego.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén