Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Człowiek spomiędzy słów, czyli „Lem. Życie nie z tej ziemi” Wojciecha Orlińskiego

Na blogu i w komentarzach pozostawianych w różnych w miejscach sieci nie raz i nie dwa wspominałem o tym, że biografie średnio mnie ekscytują. Wyjątek ogólny stanowią postaci kluczowe dla historii świata (Napoleon, na ten przykład), a wyjątek szczególny stanowi Stanisław Lem. Nie do końca wiem, dlaczego akurat ten genialny pisarz zasłużył sobie na taką dyspensę nie zaś inni, ale tak już jest. Czytałem wspomnienia syna, pisałem na blogu o listach Lema i Mrożka, a gdy tylko usłyszałem o nowej biografii autorstwa Wojciecha Orlińskiego, konieczność wejścia w jej posiadanie była jasna. Oto więc i jest: Lem. Życie nie z tej ziemi.

lem biografia

Pewnym problemem związanym z moimi wyjątkami od biograficznej abstynencji jest trudność w wpisaniu akapitu drugiego, zajawko-streszczającego. Bo i po cóż w zasadzie przedstawiać Stanisława Lema? Najwybitniejszy polski pisarz science-fiction przedstawiania przecież nie wymaga. Zamiast tego więc uraczę Was ciekawostką, która pierwszy raz wspomniana została w Awanturach na tle powszechnego ciążenia Tomasza Lema, ale i tu została przytoczona, a która ugruntowała mą sympatię dla pisarza. Otóż biografii bohater główny miał wielką słabość do słodyczy. Koneserem był od maleńkości i nawet gdy mu zdrowie oraz – co ważniejsze – żona nie pozwalały, po kryjomu konsumpcję praktykował. Już po śmierci autora za garażowymi regałami odkryto dziesiątki papierków po słodkościach maści różnej. Żartobliwie zaś chory na cukrzycę Lem wspominał, że atrakcyjną formą samobójstwa byłoby zamknięcie go w jednym pokoju z kilkoma kilogramami chałwy. Sam wybrałbym ptysie, ale dobrze go rozumiem.

W świetle tego, jak wielkiego formatu pisarzem był Lem, oraz nieustającej popularności jego dzieł nieco zaskakujące jest to, że jest to jego pierwsza polska biografia. Co prawda sam Orliński stworzył swego czasu lemowy leksykon, Co to są sepulki? Wszystko o Lemie, a opublikowanych zostało kilka książkowo długich wywiadów z autorem, ale wysiłku integracyjnego nikt wcześniej nie podjął. Dziennikarz Gazety Wyborczej jest wielkim Lema fanem, co jest jednocześnie zaletą, jak i wadą książki, gdyż czasem nie potrafi (lub też, jak można momentami wyczuć, nie chce) wyjść z roli fana. Z jednej bowiem strony czuć, że biograf podszedł do swojego zadania ze znawstwem, dbałością o szczegóły i szacunkiem. Lem był bardzo aktywnym korespondentem prywatnym, udzielał wywiadów i do tego miał aktywnych pamiętnikarsko przyjaciół, więc odpowiednie skompletowanie i odpowiednie skomponowanie było nie lada sztuką. Druga strona jest jednak taka, że w niektórych momentach Orliński odpuszcza nieco swemu „obiektowi”, interpretując fakty na jego korzyść miast tę interpretację pozostawić czytelnikowi. Widać to zwłaszcza we fragmentach tacierzyńskich. Trochę też szkoda, że małżonka
lemowa pojawia się głównie mimochodem.

lem tomasz

Na zdecydowaną pochwałę Orliński zasługuje za to, co wyciągnął spomiędzy słów lwowiaka. Przedwojenna i wojenna przeszłość Stanisława Lema była znana jedynie fragmentarycznie, gdyż pisarz był niezwykle zręczny w selekcjonowaniu informacji oraz omijaniu pytań niewygodnych. Efekty dociekań biografa wskazują, że miał ku temu niezwykle ważne powody. Wyłuskane z dzieł Lema oraz przemilczeń w przeróżnych rozmowach szczegóły wskazują, że był on świadkiem wielu traumatycznych wydarzeń w trakcie trzech oblężeń Lwowa, a jego rodzina wycierpiała bardzo wiele nie tylko z powodu samego konfliktu, ale też żydowskiego pochodzenia. To właśnie te korzenie mogły autorowi przysporzyć wielu problemów jeszcze długo po wojnie. Biograf łączy to, co Lem przemycił w swoich dziełach i odnosi to np. do wojennej historii Lwowa, a następnie zestawia z przemilczeniami lub półsłówkami Lema. Ciekawe są też fragmenty, w których literackie sukcesy Lema kontrastowane są z jego chandrą i brakiem wiary we własne umiejętności. Było to widać już w listach z Mrożkiem (zresztą w Życiu nie z tej ziemi pokazane jest, że takie same wątpliwości dręczyły innych literackich towarzyszy Lema), ale tu ten dysonans ukazany jest w pełni. Człowiek, zwłaszcza wybitnie inteligentny, to istota bardzo trudna do zadowolenia – największe chwile zwątpienia Lem zdawał się przeżywać w momencie, gdy w końcu osiągnął stabilność finansową i pisał dzieła, które zapewniły mu literacką nieśmiertelność.

Lem. Życie nie z tej ziemi nie jest biografią idealną, ale jednocześnie stanowi książkę niemal idealną dla lemofili. Wojciech Orliński wykonał kawał dobrej roboty, zwłaszcza w zakresie młodzieńczych lat Lema, ale jednocześnie nie do końca potrafił się wyzbyć swych inklinacji. W kilku miejscach to czytelnikowi powinna zostać pozostawiona pełna swoboda interpretacji, ale są to drobne rysy bez znacznego wpływu na odbiór całości.

Jest to typowy ton listów, które Lem i Mrożek dodawali do przesyłek ze swoimi największymi arcydziełami – niemalże przepraszali przyjaciół, że posyłają im te swoje nieszczęsne książczyny i sztuczydła.

Poprzedni

Szczęśliwe wypadki i alchemia, czyli wywiad z Jennifer Croft

Następny

W cieniu niewypowiedzianego, czyli „History of wolves” Emily Fridlund

Komentarzy: 8

  1. Mam tę książkę na oku już od pewnego czasu, jako, że bardzo mocno cenię sobie twórczość Staszka Lema. Przypuszczam, że przymknę oko na wspomniane przez Ciebie słabostki 😉

  2. „(…) jest wielkim … fanem, co jest jednocześnie zaletą, jak i wadą książki, gdyż czasem nie potrafi (lub też, jak można momentami wyczuć, nie chce) wyjść z roli fana.” Gdyby mi przyszło do głowy pisać o przeczytanej niedawno biografii Grzesiuka, to to zdanie byłoby jak znalazł 😀

    • pozeracz

      Biografii czytam niewiele, ale wydaje mi się, że to może być problem nierzadki. Raz, że jedną z motywacji, by spisać czyjeś losy może być sympatia do danej postaci. A dwa: w toku tworzenia spędza się z tą „osobą” bardzo dużo czasu, więc inklinacje wytworzyć się mogą.

      • Zgadza się. Niestety skutkuje to przymykaniem oczu na rzeczy nieprzyjemne, przemykaniem się nad niewygodnymi tematami czy też próbami tłumaczenia życiowych wpadek idola. A najgorsze jest to, że jak się te rzeczy wypomniał, to najczęściej w zamian usłyszymy, że tak to jest, jak się w tego typu książce szuka brudów i taniej sensacji 🙁 O i tak.

        • pozeracz

          Tą drugą częścią komentarza przypomniałeś mi o innej ważnej motywacji – rzeczywistym szukaniu brudów i taniej sensacji. Choć w sumie nie wiem, czy taka akurat motywacja wystarcza do napisania aż całej biografii. Raczej starczy na jakiś artykulik czy też inny gazetowy paszkwil.

  3. Czytałam (też jestem fanką, ale nie Lema, a jego książek), trochę mnie tam parę rzeczy uwierało, ale co tam. Pierwsze koty za płoty. Bo może powstanie jeszcze jakaś biografia?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén