Nie należę do wielkich fanów J.J. Abramsa, ale gdy tylko usłyszałem o S. wiedziałem, że nie spocznę póki nie dorwę jej w swoje ręce i nie pożrę żarłocznie. Względy finansowe i praktyczne przez długi czas utrudniały mi sprawę, ale w końcu w tym roku postanowiłem niecnie sprezentować sobie ten kąsek na urodziny. Nie pamiętam, kto mnie naprowadził na trop S., ale osobie tej należą się wielkie podziękowania. Jest to niepowtarzalna, absorbująca przygoda literacka.
Ciemne chmury zebrały się nad czytającymi. Zewsząd otaczają nas hordy ignorantów, obojętnych i niechętnych, a szeregi nasze topnieją w tempie zastraszającym. Wróg jest przebiegły, nieustępliwy i zaraźliwy – głupota nie spocznie póki nie ugasi ostatniego ognika dociekliwości, błyskotliwości i krytycznego oporu. Nie możemy zamykać się w swych papierowych światach, bezczynność klęską naszą będzie i zgubą. Chwyćmy nasze księgi i ruszmy między niewiernych szerzyć słowa, słowa, słowa.
Nadeszła ta niebezpieczna pora, pora wtrącenia swych przemyśleń w toczące się na blogach dyskusje. Praprzyczyną tego wpisu jest Patronite i casus Zwierza, Gonciarza i Quaza, ale bezpośrednimi motywatorkami były Moreni (Z pamiętnik książkoholika) i Agnieszka (Niebieski stoliczek). Ten pierwszy traktuje o nieprzystawalności Patronite do blogerów książkowych, a drugi zdaje się zachęcać do monetyzacji bloga oraz/lub obśmiewać wstręt do tego zarabiania. Poniżej zaś nieco przemyśleń z głowy Pożeracza.
Co dwa lata następuje czas polaryzacji, gdy nad świadomością części narodu władzę przejmuje piłka nożna. Przez ostatnie dni na dalszy plan schodzi likwidacja gimnazjów, Trump i Brexit – liczy się tylko łysina Pazdana, pudła Milika i precyzja Kuby. Dla mola książkowego może to być czas trudny i pełen w czytaniu zakłóceń. Można jednak niecnie skorzystać z okazji i połączyć jedno z drugim, czytając książki o tematyce piłkarskiej, albo też wykorzystać je do sprowadzenia kogoś na książkową stronę mocy.




