Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Podcastem ku samorealizacji, czyli zażenowanie z drugiej ręki

Tytuł tego wpisu mógłby wystartować w konkursie na najmniej mówiący tytuł w (krótkiej) historii tego bloga, lecz śpieszę już z wyjaśnieniami. Synchroniczność odkryć pożeraczowych sprawiła, że krótko po wpisie o Radiolab, inny podcast regularnie słuchany (Myszmasz) pozwolił mi nazwać pewną mą przypadłość, a Zwierz Popkulturowy (znana z podcastu Zwierz vs Zombie) rozpisał się o tym zręcznie. Mógłbym w zasadzie Was zostawić sam na sam z wpisem zwierzowym, ale chciałbym jednak dodać parę słów od siebie o tzw. secondhand embarrassment.

second2

Nieśmiałe zaloty do Euterpe, czyli Pożeracz i poezja

Przyznam się Wam, o szanowni wielce goście, że jest mi nie po drodze z poezją. O ile polski system szkolnictwa nie potrafił ukatrupić mej radości z czytania, to skutecznie zniechęcił mnie do sięgania po poezję. Interpretowanie według znanego wszystkim klucza „co autor miał na myśli” i napastliwe doszukiwanie się środków stylistycznych odzierało wiersze z tego, co najważniejsze – indywidualnego z nimi obcowania. Tym wpisem chciałbym poczynić pierwszy krok na drodze ku odkupieniu, a może i kogoś zainspirować.

euterpe3

Ciekawostki pożeraczo-naukowe: źródło zza oceanu, czyli Radiolab

Zbierając się do napisania kolejnego wpisu z serii ciekawostkowo-naukowej, długo nie mogłem się zdecydować na temat. Po głowie krążyło mi parę pomysłów, lecz zauważyłem, że spora część z nich pochodzi z jednego źródła. Postanowiłem więc postąpić wspaniałomyślnie i podzielić się z Wami tym źródłem. Wymagana jest znajomość języka angielskiego, ale uważam, że każdy, kto nie zna, traci wiele. Witajcie w radiowym laboratorium, niech Wasze uszy i mózgi rozpieści Radiolab.

WNYC_Radiolab_logo.svg

Taki piękny krok wstecz, czyli „Armada” Ernesta Cline’a

Ready Player One było dla mniej jedną z fajniejszych książek 2014 roku. I o ile nie znoszę słowa „fajny”, to w tym przypadku pasowało idealnie. U podstaw była to zgrana historia od zera do bohatera, ale za to bardzo zgrabnie ubrana w płaszczyk sentymentu dla lat 80-tych, odwołań do gier tamtego czasu i odrobiony post-apokalipsy.  Innymi słowy: nie było szans, że odpuszczę Armadzie.

armada

Zgodnie z przysłowiem, czyli nie oceniaj po okładce

Niemal miesiąc temu popełniłem wpis przekonujący o tym, że czasem warto oceniać po okładce. Nadszedł jednak czas na twierdzenie przeciwstawne, czyli na pokazanie, że równie często po okładce nie warto oceniać. Powody są oczywiste – patrząc na samą okładkę, można stracić przebogatą treść. Przygotujcie więc swe estetyki na drastyczne doznania.

okladki3

Strona 147 z 158

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén