Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Podwojony dylemat, czyli „Revenat Gun” Yoona Ha Lee

Lektura zwieńczenia dowolnego niemal cyklu wiąże się z nieuchronnym rozczarowaniem. Zawód może spowodować sam końcowy tom niespełniający oczekiwań nagromadzonych podczas lektury poprzednich. Z drugiej zaś strony, im lepszy finał, tym większy smutek wywołany koniecznością pożegnania się z bohaterami oraz/lub światem. Owszem, do każdej książki można wrócić, ale – wybaczcie banał – pierwsze czytanie jest tylko jedno. Dość jednak tych rozkmin, pora na Revenat Gun, czyli pożegnanie z cyklem Machineries of the Empire.

revenant gun okładka

Shous Jedao jest siedemnastoletnim kadetem w akademii, a przynajmniej tak mu się wydaje. Jednak pewnego razu budzi się i odkrywa, że jego ciało jest wiele lat starsze. W dodatku pierwszą osobą, którą spotyka w zaskakująco luksusowej kwaterze, jest heksarcha Nirai Kujen. Sam fakt znajomości z jednym z przywódców heksarchatu jest zaskakujący, ale to nie wszystko: przebiegły tyran chce, by Jedao stanął na czele armii, która zjednoczy rozbite imperium. (Nie)młody (nie)generał będzie musiał sobie poradzić nie tylko ze swoją poszatkowaną pamięcią i tajemniczym zwierzchnikiem, ale i nienawiścią podwładnych. A przecież jest i druga strona konfliktu…

Za sprawą wielowątkowości fabuły Revenant Gun i pomysłowości Yoona Ha Lee, napisanie powyższego wstępu do fabuły nie sprawiło większych problemów z unikaniem spoilerów. Trzecia część cyklu kontynuuje bowiem fabułę i zachowuje część perspektyw narracyjnych, ale otwiera i niemało miejsca daje (nie)nowemu bohaterowi. Dzięki temu czytelnik nie tylko lepiej poznaje jednego z protagonistów serii, ale też w końcu ma okazję z bliska przyjrzeć się głównemu antagoniście. Na przestrzeni serii można zaś zaobserwować stopniowe pogłębianie fabuły poprzez kolejne wolty i zwroty, co daje odbiorcy poczucie obcowania z przemyślaną i z góry zaplanowaną całością. Wszystko to wiąże i przeplata się w satysfakcjonujący sposób z pewnym elementami kreacji świata i historii postaci. Innymi słowy: jest to wysoce spójna i konsekwentna trylogia.

kel cheris

Kel Cheris, autor: https://www.tumgir.com/dachosmin

Pisząc o Revenant Gun jako o zwieńczeniu serii, nie sposób nie wrócić do wspomnianej powyżej kreacji świata. Historia postaci, ich starania i walka bezpośrednio wynikają z tego, jak urządzony jest heksarchat. Yoon Ha Lee postawił na niemal dosłowną interpretację maksymy Clarke’a o magii i technologii, gdyż związana z tzw. „wysokim kalendarzem” sztuka prowadzenia wojny jest opisana w taki sposób, że w zasadzie mogłaby być magią. Połączenie wysoce skomplikowanych obliczeń matematycznych z kluczowym znaczeniem formacji piechoty oraz/lub pojazdów, które nie zadziała bez wsparcia w postaci krwawych (choć nie tylko) rytuałów przeprowadzanych w imperium brzmi raczej jak coś nadprzyrodzonego, nieprawdaż? W dodatku w tym tomie okazuje się, że pojazdy, który umożliwiły ludzkości obronę przed najeźdźcami i stabilizację heksarchatu są w zasadzie żywymi stworzeniami siłą zmuszonymi do służby. Wszystko to jednak jest opisane na tyle efektownie, przekonująco i spójnie, że nie ma się do czego przyczepić.

Revenant Gun wypada też satysfakcjonująco jako zwieńczenie cyklu. Co prawda w poprzednim tomie było nieco bardziej efektownie, jeśli chodzi o kosmiczne starcia i czystą akcję, ale w Machineries of the Empire od samego początku duży nacisk kładziony był na postaci i ich drogę do odkupienia, wolności czy też zemsty. Ważną rolę odgrywały tu motywy przemocy seksualnej, nadużywania władzy, (nie)zgody na nadużycia oraz ślepego posłuszeństwa i to przedstawione w sposób dosadny. W tym kontekście zakończenie w satysfakcjonujący sposób domyka kluczowe wątki. Wykreowany świat jest na tyle bogaty, że nie brak mu potencjału na kolejne opowieści. Powieść stoi też na odpowiednim poziomie językowym: nie brak tu dynamicznych scen, humorystycznych fragmentów (zwłaszcza w rozdziałach skoncentrowanych na serwitorach) czy dosadnych wyrażeń w odpowiednich momentach.

yoon ha lee zdjęcie

Revenant Gun to godne zwieńczenie świetnej trylogii. Stworzony przez Yoona Ha Lee cykl Machineries of the Empire to doskonały przykład na zbalansowane science-fiction. Mieszanka efektownej technologii, wyrazistych postaci, złożonej fabuły i mroczniejszych motywów zapewnia wiele czytelniczej uciechy. Liczę, że seria ta trafi w końcu nad Wisłę, a autor będzie jeszcze wracał do tego świata.

All across the hexarchate were people like his older sister: loyal citizens, decent people in their day to day lives, many of whom had benefited even from a system that ran on regular ritualized torture.

Poprzedni

Stara szkoła w nowych szatach, czyli „Podarować niebo” Romualda Pawlaka

Następny

Egocentryzm, czyli Qbuś w sieci

3 Comments

  1. Ha, tak to już jest z tymi ostatnimi tomami, że zawsze pozostają po nich jakieś negatywne uczucia – czy to rozczarowanie poziomem czy też żal, że na dobre rozstajemy się z danym uniwersum. Z drugiej jednak strony nie ma chyba nic gorszego niż cykl przerobiony na telenowelowy tasiemiec – bez końca, ale i bez sensu 😉

    • pozeracz

      Trafiłeś w mój czuły punkt… Ja mam słabość do fantastycznych tasiemów. Może nie aż takich potworów jak „Saga Ludzi Lodu”, ale czytam teraz książkę, która jest 5 tomem pobocznej serii, gdzie główna miała 10 tomów po niemal 1000 stron każdy.

      • Hehe, mój kolega z klasy we wczesnej podstawówce zaczytywał się w „Sadze o Ludziach Lodu”. Połknął wszystkie tomy! A jako, że razem chodziliśmy do szkoły, to codziennie rano wysłuchiwałem relacji z lektury – opowieści były na tyle przekonujące, że sam się skusiłem, ale odpadłem chyba po drugim albo trzecim tomie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén