Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Biurowe zatracenie, czyli „Linia” Elise Karlsson

Przyznam się Wam szczerze i otwarcie: mam całkiem niezłe szczęście do miejsc pracy. Niemal wcale nie zdarzało mi się brać pracy do domu, nadgodziny w ilościach przyzerowych, a nawet w czasach mocnego natężenia kryzysów nie doświadczałem. No i za sprawą specyficznej natury i odosobnionego trybu pracy tłumaczek i tłumaczy, konfliktów osobowych też było niewiele. W pewnym więc sensie Linia Elise Karlsson była dla mnie wyprawą w biurowe tereny przeze mnie niezbadane.

linia

Emma od pewnego czasu jest bez pracy. Trudno stwierdzić, czy bezrobocie ma znaczący wpływ na jej sytuację ekonomiczną, ale na pewno czyni spustoszenie w jej życiu emocjonalnym. Praca dopełnia jej istnienie, bez niej czuje się niepełna. Dlatego też znalezienie pracy w prestiżowym wydawnictwie zajmującym się poradnikami jest dla niej jak zbawienie. Pierwsze dni pracy wiążą się z ciągłym strachem i podejrzliwością. Jednak z czasem przychodzi biurowa stabilizacja, wsiąknięcie w matnię. Co się stanie ze znajomościami po pierwszym awansie? Jak kurczowo można trzymać się stołka?

W formie Linia to powieść podobna do Psów ras drobnych Olgi Hund, czyli jest złożona nie z rozdziałów, a różnej długości fragmentów. Czasem więc na stronie czytelnik znajdzie tylko jedno zdanie, a nawet dłuższe partie nie przekraczają kilku stron. Dzięki temu (oraz dobremu tłumaczeniu Dominiki Góreckiej) opowieść Emmy przybiera kształt czegoś na kształt dziennika, zbioru zapisków, a nie jednolitej narracji. Może będzie to nazbyt daleko posuniętą interpretacją, ale wygląda to na odzwierciedlenie specyfiki życia biurowego z następującymi po sobie okresami posuchy i umordowania albo też wewnętrznej komunikacji mailowej. Sprawia to też, że niektóre zdania wybrzmiewają podwójnie, osamotnione typograficznie na kartce.

karlsson elise covers

Ta fragmentaryczność służy też do podkreślenia głównej skazy charakteru protagonistki. Linia w całości obraca się bowiem wokół pracy. Wszystko, co znajduje się na kartach powieści, każda refleksja powiązana jest z biurem. Lęki wypływają z kwestii etatowych, wątek romansowy dotyczy kolegi z pracy, a rodzinne reminiscencje wzbudzane są przez biurowe sytuacje. Wszystko inne zostaje ukryte… lub nie istnieje. Czytelnik domyśla się, że bohaterka doświadcza codzienności (obowiązki domowe, zakupy, itp.), ale w sferze domysłu pozostaje na przykład to, czy ma życie towarzyskie poza wydawnictwem. Na pewno zaś wszystko to ma znaczenie trzeciorzędne dla Emmy i fabuły.

To, co pokazane, dopełnia zaś ten obraz. To, jak mocno dobrostan Emmy zależny jest od pracy, ukazuje jest stosunek do kolegi z pracy, z którym (nie)romansuje. Gdy w końcu dochodzi do upojnej nocy, następnego dnia udaje, że nic się nie stało. Byle tylko etatowi nie zagrozić. Pewnym rozczarowaniem jest natomiast brak jakiegokolwiek przełomu ni kryzysu w tej kreacji. Główną bohaterkę nachodzą czasem wątpliwości, zdaje sobie sprawę ze swoje stanu i tego, jak jest postrzegana, ale żadna znacząca zmiana w niej nie zachodzi. Nie ma też żadnej odgórnej, odautorskiej „kary”, która by ją spotkała. Można zaryzykować więc stwierdzenie, że i sama pracoholiczka jest tu po prostu narzędziem wykorzystanym przez Karlsson do ukazania pewnego typu osobowości i specyfiki życia biurowego.

elise karlsson foto

Linia Elise Karlsson to interesujący obraz pewnego typu osobowości i specyfiki biurowego życia. Powieść jest ciekawa od strony formalnej oraz poznawczej, ale brakuje jej nieco fabularnej dynamiki. Świetnie jednak sprawdza się jako studium przypadku.

Podziękowania za egzemplarz do recenzji dla

pauza logo

Linia została narysowana i tu:

Seriale komediowe, których akcja toczy się w biurach, doprowadzają mnie do łez. Przypominają mi, że gdzieś tam wciąż jest praca. Że gdzieś istnieją miejsca, do których chodzą ludzie. Do których nie cierpią chodzić. Do których uwielbiają chodzić.

Poprzedni

Kalendarzowa eskalacka, czyli „Raven Stratagem” Yoona Ha Lee

Następny

Pędzący postmodernizm, czyli „Płeć wiśni” Jeanette Winterson

4 Comments

  1. czytankianki

    Wnioskuję, że daleki jesteś od rekomendowania tej powieści?

    • pozeracz

      Nie, daleki nie. Przestrzegam raczej, że zawieść się może ten, kto spodziewa się klasycznej powieści. Wypada za dobrze jako nieco przesadzony obraz osoby definiującej siebie przez pracę.

  2. Takie podporządkowanie całej egzystencji jednemu celowi (w tym przypadku pracy) to chyba niezbyt zdrowe podejście – człowiek kończy (przymusowo bądź dobrowolnie) daną aktywność i nagle okazuje się, że brakuje w jego życiu najmniejszego choćby poczucia sensu.

    • pozeracz

      Prawda, monomania zdecydowanie częściej kończy się źle aniżeli dobrze. Zwłaszcza w przypadku pracy, w której jest się uzależnionym od tak wielu losowych czynników: kaprysu szefa, wahań rynku, lokalnych kryzysów i tym podobnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén