Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Wypowiadając grozę, czyli „Upiorna opowieść” Petera Strauba

Są niektóre prawdy, które powtarzam regularnie przy różnych dyskusjach okołoksiążkowych. Jedną z nich jest to, że z literacką grozę mi niezbyt po drodze. Po studenckich i nie tylko zachwytach nad opowiadaniami Edgara Allana Poe i Ambrose’a Bierce’a przyszły głównie rozczarowania albo obojętność. Staram się jednak od czasu do czasu wyściubić nosa z mych gatunkowych (w sumie i tak szerokich) zasieków. Niedawno skutecznie pomaga mi w tym wydawnictwo Vesper – niedawno sięgnąłem udanie po Draculę, a dziś na blogu gości Upiorna opowieść Petera Strauba.

upiorna opowieść

Okazuje się, że straszne historie lubię opowiadać sobie nie tylko dzieci wieku różnego w noce jesienno-mroczne, ale też dostojni panowie z małego, amerykańskiego miasteczka. Milburn w stanie Nowy Jork to urokliwa mieścina, w której czas się niemal zatrzymał – niby jest więcej samochodów i telewizja, ale żyje się statecznie i bez pośpiechu. Wspomnieni panowie to piątka przyjaciół, w mieście znanych i (głównie) poważanych, nazywających siebie Stowarzyszeniem Chowder. Opowieści snute przez nich przy szklance czegoś mocniejszego stanowią dla nich nie tylko odskocznię i sposób na podtrzymywanie przyjaźni. Jednak za sprawą pewnego tragicznego wieczora opowiadana groza wkracza w świat rzeczywisty i zagładę dla Milburn wieszczy.

Upiorna opowieść Petera Strauba to mistrzowski popis budowania atmosfery grozy. Autor bardzo sprawnie z różnych literackich narzędzi, by taki właśnie nastrój wykreować. Zaczyna się od enigmatycznego wstępu, potem następuje przedstawienie głównych bohaterów wraz z subtelnym napomknięciem o pewnych tragicznych wydarzeniach, a do źródła tajemnicy dociera przez retrospekcje. Są tu więc opowieści w opowieściach, niewiarygodne narracje i stopniowanie grozy. Amerykanin zaprzęga też do swych celów pogodę – zaskakująco szybkie mrozy przechodzą w śnieżyce odcinające miasteczko od reszty świata. Deficyt wiedzy czytelnika jest uzupełniany w tempie odpowiednim, by utrzymać jego zainteresowanie, a moment zrównania tego stanu z protagonistami nadchodzi w odpowiednim momencie. Akcja nabiera rozpędu, liczba ofiar rośnie, a jedyny drobny zgrzyt następuje chwilę przed finałem. To zaskakujące spowolnienie nie wytrąca jednak z równowagi w większym stopniu.

upiorna opowieść

Jednak wspomnianą równowagę najskuteczniej odbiera kunszt, z jakim Straub korzysta z freudowsko rozumianej niesamowitości. Pisząc zaś inaczej: Upiorna opowieść tak intensywnie niepokój wywołuje za sprawą ograniczenia miejsca akcji. Choć retrospektywy i ważne zdarzenia wykraczają czasem poza Milburn, to główni bohaterowie w zasadzie go nie opuszczają i to w nim dochodzi do większość grozę budzących incydentów. Zgodnie z koncepcją Freuda najstraszniejsze jest to, co dobrze znane – stąd taki potencjał np. domu w horrorze. Tu zaś funkcję miejsca znanego, bliskiego pełni cała miejscowość. Członkowie Stowarzyszenia Chowder znają je jak własną kieszeń i choć formalnie nie mają nad nim władzy, ale można ich uznać za elitę, swoistych opiekunów. Zaś zło, z którym przyjdzie im się zmierzyć, za cel obiera sobie całą społeczność, dążąc do jego unicestwienia. Jednocześnie uosobieniem niesamowitości nazwać można samą antagonistkę o wielu imionach – na pierwszy rzut oka zwyczajną kobietę, która mami mrocznymi sposobami.

Jednocześnie Upiorna opowieść stanowi hołd dla mistrzów gatunku oraz ukazanie potrzeby opowiadania. Każdy, kto choć nieco interesuje się klasyczną literaturą amerykańską, natychmiastowo rozpozna oczywiste nawiązania zawarte w nazwiskach dwóch protagonistów. Nathaniel Hawthorne i Henry James wywołani zostają „z nazwiska”, ale odniesienia do innych autorów można znaleźć i w treści, o czym świetnie w posłowiu pisze Piotr Borowiec. Wydawnictwo Vesper nie tylko przypomina o dziełach wydawniczo niemal zapomnianych (powieść miała tylko koszmarnookładowe wydanie w 1993 roku), ale też dba o odpowiedni krytyczny komentarz. Wracając jednak do powieści, historie snute przez bohaterów tak wyrazy autorskiego uszanowania dla poprzedników, jak i pokazanie mocy opowieści. Chowderowcy próbują przez nie przepracować traumę, a z kolei antagonistka stara się je wykorzystać przeciwko nim. Na pewien sposób jest to więc walka o władzę nad narracją.

upiorna opowieść

Peter Straub pokazuje, że gotyckie historie o duchach wcale nie potrzebują zamków czy monumentalnych domostw. Upiorna opowieść poprzez poczucie niesamowitości oraz umiejętne budowanie atmosfery przekształca małe miasteczko w mikroświat grozą przesycony. Na moim przykładzie widać, że literacka rozrywka serwowana w tej powieści może przypaść do gusty tym, którzy od grozy w formie książkowej raczej stronią.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję

upiorna opowieść

O książce przeczytacie też tu:

– No dobrze, spróbujmy więc na nowo – rzekł. – Czym jesteś?
Po raz pierwszy od chwili, gdy zabrał ją do samochodu, uśmiechnęła się szczerze. Była to zmiana, ale nie spowodowała ona, że poczuł się lepiej; dziewczynka wcale nie wyglądała przez to mniej dorośle.
– Przecież wiesz – powiedziała.

Poprzedni

Z nietoperzem przez apokalipsę, czyli wywiad z Bartkiem Biedrzyckim

Następny

Gra w niewidzialną tęczę, czyli przegląd postmodernizm polecający

Komentarzy: 8

  1. M. S.

    Chociaż wielbię Poego, znam Lovecrafta, otarłem się o twórczość Lewisa, Shelley, Biercea, Blackwooda czy krytyczne opracowanie Marka Wydmucha, to przyznać muszę, że czytelnikiem horrorów jestem raczej sporadycznym. Ta estetyka w rękach pop-twórców, vide Stephen King, nudzi mnie powtarzalnością schematów i brakiem artystycznych – zarówno na płaszczyźnie stylistyki, jak i koncepcji – aspiracji. Co nie znaczy, że z klasykami nie zamierzam obcować, a słusznie zalicza się do nich “Upiorną opowieść”.

    Po tych refleksjach ogólnych, należy wymienić trzy najmocniejsze strony prozy Strauba. Są to kolejno: kompozycja, gdzie za sprawą rozkładu tekstu budowane jest stosowne napięcie; atmosfera, czyli to, co wspomniany wcześniej Wydmuch klasyfikuje jako terror story; oraz rys psychologiczny postaci, od których bije autentyczność i zróżnicowanie charakterów. Straub nie tylko przyspiesza akcję gdzie trzeba i zmienia narracyjną perspektywę, ale daje się również poznać jako autor świadomy wewnątrzgatunkowych motywów. Horrory mają tendencję do popadania w groteskę, potykają się o wytarte klisze czy kreują bohaterów, których zachowanie i decyzje nie budują poczucia autentyczności. Tego wszystkiego Straub z powodzeniem unika. Można by tę powieść skrócić, opowiedzieć w inny, prostszy sposób, ale tym samym nie ocalilibyśmy jej niepokojącego wydźwięku. Czuć, że to klasyka, która się nie starzeje, która wciąż może sprawiać czytelniczą frajdę. I chociaż nie jest to eksperyment gatunkowy na miarę “Śledztwa” Lema, to wciąż mamy do czynienia z powieścią sytuującą horror na półce z jakościowo dobrą literaturą.

    • pozeracz

      Bardzo ładnie napisane. Podoba mi się uwaga o apiracjach i estetyce pop-twórców.

      Co do samego Strauba. Przez krótki moment miałem do głównych bohaterów zastrzeżenie, że nie zwarli szyków nieco prędzej. Obawiałem się, że spełniony tu zostanie slaherowo-filmowy scenariusz rozdzielania się grupy i mordowania ich z osobna. Na szczęście krótko po pojawieniu się tych wątpliwości nastąpiła zmiana strategii protagonistów. Ciekaw jestem: czytałeś może jakieś inne jego powieści?

      • M. S.

        Mam z horrorami podobnie jak Ty, to znaczy raczej rzadko do nich zaglądam, a jak już się zdarzy to staram się sięgać po typową klasykę, bo obawiam się rozczarowania tą estetyką. Co oznacza, że nic innego Strauba nie czytałem i znowu, trochę się boję, że to faktycznie była książka „najlepsza z najlepszych”.

        Poza tym, z horroru czekają na mnie teraz pięknie wydane przez PIW „Opowieści niesamowite, literatura francuska t.1”. Jak widzę tłumaczenia Tuwima czy Boya-Żeleńskiego, to mam wiarę w wartość tej literatury 🙂

        Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to oni faktycznie nie zwarli szybko szeregów, ale to dla mnie potęgowało spokojny, a jednocześnie napięty nastrój. Oni trochę nie chcą dopuścić do siebie tych tajemnic. Przykładowo, Benedikt, mimo że coś go niepokoi na odludziu, wcale się tym nie dzieli. Ci bohaterowie mimo skłonności do snucia dziwnych opowieści i podejrzanego bagażu doświadczeń, wcale nie popadają w paranoję, są bardzo racjonalni.

  2. Tomek

    A ja nie znoszę tych starych pierników – Poego, Lovecrafta i całej reszty mniej lub bardziej gotyckich pisarzy. Za każdym cholernym razem, gdy czytałem coś autorstwa klasyków, to musiałem się zmuszać do tego, by uwierzyć, że to ma być straszne. Tak samo mam z komediami Fredry – trzeba sobie wmówić ten, że jest śmiesznie.
    Jednak ten Straub mnie kupił. Przede wszystkim podoba mi się struktura tej książki. Mniejsze opowieści w większych. Coś się bez przerwy z czymś łączy, albo wertykalnie, albo horyzontalnie. Tę powieść na desce kreślarskiej stworzono. Bać się nie bałem, ale frajdę miałem.

    • pozeracz

      Aż chciałoby się odpisać po internetowemu: ale Poego to Ty szanuj. Choć Aleksander Hrabia do mnie też nie bardzo przemawia.

      Z tym książkowym strachem to dla mnie kwestia nieco umowna. Książki potrafią wywoływać niepokój, dyskomfort… ale strach? Raczej nie. Może gdybym dodał do tego wysoce (nie)sprzyjające okoliczności, ale bez tego trudno.

      • Tomek

        Strach to u mnie wywołują książki o holokauście – ostatnio jedną czytam. Historyczna, chłodna. Beletrystyka nigdy mnie nie przestraszyła za bardzo.

        • pozeracz

          No ładnie… Sam miałem zamiar napisać coś takiego. Rzeczywistość bywa dużo bardziej przerażająca.

  3. Sama powieść jest niesamowicie napisaną historią, w której groza stopniowo narasta, by w końcu wciągnąć czytelnika w bardzo gęstą atmosferę małego miasteczka. „Upiorna opowieść” jest jednak jedną z tych książek, których charakter trudno oddać. Tobie się udało w 100%. 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén