Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Najstraszniej jest w domu, czyli o koncepcji niesamowitości

Od ostatniego wpisu obracającego się wokół teorii literatury minęły już ponad trzy miesiące. Od czasu napisania pracy licencjackiej przez Pożeracza minęło już lat ponad jedenaście. By domknąć okres blogowego zaniedbania powrócę do podstawy rzeczonego wywodu akademickiego, który zatytułowany był Different uses of the uncanny in Ambrose Bierce’s short stories. Od pewnego czasu zbierałem się do powrotu do teoretycznej tematyki, ale natłok czasowo-recenzyjny i brak zdecydowania ciągle mi wadziły. Jednak zbieg strachowo-horrorzastego października i Pyzy dwukrotnie piszącej o opowiadaniach Bierce’a doprowadził do ukonstytuowania się wpisu.

ex machina uncanny

Głównym bohater tego wpisu, Sigmund Freud, jest aż nazbyt znany, a drugi, Ambrose Bierce, znany jest nadal zbyt mało. Dlatego też ciekawych zachęcam do sięgnięcia po wpis, który poświęciłem wyłącznie temu drugiemu. Jeśli zaś chodzi o twórcę psychoanalizy, to nie ma chyba sensu rozwodzić się nad jego życiorysem, gdyż by wyjść poza poziom wikipediowej notki musiałbym tu napisać tekstów kilka. Za wstęp niech posłuży ogólne stwierdzenie, że Freud jest w niemal wyłącznie kojarzony ze swym wkładem w psychologię, a nie każdy wie, że swe idee przekładał też na pole analizy literackiej. I o ile jego dorobek w tym pierwszym polu jest dziś raczej podważany niż poważany, to na polu literatury taka dezawuacja nie nastąpiła. Zgodnie z tą szkołą tekst widziany jest jako zapis kompleksów i nieświadomych dążeń autora i ma ujawniać stłumione sensy.

Niesamowitość została przez Freuda określona jako ten czynnik przerażający, który „wraca do tego, co jest nam dobrze znane, co niegdyś było nam bliskie” (tłum. własne). Tę koncepcję wyłożył Freud w opublikowanym w 1919 eseju zatytułowanym Das Unheimliche, ale jako pierwszy psychologicznie rozważał Ernst Jentsch (Zur Psychologie des Umheimlichen). Freud wspomina o pracy Jentscha , ale skupia się na analizie opowiadania pt. Piaskun autorstwa E.T.A Hoffmanna. Freud zaczyna swój esej od analizy etymologii słowa „Unheimlich” i szuka słów o podobnych znaczeniu w innych językach. Dla Freuda przy analizie niesamowitości jest obecna w języku niemieckim dynamika występująca pomiędzy tym co znane i oswojone, a tym co dziwne, tajemnicze i skryte. Mówiąc zaś prosto: heimlich może łatwo przekształcić się w unheimlich. W drugiej części eseju Freud podaje i opisuje przeróżne rzeczy, osoby, wrażenia czy zdarzenia, która mogę obudzić w czytelniku poczucie niesamowitości, opierając się na przypadkach klinicznych, teorii metapsychologicznej, antropologii i przypowieściach.

freud evil eye

Jednak główną część eseju Freud poświęca Piaskunowi E.T.A. Hoffmanna oraz polemice z tezami Jentscha. Ten drugi dopatruje się głównego pokładu niesamowitości w wątpliwości względem tego, czy żywa istota jest naprawdę żywa oraz odwrotnie: czy martwy przedmiot nie jest czasem żywy (tak na marginesie – blisko stąd do kolejnego ciekawego koncetu, czyli „doliny niesamowitości”). Odnosi się to bowiem do lalki Olympii, na punkcie której obsesji doznaje protagonista opowieści, Nathaniel. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do lektury, gdyż jest to bardzo ciekawe opowiadanie samo w sobie, a względem treści dodam tylko, że kluczową dla analiz obu teoretyków sceną była kłótnia pomiędzy dwoma twórcami Olympii. Na koniec Spalazani, jeden z twórców, rzuca oczami Olympii w Nathaniela, co wywołuje u niego atak szaleństwa. Freud nie odrzuca w pełnie teorii Jentscha, gdyż sam wspomina o roli animizmu, ale akcenty rozkłada inaczej.

Freud twierdzi, że niesamowitość Piaskuna zasadza się na strachu przed utratą oczu oraz jego powiązaniu z dziecięcym kompleksem kastracyjnym. Brzmi bardzo freudowska, prawda? Definicję kompleksu kastracyjnego sprawdzacie na własną odpowiedzialność. Austriak pisze, że lęk związany z niepewnością na linii ożywione/nieożywione blednie przy terrorze (sic!) wywołanym przez ślepotę oraz jej symboliczny odpowiednik, kastrację. W dalszej części następują dużo (według mego, skromnego, zdania) rozważania na temat kultur prymitywnych oraz figury sobowtóra, doppelgängera. Przywołane zostają tu słowa Otto Ranka, który stwierdził, że doppelgänger to część narcyzmu dziecięcego oraz wczesnych kultur, a sam Freud dodaje, że doppelgänger początkowo stanowił „zabezpieczenie przed destrukcją ego”. Sobowtór jest tym, co nas cenzuruje, naszym sumieniem, które w kulturach zaawansowanych staje się czasem źródłem strachu. Wiąże się to też z wiarą kultur prymitywnych w wszechmoc ludzkich myśli.

freud grupa

Otto Rank pierwszy z lewej u góry, Sigmund Freud pierwszy z lewej na dole

W ostatniej części dochodzi do rozróżnienia pomiędzy niesamowitymi doświadczeniami w literaturze a tymi rzeczywistymi. W tym kontekście Freud stwierdza, że „znakomita część tego, co nie jest niesamowite w fikcji, byłoby takie w prawdziwym życiu”, ale też „w fikcji dostępnych jest dużo więcej środków tworzenia niesamowitości niż w prawdziwym życiu”. Powiązane jest to z jakże ważnym konceptem zawieszenia niewiary, które sprawia, że np. baśnie tracą swój niesamowity potencjał. Mają one cechy charakterystyczne opowieści niesamowitych, ale te elementy są spodziewane, więc ich siła jest negowana. Jednocześnie realistyczne, „domowe” miejsce akcji najlepiej realizuje ten potencjał, gdyż niesamowitość jest potęgowana w tych „samowitych” warunkach. Mówiąc zaś wprost – oto jest teoretyczno-literackie wyjaśnienie tego, dlaczego horrory czy też inne thrillery, których akcja dzieje się w domu albo innym znanym środowisku oddziałują tak intensywnie. Oto właśnie to dynamiczne przejście od heimlich do unheimlich.

Ambrose Bierce nie miał, oczywiście, możliwości poznania teorii austriackiego psychoanalityka, ale jego opowiadania pokazują, że posiadał doskonałe wyczucie niesamowitości. W Przy moście nad Sowim Potokiem oraz Drodze w świetle księżyca wykorzystuje perfidnie wręcz bezpieczeństwo kojarzące się z domem. Podobnie zresztą w Oczach pantery, w których dom co prawda nie jest domem rodzinnym, ale za ważną rolę odgrywają właśnie oczy. Przewrotnie ukazana jest też niesamowitość w wojennym opowiadaniu Chickamauga, w którym to początkowe poczucie dyskomfortu wiąże się z niezrozumieniem, makabrycznością tego, co przedstawione, lecz prawdziwe przerażenie budzi dopiero „zwyczajność” odkrywana w finale opowiadania. Amerykanin jest mistrzem w budzeniu w czytelniku poczucia zagubienia poprzez ukazywanie niedostatków ludzkiego aparatu poznawczego oraz komunikacji międzyludzkiej.

nocne opowieści

I na tym zakończę. O opowiadaniach Bierce’a mógłbym pisać jeszcze dużo i długo, ale byłoby za dużo i za długo na blogowy wpis. Teraz pora na Was. Ciekaw jestem Waszych przemyśleń na temat niesamowitości, zwłaszcza jeśli blisko Wam do horroru i grozy w przeróżnych odmianach, nie tylko literackich. Koniecznie też dajcie znać, czy podoba Wam się taki wpis skoncentrowany na jednym koncepcie literackim. Chcecie więcej? A co powiecie na wpisy skoncentrowane na pojedynczym motywie literackim?

Czytaj dalej

— Oczy, oczy! Prześliczne, cudowne oczy! — zawołał rozdzierającym głosem, i rzucił się w powietrze.

E. T. A. Hoffmann, Piaskun

Poprzedni

Potrzebne jest jeszcze coś, czyli wywiad z Anną Kańtoch

Następny

Losy punktów przestrzeni fizycznej, czyli eleWator 2/2017 „Adam Wiśniewski-Snerg”

Komentarzy: 12

  1. To prawda, że Bierce lubi pogrywać z domem jako miejscem bezpiecznym (ja bym tutaj też z gruntu teorii przywołała Bachelarda), w „Przy moście…” czy w „Chickamaudze” (czy to się odmienia?) bohatera dosięga groza właściwie tuż na progu domu, kiedy już-już ma się odprężyć i poczuć bezpiecznie uświadamia sobie, że przecież to, co straszne, właśnie tu i teraz osiąga swoje apogeum.

    • Czepiam się książek

      Groza dopada tuż na progu domu, piszesz, a mnie się przypomina kolejny mistrz grozy i niesamowitości, H.P Lovecraft, jego „Coś na progu” i te wszystkie duszne, klaustrofobiczne opowieści o uwięzieniu, szaleństwie, etc . Na Instagramie widzę, że zaczytujesz się teraz w opowiadaniach Poego. Lovecraft i Poe to autorzy, których odkryłam jako nastolatka, ale z których chyba nigdy nie wyrosnę. Ten sam dreszcz niepokoju, niezależnie od tego kiedy i który już raz sięgam po ich mroczne opowieści…

      • „Coś na progu” na pewno niedługo przeczytam, bo chociaż opowiadania HPL zostawiły mnie ostatnio z mieszanymi uczuciami, to mam ochotę na więcej. Przecież też w „Szepczących w ciemnościach” to też dom-ostoja/twierdza zmienia się w siedzibę tego, co najmroczniejsze. I masz oczywiście rację, Poe też lubi wykorzystywać dom do pokazania, że nie wszystko, co wydaje się bezpieczne, takie w rzeczywistości jest :-).

        Może działa tu taki przewrotny mechanizm „niesamowitości” w ogóle: wziąć to, co wydaje się najbardziej bazowo „swoje” i zmienić to w koszmar?

        • pozeracz

          Ja dodam tylko od siebie, że opowiadania Bierce’a i Poego to jedne z bardzo niewielu odmian literackiego horroru/grozy, które na mnie działają. Dłuższe formy w ogóle mnie nie ruszają. Lovecrafta jeszcze nic nie czytałem – stykałem się z nim tylko growo i filmowo.

          • Koniecznie sprawdź Lovecfrafta, ja jestem sama neofitką w czytaniu go, więc tym bardziej namawiam innych :-). Sama niedługo planuję jeszcze przeczytać kolejne opowiadania, z ciekawości, jak zetknięcie z jego tekstem wypadnie tym razem.

            Swoją drogą to ciekawa sprawa, że straszenie czytelnika w opowiadaniu jest czymś zupełnie innym od straszenia go w powieści.

          • pozeracz

            Sprawdzę na pewno. Zwłaszcza, że ze wszystkich wczesnych autorów grozy, to on najmocniej przebił się do popkulturowej świadomości. Gry komputerowe, filmy są opierane bezpośrednio na jego twórczości, mocno z jej czerpią lub też nieco obśmiewają. Ciekawi mnie, co w jego pisaniu takiego było.

  2. Czepiam się książek

    No takie blogowe artykuły to ja wprost kocham 🙂 Tak się składa, że lektura eseju „Niesamowite” towarzyszyła również moim zmaganiom z pracą dyplomową o motywie sobowtóra w literaturze. Masz rację, że Freud sporo miejsca poświęca symbolice doppelgangera i szerzej podwojeniu, wszelkim zdublowanym postaciom, cechom i zjawiskom, które – jak pisze – „nieodparcie przywodzą na myśl ideę czegoś fatalnego, przed czym nie sposób uciec”. Miłośnikom literackich rozważań Freuda polecam też ciekawy i nadal aktualny artykuł „Pisarz a fantazjowanie”. Hoffmanna uwielbiam. „Piaskun”, „Diable eliksiry”, etc., klasyka grozy i niesamowitości, natomiast Bierce’a nadal nie czytałam. Nic. Zero. Mam go na liście już od jakiegoś czasu, czas wziąć się za czytanie 😉

    P.S. Jeśli o samowitość i niesamowitość chodzi przypomina mi się bardzo ciekawy artykuł Eweliny z Cocteau & Co. o filmie „Ostatnia rodzina”. Bardzo odważna i oryginalna analiza tego obrazu w kontekście freudowskiej niesamowitości. Warto przeczytać 🙂

    • pozeracz

      Dziękuję za rekomendacje – tak artykułu, jak i wpisu Eweliny. Chyba wtedy jeszcze nie zaglądałem na jej bloga, ale na pewno nadrobię.

      A Bierce’a polecam niezmiennie i niezmiernie.

  3. Głowy bym sobie nie dał uciąć, ale wydaje mi się, że podobne rozważania (dotyczące niezwykłości i niesamowitości) prowadził Staszek Lem. Niestety nie jestem w stanie przypomnieć sobie eseju, w którym Staszek mógłby poruszać tę tematykę.

    A Bierce’a obiecuję sobie sprawdzić już od pewnego czasu. Może kiedyś się uda 🙂

    • pozeracz

      Jeśli Ci się przypomni, to pisz koniecznie – chętnie skonfrontuję. Mogłem w sumie dodać w tekście, że koncepcja niesamowitości sama w sobie, niekoniecznie w takim literackim sensie, pojawiła się już sporo wcześniej.

  4. Warto było zajrzec, chocby dlatego, żeby dowiedziec się, że Freud „swe idee przekładał też na pole analizy literackiej” – tego o nim nie wiedziałem!
    Pytasz, co powiemy na „wpisy skoncentrowane na pojedynczym motywie literackim” – to ja odpowiem: bardzo chętnie! Taki artykuł poszerza zwyczajnie horyzonty, jest wręcz zaproszeniem do poznania innych, wcześniej nieznanych, a nawet niezasłyszanych, dzieł, które mogą nas zainteresowac, bo zawierają się w tym samym obszarze.
    Trochę lżej mi na duchu, gdy widzę, że inni wytrawni czytelnicy (nade mną) Bierce’a w ogóle nie czytali. A ja czytałem, ale też znowu nie za dużo: ładnych parę lat temu, w czasach studiów, gdy absolutnie nie znałem jeszcze pojęcia ‚weird fiction’ brałem sobie do komunikacji miejskiej zbiór „Czy to się mogło zdarzyć?” Nie poznałem całego, nie dlatego, że był słaby, ale pewnie z powodu nieuświadomienia sobie wtedy głębszego tła, stojącego za tą prozą. Teraz nawet bardziej niż na dokończenie powyższego wydawnictwa, miałbym ochotę na zapoznanie się z jego „Jeźdźcem na niebie i innymi opowiadaniami” – jako osoba o wiele bardziej świadoma, która poznała ów podgatunek horroru, zahaczający o fantastykę, zarówno w teorii, jak i praktyce.

    • pozeracz

      Bierce w Polsce ogólnie jest słabo znany. O ile Poego czy Lovecrafta kojarzy z miejsca nawet początkujący fan horroru, to autor „Devil’s Dictionary” gdzieś tam niektórym się kojarzy. Gdyby nie licencjat, to pewnie byłbym w tej grupie. Ale już w USA jest to autor niemal obowiązkowy – zresztą jego „An Occurrence at Owl Creek Bridge” jest częstą lekturę szkolną. Sam się niedługo natkniesz lub też natknąłeś na odwołanie do niego w opowiadaniach Bradbury’ego.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén