"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Wilcza więź i chłodny strach, czyli „W mocy wichru” Agnieszki Hałas

Po lekturze poprzedniego tomu z nieznanych mi powodów przekonany byłem, że W mocy wichru stanowi domknięcie trylogii. Jednak ma niedawna rozmowa z autorką Teatru Węży uświadomiła mi, że tom trzeci końcem cyklu wcale nie będzie. Tom czwarty jest na razie „w fazie notatek i intensywnego obmyślania”, więc teraz na spokojnie i z uwagą można przyjrzeć się temu dopiero co wydanemu. Choć na początek trzeba przymknąć oko na okładkę.

w mocy wichru hałas okładka

Kai-ra żywota lekkiego nie ma. Przebudzenie czarnej magii nie tylko oznacza status ściganego we wszystkich państwach Siedmiu Krain i ryzyko popadnięcia w szaleństwo, ale też bezwzględnie ściganie przez Elitę, magów srebrnych. Jedynie nielicznym udaje się wieść umiarkowany, dyskretny żywot. Lecz nawet wtedy bezpieczeństwo zapewniają alianse z potężnymi siłami ludzkości wrogimi, czyli Otchłanią. Tak też radziła sobie Marshia Lavalle, lecz zmiana podziału sił w demonicznych krainach sprowadziła na nią śmiertelne niebezpieczeństwo. Żmijka prosi o pomoc Brune Kaere, który akurat próbuje odkryć prawdę o swojej przeszłości i przy okazji wpada na trop okrutnego mordercy prostytutek. Mroki przeszłości splatają się z czernią daru, a pętle się zaciskają.

W przypadku pisania o cyklach sprawdza się pewna starosłowiańskie porzekadło: „im dalej w cykl, tym więcej drzew”. Nie da się uniknąć pewnych powtórzeń, a jednocześnie trzeba wytyczyć własną ścieżkę między pisaniem dla tych, którzy cykl już znają, a tych dopiero planujących swą przygodę z nim. Na całe szczęście w przypadku W mocy wichru wszystko ułatwiło odpowiednie natężenie pewnego ważnego czynnika: zmian. Najważniejszym przeobrażeniem jest dodanie protagonistki, znanej z poprzedniej części Anavri. Dzięki temu czytelnik zdobywa nową perspektywę na bycie czarnym magiem – młoda adeptka jest bowiem bardzo niechętna korzystaniu ze swojego daru i bardzo źle, pod kątem psychologicznym, znosi przemianę. Jest to ciekawe nie tylko samo w sobie, ale też z dlatego, że Krzyczący w ciemności od początku bytności na kartach powieści jest pogodzony ze swoim losem jako kai-ra. Nie daje mu spokoju jednak jego przeszłość. Na styku znajomości z Anavri i poszukiwania prawdy o sobie dochodzi do dalszego rozwoju postaci Brune. W tym tomie bowiem uwypuklone zostają bowiem dwie strony osobowości protagonisty, ta jasna i mroczna, niczym obie szkoły magii. Kaere jest tu bowiem jednocześnie bardziej ludzki i okrutny niż wcześniej, a upodlenie jego nałogu zostaje wyostrzony w interakcji z młodą żmijką. Ich relacje udobitniają niemal zupełną beznadziejność ich losów.

w mocy wichru okładka stara okładka stara w mocy wichru w mocy wichru okładka stara

W mocy wichru to jednak nie tylko rozwój pod kątem postaci, ale i świata. W poprzednich dwóch tomach Brune czynił wypady poza fizyczne i magiczne granice Shan Vaola, ale były to wojaże krótkotrwałe. Tym razem jednak bohaterowie odwiedzają między innymi powiązane z przeszłością Krzyczącego Ri Talma i pozostające częściowo poza zasięgiem Elity Wyspy Śpiewu. Czytelnik poznaje też dużo więcej szczegółów dotyczących Otchłani – kraina demonów jest mocno podzielona, podatna na wahania władzy i zaskakująco sformalizowana w swych rozgrywkach. Przedstawieni bardziej szczegółowo zostają też mieszkańcy tej sfery i przyznać trzeba, że Agnieszka Hałas z kunsztem opisuje różnorodne, potworne kształty, które przybierają pomioty Otchłani. Zakończenie pokazuje zaś, że świat wykreowany przez autorkę ma jeszcze wiele nieodkrytych zakątków. Mimo tego, że W mocy wichru nie będzie częścią ostatnią cyklu, to i tak stanowi satysfakcjonujące zwieńczenie pierwszych trzech części. Czytelnicy otrzymują odpowiedzi na trapiące ich pytania, przeszłość Brune została w sporej mierze odkryta, a i jego demoniczne konotacje objaśnione. Jednak na koniec otwarte zostają nowe wrota fabularne, a na swą kontynuację czekają losy obu głównych bohaterów. Niczego nie da się też zarzucić prowadzeniu fabuły – akcja posuwa się do przodu w odpowiednim tempie, a spokojniejsze momenty wykorzystywane są na budowanie relacji. Pojawienie się Anavri oznacza nie bowiem nie tylko nową perspektywę, ale też poprawia stosunek dialogów do monologów.

hałas foto

Zdjęcie: Adam Rotter

Jeśli komuś podobały się poprzednie części cyklu, to W mocy wichru na pewno ich nie zawiedzie. Pozostali zaś powinni pędzić po Dwie karty, gdyż to jeden z najlepszych polskich cykli fantasy. Ta część rozwija świat przedstawiony, ukazuje przeszłość Brune i poprzez wprowadzenie Anavri poszerza perspektywę na czarną magię. Teraz pozostaje tylko trzymać kciuki za pomyślne pisarskie wiatry i ukończenie tomu czwartego.

Dziękuję wydawnictwu Rebis za egzemplarz do recenzji

Gdy znajdziesz się w mocy wichru, pamiętaj, że masz skrzydła.

Poprzedni

Dwie Agnieszki i żelazna rózga, czyli wywiad z Agnieszką Hałas

Następne

Bydgoska niespodziegadka, czyli Fabularie 3 (14) 2017

11 komentarzy

  1. Na razie to wszystko co dzieje się w „Teatrze Węży” mieści się w ramach wyznaczonych przez dwa opowiadania. Obydwa ukazały się w zbiorze „Między otchłanią a morzem”. Mówię o „Poczwarce” (tu dowiemy się, skąd pseudonim Brune Kaere) i „Muzyce dla szczurów”. Od zakończenia „Teatru…” do „Muzyki…” mija około jedenastu lat. Oczywiście te opowiadania nie do końca mieszczą się w nowym kanonie, ale echa „Poczwarki” są w TW wyraźne, a „Muzyka…” wymagałaby chyba tylko drobnych poprawek.
    Otóż ja czekam na powrót Deuvena de Ragues i czekam jak spełni się jego pewna obietnica (to jest w „Muzyce…”). Dodam tylko, że w tym ostatnim opowiadaniu Krzyczący jest już w Shan Vaola legendą, no może bardziej jako urban legend, ale jednak 🙂
    Moja znajomość z twórczością Agnieszki Hałas zaczęła się właśnie od „Muzyki dla szczurów” i miałem wrażenie, połączone z nadzieją na jeszcze więcej, że to materiał na świetną powieść, sagę, cykl fantasy. Nie pomyliłem się!
    „Muzykę…” można znaleźć tutaj: http://www.bazaebokow.robertjszmidt.pl/taxonomy/term/84.
    Polecam! I jeszcze polecam zbiór opowiadań „Po stronie mroku” (kilka jest naprawdę znakomitych!). Dostępne już chyba tylko jako e-book w RW2010.

    • pozeracz

      Dziękuję za wyłożenie klarowne czasowych ram. Przeczytam, na pewno. No i czekam na przeglądowy tekst o Krzyczącym 😉

      • Wiesz ja mówię o treści „Teatru…”. Niektóre „zewnętrzne” opowiadania mieszczą się poza tymi ramami czasowymi. Autorka widzi to tak:
        http://www.agnhalas.pl/2016/12/swiat-zmroczy-kolejnosc-chronologiczna.html
        No ale Krzyczący to bardzo niepokorny bohater i zdaje się, że Agnieszka Hałas ma z nim pewne kłopoty, lubi się chłopak wykłócać o swoje 😀

        • pozeracz

          Ciekawie, ilu autorów ma takie problemy z bohaterami/kami, którzy/re zaczynają żyć własnym życiem. Czasem nawet płeć sobie zmieniają 😉

        • Wiesz, na dobrą sprawę to niby płeć u maga jest cechą drugorzędną, ale jakoś tak mi się wydaje, że są zlecenia, z którymi jednak kobieta chętniej pójdzie do kobiety, a facet do faceta 😀
          No Krzyczący jest po prostu dżentelmenem i polecił do sprawy koleżankę. Pewnie się dowiemy jeśli opowiadanie ujrzy światło dzienne.
          Swoją drogą we wczesnych opowiadaniach jest też żmijka działająca w samym Shan Vaola – panna Bieluń, trochę szkoda, że zniknęła. Bo Śnieg się pojawiła.

          • pozeracz

            Ogólnie przyznać trzeba, że w tym świecie jest jeszcze bardzo dużo miejsca na opowieści i bez Krzyczącego. Odejście bogów, powrót bogów, początki wyklęcia żmijów, inne sfery… Mnóstwo tego.

          • Masz rację. Ten świat jest zaj… i aż się prosi o głębszą i szerszą eksplorację. To kto jest na tyle odważny żeby to Autorce powiedzieć? 😀

          • pozeracz

            A mi się wydaje, że Autorka czuwa 😉

          • Na (nie)szczęście czuwa u Moreni 😉

  2. Oj dawno już nie czytałem żadnego cyklu fantasy, w którym człowiek zagłębia się bez reszty. Na półce cierpliwie czeka sobie Ursula le Guin (zbiorcze wydanie „Ziemiomorza”), ale coraz mocniej napiera na mnie myśl, że będę musiał wygospodarować trochę czasu także dla pani Hałas 🙂

    • pozeracz

      U góry masz pomysł na świetny początek. Zresztą Rebis swego czasu udostępnił też jedno z opowiadań w ładnym, elektronicznym wydaniu. Myślę, że warto spróbować opowiadań, żeby zobaczyć, czy „chwyci”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén