Jeszcze rok tomu prowadzoną przez Andrzeja Tucholskiego akcję przywitałbym z umiarkowanym zaciekawieniem. Bardzo pozytywna to inicjatywa i pochwały godna, ale o blogowo-książkowy zaświat zahacza jednak marginalnie. W między czasie jednak zadeklarowałem się promocyjnie i utwierdziłem się w tym zadeklarowaniu przez niemal rok. Nie wiem, czy me wysiłki przyniosły komukolwiek jakiekolwiek wymierne korzyści (choćby w postaci kilku wyświetleń wielkich), ale i zdaje mi się, że mogły dać nieco radości. I właśnie z takim podejściem dołączam w tym roku do Share Week.
Na początku grudnia opublikowałem pierwszy post planowanego cyklu o książkach, które zmieniły świat. Inne tematy i czytelnicze obłożenie sprawiło, że jest to jak na razie jedyna część. Potencjalnych kandydatów do serii nie brakuje, ale brakuje za to czasu. Dziś jednak mam dla Was historię, którą chciałem się podzielić czym prędzej. I to pomimo faktu, że nieco naciągnę wstępne założenia cyklu. Ta historia bowiem opowiada o tym, jak jednak książka zmieniła świat jednego człowieka. Poznajcie Mohameda Baruda.
Śledzenie dobrych blogów niesie czasem ze sobą korzyści niespodziewane. Gdzieś tam w otchłaniach internetowych prowadzące bloga Niespodziegadki pochwaliły się artykułem o literaturze afrykańskiej, który opublikowały niejakie Fabularie. Jako periodykowy poszukiwacz w te pędy ruszyłem zwalczyć swą niewiedzę. Szybko okazało się nie tylko, że mam do sprawdzenia kolejne ciekawie zapowiadające się czasopismo okołokulturowe, ale że w dodatku pochodzi ono z Bydgoszczy. Periodyk zakupiłem prędko, ale przeczytanie zabranie się za lekturę trwało zdecydowanie za długo, gdyż w międzyczasie pojawił się już nowy numer. Mam jednak nadzieję, że Was to nie zniechęci.
Po lekturze poprzedniego tomu z nieznanych mi powodów przekonany byłem, że W mocy wichru stanowi domknięcie trylogii. Jednak ma niedawna rozmowa z autorką Teatru Węży uświadomiła mi, że tom trzeci końcem cyklu wcale nie będzie. Tom czwarty jest na razie „w fazie notatek i intensywnego obmyślania”, więc teraz na spokojnie i z uwagą można przyjrzeć się temu dopiero co wydanemu. Choć na początek trzeba przymknąć oko na okładkę.
Jakże miło zbiegły się okoliczności: akurat 8 marca czynię kolejny krok ku nadrabianiu mych zaległości w zakresie wywiadów z pisarkami. Rozmowa z Anną Kańtoch była pierwszym krokiem na tej drodze, a dziś pora na następny. Ma dzisiejsza interlokutorka na polskiej scenie fantastyczne obecna jest już od 20 lat, lecz przez długi czas pozostawała na jej zapleczu. Na całe szczęście za sprawą Olgi i ostów oraz wydawnictwa Rebis wydającego ponownie cykl Teatr Węży jest szansa, że Agnieszka Hałas zajmie miejsce w pierwszym rzędzie. Zapraszam do rozmowy o pisaniu, zawodowym rozdwojeniu jaźni i początkach pewnego ka-ira.

Zdjęcie: Adam Rotter



