"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Wierszami polepiona, czyli „Szczelinami” Wita Szostaka

Wit Szostak to autor, który nie przestaje mnie nie zadziwiać. Od pewnego momentu każda kolejna jego książka jest diametralnie różna od poprzedniej, choć zawsze wspólna pozostaje daleko idąca zabawa słowem. Da się też zauważyć pewne przenikania – w narratorami stylistycznie zróżnicowanych Cudzych słowach Magda poetycko „rozkłada słowa na części pierwsze i wtłacza w nowe konteksty”, a Szczelinami to już w stronę liryki zwrot zupełny.

szczelinami okładka

Wit Szostak podjął się zadania, które mogłoby stanowić wyzwanie nawet w zwyczajnej formie powieściowej. Pierwszoosobowo rozpisać życiorys kobiety współcześnie niełatwy wraz z ciężarami dzieciństwa, rodzicielstwa i partnerstwa? Dla pisarza mężczyzny jest to grunt grząski. Lecz zrobić to w formie rozsypanki z wierszy? Zdaje się to być wyzwaniem niemal niemożliwym, lecz jednocześnie takim, które powierzyłbym tylko właśnie stwórcy Lesława Srebronia.

Ze względu na oryginalność dzieła, brak doświadczenia z poezją oraz własny kaprys pozwolę sobie znów odejść od pisania bezosobowego. Zacznę też w dodatku dedukcyjnie, czyli na początku spojrzę na Szczelinami powierzchownie. Naskórkowe odczytania czyni z tego zbioru lirycznego opowieść, wycinek z życia kobiety we współczesnej Polsce. Od wspomnień dzieciństwa, przez studia po małżeństwo i rodzicielstwa początki – wiersze podzielone są na rokiem oznaczone zbiory chronologicznie ułożone i (momentami luźno) z danym etapem życia powiązane. Są tu momenty trudne osobiście (rozstania i odejścia), smutnie przewidywalne (kobieta w miejscu pracy) czy też artystycznie znaczące. Szostak potrafi poruszyć, rozbawić, a wierne czytelniczki i czytelników własnej prozy wynagradza nawiązaniami do innych powieści.

tramwaj szczelinami

Pojazd ten pojawia się tu nieprzypadkowo

Ciekawy jest natomiast wpływ formy na treść. Za sprawą tej pierwszej Szczelinami to jednocześnie narracja fragmentaryczna, jak i intymna. Czytelnik dostaje bowiem dostęp jedynie do tego, co poetka uznała za warte umieszczenia w swojej twórczości. Jest to więc nie tylko niejako kreacja poprzez selekcję, ale też poprzez metaforyczną, przetworzoną naturę liryki jako takiej. Jest to więc niejako esencja pozbawiona obecnych siłą rzeczy w prozie wypełniaczy. Nie mamy dostępu do tego, co pomiędzy, a i do świata przedstawionego jest on ograniczony. Zarazem wyrażenie się poprzez poezję znacznie bardziej obnaża podmiot liryczny, pozwalając odbiorcy na może i chwilowo, ale za to znaczący rzut oka na jej emocjonalne wnętrze.

Każdy zapewne odczyta poszczególne strofy i całości dzieła (słowo użyte z pełną premedytacją) na swój sposób i ciężary interpretacyjne inaczej rozłoży, ale dla mnie Szczelinami to kolejny, chyba najbardziej dosadny dowód na językową maestrię Wita Szostaka. Mam wielką słabość do gier słownych, a tu jest ich pod dostatkiem: oryginalne metafory, anafory, międzywersowe zeugmy i wiele innych. Nie ma chyba wiersza, w którym nie znajdzie się jakaś stylistyczna perełka. Podkreślone jest to zresztą poprzez treść niektórych z nich, gdyż zawierają czasem rozważania nad pojedynczymi słowami. Najlepiej, gdybyście sami sobie przeczytali wycinki, ale nie ma w sieci ich za wiele. Możecie sobie przeczytać początek na stronie Publio albo rzucić okiem na cytat na końcu tekstu niniejszego.

 

Szczelinami to logiczna kontynuacja przebogatej i zróżnicowanej drogi literackiej Wita Szostaka. Wykreowany ciekawy żywot współczesnymi trudnościami naznaczony, fragmentaryczny i intymny zarazem ozdobiony słowną maestrią – wszystko to składa się na książkę oryginalną i zdecydowanie wartą uwagę, nie tylko dla czytelników ze słabością do poezji. Ja zaś na koniec mam jedną obawę i pytanie zarazem: co dalej, Wicie Szostaku?!


Za egzemplarz serdecznie dziękuję

powegraph logo

Szczelinami przedostało się też tu:

nie mówiliśmy nigdy

o miłości bliskości
nie nazwaliśmy niczego
co było między nami
ważne (po Pi którą
biorę czule w nawias)
jakby słowa należały tylko
do naszej pracy (pisanych
nocą niewierszy i rodzonej
przewlekle powieści) potem
nie mieliśmy nic na swoją
obronę poza odmową
zeznań

Wstecz

Rysując o zagładzie, czyli „Maus” Arta Spiegelmana

Dalej

Sceną i postacią, czyli „The King’s Blood” Daniela Abrahama

7 komentarzy

  1. Luiza

    O, poezja. Coś, co lubię. Nazwisko autora co jakiś czas widuję w internecie, ale jeszcze nic jego nie czytałam.

    • pozeracz

      Bardzo mocno polecam w zasadzie dowolną z jego książek. Albo i wywiad na tym blogu. Naprawdę warto.

  2. M.S.

    „Szczelinami” jeszcze nie czytałem, ale dosłownie kilka miesięcy temu zakończyłem przygodę z „Chochołami” i cóż to była za podróż! Dobrze to ujął jeden z krytyków, który o Szostaki pisała (parafrazuję z pamięci): „najlepszy, najmniej znany pisarz w Polsce”. I coś w tym jest. Jak to się dzieje, że Szostak jeszcze nie dostał Nike albo innego wyróżnienia, to jest dla mnie niepojęte. Nie dość, że pisze kawał literatury, to jeszcze jakie to wszystko jest inne, indywidualne, intymne, tylko jego. Żal mi, że tak jest niedoceniony, bo takie „Chochoły” są wyjątkowe. Nikt czegoś takiego u nas nie napisał.

    • Był nominowany do Nike

    • pozeracz

      O, widzisz, ja akurat „Chochołów” jeszcze nie czytałem. Ale to w sumie dobrze, że mam coś do nadrobienia.

      A co do nagród: byłem przekonany, że „Cudze słowa” zgarną przynajmniej jedną ważną, ale nagrodowo przeszły niezauważone. Straciłem już nadzieję, mimo chwilowego odrodzenia za sprawą Raka.

  3. Szostaków to ci u mnie dostatek – mam sporo książek tego autora w formie papierowej jak i elektronicznej, ale jakoś po żadną jeszcze nie sięgnąłem. Ale powoli się przymierzam, tym bardziej, że gdy piszesz o dziełach tego pisarza, to w większości są to same ciepłe słowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Autor motywu: Anders Norén