"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Alternatywny (quasi-)noir, „Nawiedzony tramwaj numer 15” P. Djèlí Clarka

Na wszelkie akcje marketingowe prowadzone przez wydawnictwa (zwłaszcza te duże) należy patrzeć z pewną nieufnością. W końcu – jak i każdej innej firmie – zależy im po prostu na przyciągnięciu klientów, najlepiej wiernych. Jednak czasem trudno nie dać się skusić. Tak jest w przypadku wydawnictwa Tor, które regularnie rozdaje egzemplarze swoich ebooków. Lista robi wrażenie nie tylko ilością, a jedynym warunkiem jest zapisanie się na newsletter. Piszę o tym nie bez kozery: w ten właśnie sposób w me kończyny wpadły nie tylko zapiski Murderbota, ale też będące przedmiotem wpisu niniejszego Nawiedzony tramwaj numer 15 P. Djèlí Clarka.

The Haunting of Tram Car 015 cover

W 1872 roku Al-Jahiz odmienił świat: rozsunął zasłony oddzielające świat magiczny od zwyczajnego… A potem zniknął. Dokonał jednak tego w Egipcie, za sprawą czego z czasem Kair stał się jednym z najważniejszych miast świata. Wymazanie granic między wymiarami spowodowało pojawienie się nowych zagrożeń, co z kolei wymusiło powołanie nowych służb. Ministerstwo Alchemii, Uroków i Bytów Nadprzyrodzonych powstało, aby zajmować się właśnie sprawami magicznie skażonymi. Starszy agent Hamed al-Nasr musi przerwać wprowadzanie nowego partnera, Onsiego, w arkana sztuki dochodzeniowej, gdyż otrzymuje wezwanie do nietypowego zadania: musi ujarzmić niebezpieczny, nawiedzony… tramwaj.

Może to nieco nie na miejscu zaczynać pisanie od rozważań na temat długości, ale trudno mi inaczej rozpocząć rozważań o Nawiedzonym tramwaju numer 15. Współcześnie niemal w Polsce wymarły gatunek noweli w rękach Clarka okazał się być idealnym sztafażem. Opowiedziana historia wraz ze światem przedstawionym jest bowiem na tyle bogata, że wtłaczanie w ramy opowiadanie wiązałoby się ze stratami. Możliwe byłoby pewnie rozwinięcie do formy pełnowymiarowej powieści, lecz tu  kolei nie obeszłoby się bez watowania wypełniaczami. Te nieco (zależnie od wydania) ponad sto stron zapewnia przestrzeń na odpowiednio dawkowaną ekspozycję, zwroty akcji i ciekawą fabułę.

Kair / Sean Wang, unsplash.com

Jeśli zaś chodzi o samą fabułę, to Nawiedzony tramwaj numer 15 stanowi mieszankę schematów zgranych z ciekawym światem przedstawionym oraz dobrym wykonaniem. Punktem wyjściowym jest bowiem stary jak gatunkowy świat motyw spotkania doświadczonego, nieco cynicznego funkcjonariusza ze spiętego żółtodzioba po akademii. Ich relacja jest może nazbyt rozwinięta ni też pogłębiona, ale nie jest to potrzebne, gdyż z humorem przedstawiona dynamika ich znajomości sprawdza się tu doskonale. Podobnie jest z samą fabułą – brak tu silenia się na wielką oryginalność, jest po prostu solidnie poprowadzone dochodzenie z fałszywym tropem, emocjonującymi sekwencjami akcji i efektownym finałem z zabawnym elementem humorystycznym.

Pozytywnym wyróżnikiem jest tu wśród tych bardzo dobrze zrealizowanych sztamp jest natomiast świat przedstawiony. Nawiedzony tramwaj numer 15 to trzecia nowela (pierwszą z nich można przeczytać w portalu tor.com)  w uniwersum zwanym Dead Djinn Universe, które to niedawno doczekało się i powieści. Zdradzane szczególiki, podrzucane informacje czy też na przykład społeczna złożoność pokazują, że P. Djèlí Clark z dbałością podszedł do tworzenia tego świata. Dla przeciętnego czytelnika wartością dodaną będzie też zapewne arabsko-orientalny sznyt mitologii wykorzystanej przez autora. Motywy takie pojawiają się czasem gościnnie, ale bardzo rzadko grają pierwsze skrzypce. Zresztą Clark nie ogranicza się do Egiptu i okolic, co wskazuje na ogromny potencjał na rozwój.

p djeli clark

Nawiedzony tramwaj numer 15 okazał się być wysoce udanym skokiem w nowe uniwersum. Wzorowo wykorzystana forma noweli, bogaty świat wykreowany oraz dobrze poprowadzona fabuła złożona ze sprawdzonych elementów tworzą świetną historię na wieczór lub dwa. P. Djèlí Clark zdecydowanie przekonał mnie do swojej twórczości, którą to mam teraz zamiar dalej poznawać.

That spirit was just a formless being minding its own business. Then, it encountered men. And they decided to make it this beautiful woman or this monstrous crone, because that’s the only way many men can even view women. Maybe they were looking for a way to explain why their wives died in childbirth, or why infants died in their blankets. Maybe they were just afraid of old women. So, they made up this al, conjured it up as a woman, and blamed it on her!

Poprzedni

Neapolitańskie nawiasy, czyli „Za otrzymane łaski” Valerii Parrelli

Następne

Bolesna trójca, czyli „Trąby jerychońskie” Uniki Zürn

12 komentarzy

  1. Kurczę – w sumie chętnie przeczytałabym tą książkę.

  2. I dla mnie lektura wydaje wielce intrygująca. Tym bardziej, że dostępna w formie elektronicznej – wspaniała okazja, by podszkolić język Szekspira, szczególnie, że nie czytałem jeszcze żadnej książki science fiction po angielsku.

    • pozeracz

      Polecam. Nie jestem co prawda najlepszym sędzią w takich sprawach, ale wydaje mi się, że język nie był nazbyt skomplikowany. Na korzyść działa też fakt, że to nowela, więc nawet przy pewnych trudnościach lektura nie powinna tak dużo czasu pożreć.

  3. łowczyni słów

    Zastanawiające jak ogólnie chętnie temat szeroko pojętego zawłaszczenia kulturowego jest eksplorowany przez twórców równie szeroko pojętej fantastyki. Z jednej strony stanowi owa uparta eksploracja odzwierciedlenie pragnienia poznania Wszechświata, jego imperiów i enigmatycznych kultur. Pewnie dlatego fabuła orbituje nieuchronnie wokół odległych konstelacji. Ale to tylko pozory. Dla uważnego obserwatora pożądliwość, z jaką bohater sci-fi wpatruje się w gwiazdy obnaża wyłącznie własne zachłanne dążenie istoty ludzkiej do poznania obrotów owych niejako uwewnętrznionych niebotycznych sfer. Zachłanność podobnie rozumiana przestaje wzbudzać politowanie czy obrzydzenie. Ukazuje się jako ewokacja Kantowskiego mitu, ponieważ tylko śmiałe sięganie ku nieskończoności może przybliżyć nas wreszcie do niesłychanego śpiewu duszy, rozbrzmiewającego pośród tych cichych choć wciąż dziwnie upojnych, nocy.
    Ot i wszystko.

    • pozeracz

      Ha, a to bardzo ciekawa obserwacja. W science-fiction często mówi się o kolonizacji kosmosu, ale rzadko w kontekście ziemskiego kolonializmu i jego negatywnych skutków. Choć przekonany jestem, że czytałem historie, w których to Ziemianie byli tymi złymi przybyszami, ingerującymi w miejscowy świat.

  4. łowczyni słów

    Ziemianie będący złymi przybyszami ingerującymi w miejscowy świat? To żadne sci-fi, to rzeczywistość w której żyjemy:D

    • pozeracz

      Oj tam, oj tam. Ale to naszomiejscowy świat, a w SF to jednak ludzie dużo częściej są tymi atakowanymi, którzy bronić swego istnienia muszą.

  5. łowczyni słów

    Haha jeżeli uciekasz się do „oj tam oj tam” to znaczy że wiesz że mam rację

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén