Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Perspektywy odśrodkowe, czyli „Driftwood” Marie Brennan

Mam przemożne wrażenie, że już o tym tu pisałem,  ale jednym z wygodnych (acz nieco uproszczonych) sposobów patrzenia na literaturę fantastyczną jest ocena tego, czy dana opowieść skupia się na postaciach czy pomysłach. Większość wartościowych historii równoważy te dwa elementy i wypada w okolicach środka tego spektrum, ale i graniczne przypadki bywają ciekawe (choć wymagają specyficznego gustu). Driftwood Marie Brennan zapowiada się na mocno wychylone w stronę pomysłowego światotwórstwa, ale z czasem zmierza bliżej środka.

driftwood cover

Driftwood to miejsce, które udowadnia, że apokalipsa to dopiero początek. Do tego miejsca właśnie dryfują resztki światów po ich sądnych dniach. Fragmenty niegdyś tętniących życiem krain dołączają do reszty rozbitków, a ich społeczności przechodzą drogę od zaprzeczenia przez rezygnacją aż po integrację. Nim te skrawki rozpadną się w centrum tego przedziwnego czyśćca dołączają do mozaiki języków, praw fizyki, flory oraz fauny. Nieliczni zdolni przemierzać te lądy i porozumiewać się z ich mieszkańcami wysoko cenią swe usługi. Najbardziej rozpoznawalnym, choć najmniej poznanym, z takich wędrowców jest niejaki Last.

Driftwood to książka zwana w świecie anglosaskim „fix-up novel”, czyli zbiór wcześniej napisanych opowiadań przerobiony na spójną, dłuższą opowieść. Poszczególne opowiadania są wprowadzane jako opowieści osób, które znały wspomnianego wyżej Lasta i wspominają go po jego zniknięciu/śmierci. Teksty te stanowią samodzielne opowieści, które na ciekawe sposoby przedstawiają specyfikę świata przedstawionego, ale i stanowią interesujące studia (nie)ludzkich przypadków. Wymyślona przez autorkę mozaika dosłownie postapokaliptycznych krain jest jedną z mocniejszych stron książki. Jest nie tylko oryginalna sama w sobie, ale i daje w zasadzie nieskończone pole do popisu. Zrealizowanie tego potencjału wymaga jednak nie lada wysiłku, gdyż każda z historii to przynajmniej jeden świat wymagający kreacji.

brennan trent okładki

Okładki zachwycają, czyż nie?

Bardzo ciekawą konsekwencją takiego a nie innego pomysłu przewodniego jest możliwość pokazania szerokiego spektrum reakcji na dosłowny koniec świata. W przypadku „tradycyjnej” literatury postapokaliptycznej bohaterowie muszą mierzyć się ze schyłkiem znanej cywilizacji, starego ładu, zaś w Driftwood lądują po spełnieniu katastroficznych przepowiedni, apokalipsie rzeczywistej. Marie Brennan może więc pokazać, jak poszczególne postaci lub całe społeczności radzą sobie postawione przed takim stanem rzeczy. Cóż czynić, gdy umiera władca, który miał uratować swój lud? Jak długo trzymać się porządków i obrządków, gdy wszystko dookoła pokazuje, że nie mają one sensu? Czy jest sens podtrzymywać tradycje, których źródło za czas jakiś ulegnie dezintegracji? Czy ten świat ma swojego boga? Obserwowanie zmagań z tymi i podobnymi pytaniami to jeden z ciekawszych elementów tego zbioru.

Ciekawym elementem Driftwood jest też rola Lasta jako elementu łączącego wszystkie opowieści. Każde z opowiadań ma bowiem swojego protagonist(k)ę, ale to właśnie przewodnika można uznać za bohatera całego zbioru. Jest to o tyle interesujące, że poznajemy go tylko i wyłącznie poprzez historie, w których pojawia się w mniej lub bardziej znaczącej roli, a poznajemy go poprzez wspomnienia innych oraz przytaczane przez nie dialogi. Interesującym czyni go także jego status – przez wiele osób jest on bowiem uważany za nieśmiertelnego, a w jednym z opowiadań przez krótki czas cieszy się powodzeniem wręcz boskim. On sam wszystkiemu zaprzecza, czytelnikowi nietrudno mu zawierzyć, ale i tak pewne wątpliwości co do jego prawdziwej natury pozostają. W dodatku rzeczywiście miał on okazję nawiązać wiele przyjaźni, przeżyć rozpad wielu krain i nie pozostaje to bez wpływu na niego. Na koniec osobiście dodam, że bardzo chętnie przeczytałbym powieść albo i zbiór opowiadań pisanych właśnie z perspektywy tajemniczego łącznika.

Druga z książek z wypuszczonego przez Humble Bundle zbioru wydawnictwa Tachyon okazała się lekturą przyjemną. Oryginalny świat Driftwood i próby, na które wystawia swoich mieszkańców w połączeniu z intrygującym bohaterem łączącym zaowocowały solidną dawką fantastycznej rozrywki. Mam przemożne wrażenie, że polscy wydawcy za szybką po nią nie sięgną, ale póki życia…

But in the Shreds, there’s no ignoring the weirdnesses of Driftwood, the way it’s summer on one street and winter on another, day here and night there, obedient to your laws of reality in your own ghetto, but operating by a totally different set of rules three houses down.

Poprzedni

Science (pół)fiction ze skazą, czyli „Zimne światło gwiazd” Bartka Biedrzyckiego

Następny

Skazy sławy, czyli „Sempre Susan” Sigrid Nunez

2 Comments

  1. Skąd takie przypuszczenie, że polscy wydawcy nie skuszą się na tę pozycję? Kilka utworów tej autorki zostało już przełożonych na polski, więc może i ta książka się doczeka tłumaczenia w nie aż tak odległej przyszłości 😉

    • pozeracz

      Pożyjemy zobaczymy 😉 Póki co wydany został tylko jej najnowszy cykl. Pewnie sporo zależy od tego, jak dobrze się sprzedał. Poza tym chyba autorka ma na koncie jeszcze inny cykl, więc strzelam, że to ten będzie miał pierwszeństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén