Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Tłumacki wielogłos, czyli „Na okrężnych drogach” Tadeusza Sławka

Czasem bywa tak, że okoliczności zbiegają się korzystnie. Na koniec marca, po dwóch latach stymulującej rozmowy, ukazał się mój wywiad z Krzysztofem Majerem, a na początku tegoż samego miesiąca ukazała się kolejna z serii okołoprzekładowych książek od wydawnictwa Karakter.  Po pięciu esejach Małgorzaty Łukasiewicz przyszła pora na Tadeusza Sławka i Na okrężnych drogach. Tłumaczenie literackie i jego światy. Zapraszam do refleksją przepełnionego świata przekładu.

sławek okrężnych drogach

Wyliczanie akademickich dokonań i zasług profesora Tadeusza Sławka zająć by mi mogło cały wpis, więc chętnych odsyłam na poświęconą mu stronę na Wikipedii. Jeśli zaś chodzi o kwestie dla niniejszego wpisu znaczące, to pozwolę sobie napomknąć o tym, że jego twórczo jest aktywny na różnych frontach. Ma w swoim dorobku tomiki poezji oraz liczne książki eseistyczne, w tym nominowanego do Nagrody Literackiej Nike Kafka. Życie w przestrzeni bez rozstrzygnięćJeśli zaś chodzi o przekład, to spotykał się na tym polu z twórczością między innymi Williama Blake’a, Emily Dickinson czy też Nicka Cave’a. Do muzyki zaś blisko mu nie tylko translatorsko, gdyż nie tylko prowadzi w Radiu Katowice audycję muzyczną Uszy duszy, ale też wraz z Bogdanem Mizerskim nagrywa poezję recytowaną przy akompaniamencie kontrabasu.

Na okrężnych drogach to taki specyficzny rodzaj książki, o której można by dyskutować i spierać się długimi godzinami, ale trudno w składny sposób zamknąć w formie blogowego wpisu. Składa się ona bowiem z wielu krótkich (góra kilkustronicowych) rozdzialików, z których każdy poświęcony jest jakiejś osobnej refleksji czy też wywodzi się z innego cytatu zasadnie przytoczonego. Pogrupowane są one w szersze serie podporządkowane bardziej ogólnym myślom przewodnim o konkretnych tytułach (np. Litery, Splot lektur czy też „Nie ma nic poważniejszego od przekładu”). Tadeusz Sławek imponuje bogactwem i mnogością filozofów, pisarek/zy i tłumaczek/y oraz ich dzieł, do których nawiązuje i z których czerpie. Henry David Thoreau, Baruch Spinoza, Ludwig Wittgenstein czy James Joyce to tylko niektórzy z nich. Warto tu też zaznaczyć, że nie zawsze piszą oni/one o tłumaczeniu w kontekście czysto literackim, a i sam autor rozważa to zjawisko w dużo szerszym kontekście.

sławek okładki

Rozpoczęte od rozłożenia na części pierwsze i z perspektyw różnych translatorskich powiązań opowieści o wieży Babel są przede wszystkim wyłożeniem ważności tłumactwa (tak na marginesie: podoba mi się ten powrót do terminu zawartego w Słowniku Języka Polskiego Samuela Bogumiła Lindego z 1812 roku). Tadeusz Sławek poświęca bowiem niemało miejsca na przedstawienie roli tłumaczenia jako mediatora między kulturami, jako nauczyciela poszanowania dla inności czy też otwarcia na obcość. Nie da się przekładać bez przekroczenia granicy między językami, bez zatopienia się po drugiej stronie, a jednocześnie nie można przy tym zatracić głosu własnego. Ciekawe jest także przedstawienie tłumaczenia jako procesu ciągłego, nigdy dokończonego, nigdy doskonałego. Jest tak dlatego, że niemożliwe jest poznanie całości zamiarów autora oryginału ni też oddanie wszystkich językowych zawiłości – zawsze coś zostanie stracone, ale i dodane.

Na okrężnych drogach kryje jednak w sobie pewną (nie)pułapkę. Może nie do końca można tu mówić o pladze urodzaju, ale bogactwo odwołań w połączeniu z gęstością rozważań oznacza, że nie jest to lektura nadająca się do zachłannego pożerania. Refleksje Sławka warto sobie dawkować, serwować część po części. W przeciwnym wypadku istnieje ryzyko, że czytelnik zadławi się tym bogactwem, które zleje się w bezkształtną masę. Na szczęście, podobnie jak goszczący tu niedawno Italo Calvino, profesor ma talent do przejrzystego, zwięzłego wyrażania się. Nie ma tu zarzucania osobliwymi terminami, komplikowania mianownictwa i tym podobnych, do których to słabość mają niektórzy humanistyczny akademicy. Wspomniane zagęszczenie i konieczność wynika tu nie z zawikłania a dostatku obserwacji.

tadeusz sławek

fot. Małgorzata Koniorczyk, CC BY-SA 4.0

Na okrężnych drogach Tadeusza Sławka to idealna pozycja dla osób, które interesują się przekładem i mają słabość do wysokiego zagęszczenia refleksji. Profesor pokazuje, jak ważne może być tłumactwo i z jak wielu perspektyw można na nie patrzeć. Mam nadzieję, że Karakter będzie dodawał kolejne książki do tej serii translatorskiej.


Ze egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję

karakter logo

Dobra ciekawość prowadzi do zgody na odmienność, na obcość, która ma prawo pozostać odmienna i obca. Przekład Innego nie będzie wtedy zawłaszczeniem, lecz pouczającym oświetleniem tej obcości. To cnota gościnności polegająca na zgodzie na inność, wykluczająca wszelkie rozwiązania siłowe.

Poprzedni

Nie jest za późno, czyli „The Four Profound Weaves” R.B. Lemberg

Następny

Książki zmieniają świat – „Moc pozytywnego myślenia” Normana Vincenta Peale’a

2 Comments

  1. O, brzmi b. ciekawie. Niedawno trochę czasu spędziłem na porządkowaniu „Literatury na Świecie” w serwisie Lubimy Czytać i nazwisko pana Sławka mignęło mi nie dwa, ani nawet nie trzy razy, a jeszcze częściej. Będę chyba musiał wzorem Awity zorganizować sobie jakiś maraton poświęcony idei przekładu, bo wydaje mi się, że fajnie byłoby przeczytać kilka pozycji traktujących o tej materii 😉

    • pozeracz

      Trochę się tego przez ostatnie lata zebrało i to w przystępnie niehermetycznej formie. Ja mam jeszcze ze 2-3 pozycje, które chciałbym nadrobić, by całości dopełnić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén