Z przyjemnością zapraszam do lektury drugiej części wywiadu z Łukaszem Orbitowskim. Tym razem mniej o literaturze, ale za nieco telewizji, Afryce i o tym, dokąd zmierza ludzkość.
Pewnego razu, lat temu wiele, pewien klasowy znajomek z nie tak dawno temu ukończonej szkoły podstawowej wyrządził mi wielką dobroć, a mianowicie pożyczył mi Kosiarza nieznanego mi wtedy angielskiego pisarza, Terry’ego Pratchetta. Większość z Was pewnie się domyśla, co nastąpiło potem: przyspieszone bicie serca, rumieńce, miłość od pierwszego wczytania. Z czasem nastąpiło kilka innych świetnych odkryć z humorem w tle, ale szybko zacząłem się zastanawiać: dlaczego tak mało?
Legiony, Piłsudski, Cud nad Wisłą, zamach na Gabriela Narutowicza – ze względu na program nauczania historii w gimnazjum i liceum większość osób dwudziestolecie międzywojenne kojarzy raczej hasłowo. Jest Powstanie Wielkopolskie i powstania śląskie, ale siłą rzeczy okres ten ciąży ku Warszawie. Nie jestem wielkim fanem powieści historycznych (choć i nie stronię od nich) i ten okres historii nie pasjonuje mnie specjalnie, lecz przekora, ciekawość i okładkowa rekomendacja Juliusza Machulskiego przekonały mnie, by przyjąć egzemplarz do recenzji.
Moje dzisiejszego rozmówcy nie trzeba przedstawiać nikomu, kto choć trochę śledzi książkowe aktualności. Łukasz Orbitowski to zdobywca Paszportu Polityki za Inną Duszę, wcześniej nominowany do tej samej nagrody za Szczęśliwą ziemię, a kilkukrotnie do nagrody im. J. Zajdla. Prywatnie dodam, że według mnie to jeden z najlepszych polskich pisarzy i bardzo się cieszę, że poświęcił mi nieco swojego czasu.
Inna dusza to powieść, co do której miałem absolutną pewność, że ją przeczytam. Moje miasto, moja dzielnica, podobne roczniki, znane ulice i zakamarki – daleko mi do stwierdzenia, że to o mnie, ale na pewno niepokojąco blisko mnie. Pamiętam tamtą sprawę, choć nie pamiętam strachu. Może moi rodzice zaczęli bardziej uważać, ja byłem szczylem i nie miałem zamiaru się przejmować jakimś psycholem. Dziś zaś, po lekturze, niepokój odczuwam intensywnie.




