Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Przyjemności (nie)winne i antypatie do wielkich

Jednym z plusów posiadania profilu bloga na Facebooku jest to, że incydentalnie przydarzają się tam ciekawe dyskusje. Ostatnio cytat z czytanego aktualnie Imago Wiktora Żwikiewicza sprowadził dyskusję na tory czytelniczych urazów. Znany i lubiany oraz niezwykle sympatyczny Lapsus Calami bardzo zasadnie stwierdził, że „każdy z nas ma swojego świetnego pisarza, od którego go mdli i swojego prześmiesznego hacka, którego kocha.” Chyba wiecie już o czym będzie ten wpis?

guilt0

Nec tanator contra plures, czyli „Dominium Solarne” Tomasza Kołodziejczaka

Czasem potrzeba nielichego splotu okoliczności, by przełamać czytelnicze przyzwyczajenia. Kilka lat temu regularnie wymieniałem się książkami, korzystając z forum CD-Action, na którym to aktywnie się udzielałem i moderowałem nawet. Wtedy też trafił do mnie Schwytany w światła Tomasza Kołodziejczaka. Wiedząc, że jest to część druga, nie chciałem zaczynać lektury, mimo zapewnień wysyłającego, że wiele nie stracę. Nie popędziłem też na Allegro, a na ratunek odłożonej książce przyszedł dopiero firmowy kiermasz charytatywny (ten sam, na którym kupiłem Według łotra), który obdarzył mnie Kolorami sztandarów, czyli dopełnił Dominium Solarne.

dominium solarne fabryka słów

Wszyscy ludzie Pożeracza, czyli polityczne fantazje

Wciśnięty pomiędzy dwa święta o mocno politycznym podłożu 2 maja wydał mi się dobrym dniem na wpis o godnych polecenia powieściach politycznych. Okazało się jednak, że z powieściową polityką w wydaniu realistycznym nie miałem zbyt wiele wspólnego. Pojawiała się jako element w kilku świetnych powieściach (np. Biesy Dostojewskiego), ale nigdzie nie stanowiła punktu głównego. Sytuacja zmieniła się jednak, gdy zwróciłem się w stronę fantastyki.

Źródło: pixabay.com

Źródło: pixabay.com

Przebaczenie i przeznaczenie, czyli „Broda zalana krwią” Daniela Galery

Geografia literacka to ciekawy temat do przemyśleń. Spójrzmy na Amerykę Południową – swego czasu była bardzo mocno obecna w literackim światku. Każdy zapewne kojarzy takie nazwiska jak Marquez, Vargas Llosa, Borges czy Cortázar, ale czy ktokolwiek z Was bez pomocy Wikipedii powie, kto to Machado de Assis, Euclides da Cunha albo Manoel de Barros? Gdyby nie ten wstęp, to ja bym nie wiedział, gdyż Brazylia pozostawała dla mnie terra incognita. A przecież to najbardziej ludny kraj tego kontynentu, a piąty pod tym względem na świecie. Mą ignorancja została wyleczona dzięki wydawnictwu Rebis i powieści Broda zalana krwią Daniela Galery.

broda zalana krwią

Brunner, jestem Twoim ojcem, Ty świnio!

Czy tata czyta cytaty Tacyta? Nie mam bladego pojęcia. Wiem za to, że do cytatów odczuwam sympatię i nie chodzi tylko o względy stylistyczno-zachwytowe. Mógłbym tu co prawda zaraz przytoczyć kilka cytatów twierdzących, że cytowanie to dowód na brak własnego zdania, ale to tylko dowód na to, że dla cytatów obowiązuje swoista odmiana Rule 34. Dziś chciałem jednak napisać o pewnym ciekawym zjawisku powiązanym z cytatami, a nie o nich samych. Chodzi mi mianowicie o nagminne ich przekręcanie, przypisywanie innym osobom, a nawet i wymyślanie.

 Brunner, Ty świnio!

Brunner, Ty świnio!

Strona 140 z 158

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén