Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Zabawa selektywna, czyli Liebster Blog Award

Lato zdaje się sprzyjać rozluźnieniu obyczajów i życzliwości dla Pożeracza. Na krótkiej przestrzeni tego upalnego czasu już drugi raz kopnął mnie zaszczyt nominacji do zabawy blogowej. Wpierw kopytem potraktowała mnie Owca, a teraz wielce wielmożna Izabela Łącka zaprosiła mnie do Liebstera. Przyznam od razu szczerze, że niektóre pytania nie spodobały mi się zbytnio, a inne skonfundowały sformułowaniem. Postanowiłem więc niecnie niektórych się pozbyć, a inne delikatnie zmodyfikować.

liebster0

Oryginalny zestaw pytań można znaleźć w podlinkowanym wpisie. Na początku chciałem zrezygnować z pytań wyłącznie negatywnych, ale postanowiłem zachować jedno z nich, dla które znalazłem nieco przewrotną odpowiedź. Nie mam też zapędów do zmieniania treści książek, więc i tu poczyniłem pewne modyfikacje. A czasem po prostu wypełzło ze mnie me słowoczepstwo. Mam nadzieję, że wielce szanowna nominująca nie będzie za złe mi miała mych swawoli.

Let’s get this show on the road…

Czy jest książka, do której nadal wracasz?

liebster1

Niewiele jest książek, które czytałem więcej niż raz, lecz jest jedna, która zawsze jako pierwsza przychodzi mi do głowy przy tym pytaniu. Jest to Czarnoksiężnik z Archipelagu Ursuli K. Le Guin. Cudowny pierwszy tom wspaniałej serii. Wracałem do całej serii, ale czasem do samego Czarnoksiężnika. Jest to po prostu mądra, pełna magii opowieść o (między innymi) o dojrzewaniu i odpowiedzialności. A tak w ogóle i w szczególe to rozpisałem się nawet nieco na ten temat w osobnym wpisie.

W której książce zakończenie najmniej przystawało do reszty książki?

Oryginalne pytanie mówiło o rozczarowaniu, ale w przypadku książki, która od razu przyszła mi do głowy, słowo „rozczarowanie” nie pasuje. Chodzi mi o Z mroku Davidowi Webera, która – według mnie – jest książką mocno przeciętną. Jako czytadło sprawdzała się całkiem nieźle, ale liczne drobiazgi sprawiły, że nie miałem wielkich oczekiwań względem finału. Jednak autor zdołał wziąć mnie sposobem. Nigdy wcześniej ani później nie napotkałem tak oderwanego od reszty książki zakończenia.

liebster2

Chcących poznać szczegóły uprasza się o kliknięcie zamazanego tekstu: sama powieść opowiada o inwazji świniopodobnych obcych na Ziemię i dzielnej walce garstek obrońców pozostałych przy życiu po bombardowaniu planety. Inwazja naziemna zostaje odparta, ale w ramach odwetu pozaziemcy chcą przeprowadzić orbitalną zagładę ziemskiego życia wszelkiego. Wybawicielem naszej rasy zostaje… Vlad Drakula .

Której bohaterki/bohatera tak bardzo nie znosisz, że najchętniej zabiłabyś/zabiłbyś go już w pierwszym rozdziale?

Odpowiem nieco przewrotnie – ja lubię postaci, których nie lubię. Napisanie odpowiednio irytującej, moralnie zepsutej, dwulicowej itd., itp. postaci to sztuka tak samo trudna, jak i napisanie ciekawego bohatera pozytywnego. Najgorsze, co może się przytrafić postaci, zwłaszcza grającej pierwsze skrzypce, to nijakość. Wtedy nie ma ratunku. Niech sobie będzie jednowymiarowy, płytki i sztampowy, ale niech będzie choć trochę wyrazisty.

Czy lubisz e-booki i audiobooki?

Nie mam nic przeciwko. Od długiego czasu przymierzam się do zakupu Kindle’a albo też innego czytnika, ale na razie plany te nie ziściły się. Z audiobookami nie miałem za wiele do czynienia, ale też nie mam za bardzo „okienek” na słuchanie ich. W pracy odpada, autem nie jeżdżę za wiele, a w komunikacyjnej drodze do pracy czytam papierowo. Nie jestem jednak papierowym purystą ani też nie czuję się bardzo mocno przywiązany fizycznie do książek. Chętnie pożyczam czy oddaję do biblioteki. Tylko niektóre egzemplarze obdarzam sentymentem.

Książka zdecydowanie nie trafia w Twój gust. Czytasz do końca, czy rezygnujesz?

liebster3

Bardzo rzadko zdarza się, by samodzielnie dla siebie wybrana książka aż tak mi się nie spodobała. Nie przypominam sobie żadnej takiej. Książki recenzowane swego czasu dla portali musiałem, z oczywistych względów, doczytywać do końca, ale i tam nie natrafiłem na nic takiego, co by mnie odrzuciło do takiego stopnia. Czasem odkładam lekturę na bok, ale to raczej ze względów na inne obowiązki lub też by sięgnąć po nią za czas niedługi. Osobnym przypadkiem są zaś książki tak złe, że aż dobre – do taj kategorii należała Noc Zombie Briana Keene’a.

Z którym bohaterem książkowym najbardziej się utożsamiasz?

Oto dobre pytanie. Przyszło mi do głowy kilka postaci, ale odpowiedź najbliższa prawdy to: z żadną. Kibicuję, lubię i czuję pewną zażyłość, ale utożsamiać się? To dla mnie zbyt mocne słowo. Są jednak dwie postaci literackie, które miały na mnie spory wpływ i które, choć w niektórych aspektach bardzo ode mnie i siebie nawzajem różne, braterskimi duszami nazwać bym mógł. Jest to książe Myszkin i Harry Haller. Dlaczego oni? W czym są podobni, a w czym różni? To już pozostawię w sferze niedomówień. W ramach reparacji za me zimnedraństwo podzielę się pewną piosenką.

Mam nadzieję, że udało mi się napisać kilka ciekawy rzeczy. Tym razem musiałem nieco swobodnie podejść do pytań, ale tak w ogólnym rozrachunku, to za bardzo lubię dyskutować o książkach, by uchylać się od takich zabaw zupełnie. Nawet jeśli w takich przypadkach słowo „dyskusja” nie do końca oddaje naturę rzeczy. Liczę jednak niezmiennie, że dyskusja właściwa przydarzy się w komentarzach.

Początkowo chciałem zrezygnować z nominowania, gdyż dopiero co nominował trzy osoby, ale postanowiłem spróbować skusić jednego z najczęstszych gości tego bloga, szanownego Ambrose‚a z Klubu A+A.

Żegnaj, książę, pierwszy raz w życiu widziałam człowieka! [Fiodor Dostojewski, Idiota]

Poprzedni

Płonie ognisko i szumią knieje, czyli o sile bajek i opowieści

Następny

Instynkt prawdy, czyli „Mity i zgrzyty” Tadeusza Boya-Żeleńskiego

Komentarzy: 6

  1. Bardzo dziękuję za odpowiedzi.

  2. Leżę i czytam

    W czym książę Myszkin podobny, a w czym od Pożeracza różny – oto jest pytanie! 🙂

    • pozeracz

      Nieprawdaż, że ciekawy to temat do rozpracowania? Nie mogę jednak kart wszystkich tak prędko odkrywać.

  3. Do Czarnoksiężnika z Archipelagu i ja wracam często. Nieraz sobie nawet na wyrywki poczytuję, co mi się naprawdę rzadko zdarza. Jest taki spokój w tej prozie, że ma na mnie działanie terapeutyczne 🙂

    • pozeracz

      Ogólnie proza Le Guin ma sporą wartość terapeutyczną. Jej proza ma w sobie coś takiego, co przemawia skutecznie do człowieczego sedna.

  4. Bardzo dziękuję za wyróżnienie, ale tym razem się nie skuszę. Musiałbym wnikliwie przemyśleć pytania, a ostatnimi czasy mam bardzo napięty grafik i nie wystarczyłoby mi czasu, żeby udzielić rzetelnych odpowiedzi 🙂

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén