Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Toksyczność przemocy, czyli „Amerykańskie lato” Alexa Kotlowitza

Dwudziestego piątego maja zeszłego roku w Minneapolis zabity został George Floyd. Protesty i zamieszki, które wybuchły po wycieku nagrania z jego śmiercią rozlały się po całych Stanach Zjednoczonych, a obserwował je cały świat. Dla większości Polaków problematyka ruchu Black Lives Matter jest znana w najlepszym wypadku medialnie-wirtualnie, a czytanie sekcji komentarzy pod jakimkolwiek artykułem temu tematowi poświęcony przyprawia o ból głowy. Amerykańskie lato Alexa Kotlowitza może jednak pomóc Wam poznać ten świat nieco lepiej.

amerykańskie lato okładka

Alex Kotlowitz to dziennikarz z czterdziestoletnim doświadczeniem, uważany za jednego z najlepszych w tym zawodzie w USA. Za swą pracę dziennikarską był dwukrotnie nagradzany Peaboby Award, jak i Dupont Award. Nagradzane były jego książki oraz nakręcony przez niego dokument, The InterruptersAmerykańskie Lato zostało wydane w 2019 roku, ale jest sprawozdaniem z lata roku 2013, gdy to autor chciał spróbować dowiedzieć się, jak przemoc z użyciem broni wpływa na życie społeczności biedniejszych części Chicago. Wietrzne Miasto od wielu lat mierzy się z tym problemem, a powody pozostają takie same.

Można by w powyższym akapicie przytoczyć statystyki, ale nie one są w reportażu Kotlowitza ważne. Podaje je na początku, ale kluczowe jest tu ukazanie przemocy z poziomu ulicy i perspektywy tych przez nią bezpośrednio dotkniętych. Zresztą w sieci można znaleźć mnóstwo artykułów i raportów poświęconych surowym liczbom. Kluczowe jest to, że znakomita większość przestępczości skupia się w południowej, biedniejszej części miasta. Alex Kotlowitz podszedł do sprawy zgodnie z tym, o czym wspominał w rozmowie z Ta-Nehisim Coatsem (autorem świetnego, ukazującego problem przemocy z perspektywy pierwszej osoby Between the World and Me), czyli by uniknąć opisanego z kolei przez Chimamandę Ngozi Adichię „niebezpieczeństwa jednej historii”. Unika on uproszczonych historii, sensacyjnych obrazków i potępienia. Wraca do swoich bohaterów wielokrotnie, rozmawia z ich bliskimi, nauczycielami czy opiekunami socjalnymi. Po tym, co mu zdradzają da się wyczuć, że potrafi zdobyć ich zaufanie, a co za tym pokazuje, jak ludzi, a nie kartoteki. Za sprawą takiego podejścia, zagłębienia się w indywidualne losy, autor pomaga czytelnikowi dostrzec człowieka nawet w mordercy.

black lives matter

Amerykańskie lato obrazuje przede wszystkim, jak destrukcyjny wpływ na życie ma codzienne obcowanie z przemocą, o byciu jej ofiarą nie wspominając. Ukazuje ból, apatię, strach i wściekłość, które rodzą się po stracie kogoś bliskiego, po postrzale. Te dwa ostatnie uczucia bezpośrednio wiążą się z inny kluczowym aspektem opowieści Kotlowitza: wszechobecności przemocy i niemożności ucieczki przed nią. Jeśli mieszkasz – przykładowo – w Englewood, to albo przyłączasz się do gangu, albo stajesz się podejrzany. Niektórzy przyłączali się po to, by zapewnić ochronę rodzeństwu. Wrogi gang zastrzeli Twojego kumpla? No to czas na zemstę. Jesteś świadkiem morderstwa i chcesz zeznawać? Nie zdziw się, gdyś ktoś wrzuci Ci koktajl mołotowa do domu. Niektórzy uczą się z tym żyć, inni gubią drogę w ten czy inny sposób. Jednak najbardziej przerażająca jest przypadkowość podkopująca wszelkie poczucie bezpieczeństwa. Jeden z bohaterów trzymał na rękach umierającą kilkuletnią kuzynkę, którą przypadkowa kula raniła w trakcie rodzinnej imprezy. A to był dopiero początek tego, z czym musiał się mierzyć.

We wspomnianym wcześniej wywiadzie Kotlowitz powiedział, że chciał stworzyć reportaż pisany językiem fikcji. Najlepszym dowodem na to, że mu się udało jest to, jak Amerykańskie lato odciska swe piętno na czytelniku. Bez taniego dramatyzmu i epatowania brutalnymi scenami potrafi wydobyć z odbiorcy naprawdę silne emocje. Niby zakończenia niektórych wątków są nieuchronne i przewidywalne, ale i tak wymagają odłożenia książki na kilka głębszych oddechów. W oddawaniu głosu swoim bohaterom momentami przeszkadzają nietrafione wybory tłumaczeniowe, na przykład przetłumaczenie OG, czyli „original gangster”, jako „ołdżi” albo kalka „in the game”/„w grze” (w znaczeniu bycia członkiem gangu). Na szczęście nie ma tych zgrzytów wiele, więc ogólnie przekład Michała Szczubiałka można ocenić pozytywnie. Warto też dodać, że autor wzbogaca ten obraz o opis zmian w działaniach policji, a jeden z rozdziałów ukazuje różnice w podejściach polityków.

alex kotlowitz foto

Może zabrzmi to nazbyt górnolotnie, ale Amerykańskie lato to dla mnie wzór reportażu. Została napisana z empatią, pozwala spojrzeć na kwestię przemocy z perspektywy normalnie dla czytelnika niedostępnej i nie ogranicza się do jednego punktu widzenia. Wartością dodaną jest natomiast to, że naprawdę potrafi poruszyć.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję

czarne logo

Gdy jej syn Khalid osiągnął wiek dojrzewania, nawiązał znajomości w ich głównie latynoskiej okolicy. Swego czasu widział zabójstwo dokonane przez starszego kolegę i był tak wstrząśnięty, że nie mógł przestać o tym mówić, wciąż robił w obecności sąsiadów aluzje do tego, co widział. Pewnego dnia ten kolega wystraszony, że ta gadanina ściągnie na niego kłopoty, umówił się z Khalidem w alejce za garażami, gdzie strzelił do niego sześć razy. Kiedy Khalid umierał, kolega podobno powiedział: „Kocham cię, ale musiałem to zrobić”.

Poprzedni

Gwint, kisiel i vanity, czyli wywiad z Magdaleną Kucenty

Następny

Ramiona olbrzymów, czyli „Po co czytać klasyków” Italo Calvino

2 Comments

  1. Naprawdę zaciekawiłeś mnie tą książką, szczególnie, że w okresie, kiedy po śmierci George’a Floyda w USA znowu zawrzało, byłem akurat w trakcie lektury „Sprzedawczyka” Paula Beatty’ego. Ta powieść przypomniała mi, jak skomplikowane są czarno-białe relacje w Stanach. A pozycja Kotlowitza interesuje mnie o tyle, że o wspomnianej tematyce czytałem właściwie tylko literaturę piękną (oprócz Beatty’ego sięgałem po takie nazwiska jak Toni Morrison, Ralph Ellison, James Baldwin, Richard Wright) i dobrze byłoby to uzupełnić choćby solidnym reportażem.

    • pozeracz

      Polecam bardzo mocno, a do tego jeszcze recenzowane i wspomniane tu „Between the World and Me” – według mnie to świetna para. Ja z kolei chciałbym właśnie zajrzeć pod podszewkę z pomocą prozy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén