Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Walcząc o człowieka, czyli „Amnezjak” Jakuba Nowaka

Nie jestem człowiekiem skłonnym do zazdrości, ale z jakiegoś dziwnego powodu długo wzbraniałem się przed sięgnięciem po opowiadania Jakub Nowaka. Istnienie tego autora odkryłem dość prędko, bo choć Nowej Fantastyki nie czytam, to – jak każdy szanujący się egocentryk – szukałem samego siebie z pomocą wujka Google. Gdy Powergraph zapowiedział wydanie zbioru opowiadań, to i tak irracjonalnie miałem pewne wątpliwości. Dostałem jednak między oczy prześwietną okładką, a coup de grâce wyprowadził Jacek Dukaj swoją rekomendacją. Tak oto oporny Jakub Nowak sięgnął po książkę swego imienniko-nazwistnika.

W ramach streszczenie pozwolę sobie na drobną meta-uwagę: o ile w przypadku większości recenzji zgryz najgorszy mam z napisaniem wstępu, to w przypadku zbiorów opowiadań (zwłaszcza jednego autora) to właśnie niniejszy akapit nastręcza mi największych problemów. Zacznę więc formalnie: Amnezjak to zbiór dziewięciu opowiadań publikowanych w latach w 2006-2013 w Nowej Fantastyce, Czasie Fantastyki i różnych antologiach. Brak tu tekstów nowych, ale biorąc uwagę rozrzut czasowy i wydawniczy, zbiór taki jest jak najbardziej na miejscu. Po przeczytaniu całości nie dziwię się też wcale brakowi nowych tekstów, ale o tym za moment. Nie będę też bawił się w zajawki tekstów – kluczowa tu jest jedna cecha wspólna: oryginalność. Chciałem tego unikać, ale i tak pozwolę sobie zacytować Jacka Dukaja, proza Nowaka to „pełne spektrum literatury – szukającej nowatorstwa tak w treści, jak i w formie opowieści”.

Jak nietrudno wywnioskować z powyższego akapitu: opowiadania zawarte w Amnezjaku są bardzo różnorodne. O ile nie brakuje tu wspomnianych w wydawniczym opisie konceptów hard SF, to w jest tu w zasadzie tylko jeden w miarę klasyczny tekst science-fiction: cyberpunkowa Dominiczka mówi:. Karnawał to organiczny steampunk, Dziwne dni i Rychu to swoista alternatywna fikcja historyczna, a Zimno, gdy zajdzie to w zasadzie kameralny melodramat na podłożu fantastyczno-naukowym. Niektóre teksty trudno w ogóle zaklasyfikować, gdyż wymykają się szufladkom i mieszają konwencje. Są tu pewne punkty wspólne, ale dotyczą raczej ogółu niż szczegółu. Przykładowo, do części opowiadań przedostają się naukowe zainteresowania autora – ważną rolę w części opowiadań odgrywa dyskurs, memetyka i komunikacja (a w zasadzie jej brak). Podobnie jak w cyklu Ostatnia Rzeczpospolita Tomasza Kołodziejczaka walka o pamięć i kulturę staję się tu fizycznym niemal elementem walki z wrogiem. Widać to zwłaszcza na przykładzie przedziwnu, nieokreślonego bytu/zjawiska, które wykrzywia rzeczywistości i zagarnia coraz większe fragmenty rzeczywistości w Ciężkim metalu. Ekumenizm pokazuje zaś, że Nowak potrafi wziąć pomysły znane albo i nawet zgrane (w tym przypadku wirtualna rzeczywistość i nanotechnologia), ale przekształcić je tak, by wypruć z nich sztampę.

Jest w tej twórczości swoisty paradoks, który charakteryzuje najlepsze dzieła z tego gatunku. Punktem wyjściowym dla tych tekstów są pomysły o wielkim potencjale, ale siła opowieści tkwi w równym stopniu gdzie indziej. Zaryzykuję bowiem stwierdzenie, że Jakub Nowak najwięcej pisze o człowieku – jego ułomnościach, słabościach, pasjach i fobiach. Analogicznie można przedstawić bohaterów – są to osoby na pewien sposób wyjątkowe, ale też kruche i ułomne. Może to być król walczący o pamięć narodu w ramach niezrozumiałego konfliktu sił wyższych, może to być wirtualny słowiański woj walczący z nanobóstwami, a nawet i członek polskiej inkarnacji The Doors – gdzieś w środku zawsze znaleźć można ten jakże ludzki strach i zagubienie. Co ciekawe – widać to zwłaszcza w relacjach z kobietami, bo choć protagonistami u Nowaka są sami mężczyźni, to kobiety odgrywają ważne role. Kunszt tego pisarza sprawia, że czytanie Zimno, gdy zajdzie szarpie za wnętrzności i sprowadza do parteru, a Rychu to tak dobitny obraz walki o poczytalność. Opowiadanie to pokazuje zresztą inną, powiązaną cechę charakterystyczną – w prozie Nowaka trudno dopatrzeć się tradycyjnego antagonisty. Bohaterowie zmagają się z nieokreślonymi siłami, walczą o pamieć, ścierają się z własnymi słabościami czy też nieznanym.

Trzeba też jednak zaznaczyć, że opowiadania te nie są łatwe w odbiorze. Złożoność pomysłów w połączeniu z ograniczoną wiedzą wynikającą z dzielenia perspektywy z bohaterem oraz ładunkiem emocjonalnym sprawiają, że teksty nie tylko wymagają odpowiedniej dozy skupienia, ale są też emocjonalnie drenujące. Brak rozwiązań podanych na tacy, jednoznacznie pozytywnych zakończeń czy też czarno-białych podziałów. Jest to proza, która nagradza uważne czytanie i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Niektóre z opowiadań na długo ze mną zostaną. Wszystko to jest zaś wspierane przez styl autora, który potrafi oscylować pomiędzy lirycznymi wręcz opisami a stylizacjami pełnymi potoczyzmów i słowotworów. Najlepszym dowodem na giętkość stylistyczną Nowaka jest rozpiętość konwencji zawartych w Amnezjaku w połączeniu z faktem, że nie ma tu słabego tekstu. Niektóre może zachwycają nieco bardziej niż inne, ale żaden nie rozczarowuje. Jedyny żal to ten, że nie ma więcej albo że autor nie pokusił się na razie o spróbowanie sił z dłuższą formą.

Z całą pewnością mogę stwierdzić, że Amnezjak to jedna z ważniejszych premier roku, a Jakub Nowak to jeden z najbardziej oryginalnych i ciekawych głosów w polskiej fantastyce. Bez problemów przekłada złożone, intrygujące pomysły na opowieści, które nie tylko intensywnie pobudzają szare komórki, ale i nie zapomina przy tym o bohaterach. To właśnie ten aspekt ludzkiej ułomności i przekonujące ukazanie słabości bohaterów sprawia, że tak wysoko oceniam te opowiadania. Jak na Powergraph przystało – jest to lektura, które należy poświecić czas i uwagę, ale nagradza za to czytelniczą satysfakcją. Jakub Nowak zrobił Jakubowi Nowakowi świetny prezent na tuż tuż urodziny.

Dziękuję wydawnictwu Powergraph za egzemplarz do recenzji

Podnosił się, rósł, pęczniał, puchnął członkami o kościach grubszych od dębowych pni, o mięśniach z tytanu i pazurach, na które niedbałym ruchem mógłby nadziewać najtłustsze z krów spośród ich jadłorzyny; w pieczarze jego pyska połyskiwały zwoje drutu kolczastego, cieknąca z nich jucha chlustała strumieniem po brodzie potwora, spływając pod gąsienice miażdżące na proch głazy Równiny.

[Amnejzak]

Poprzedni

Perły przed Pożeracza, czyli o zdobyczach z lumpeksów

Następny

Opowieści o zwyczajnym mieście, czyli „Cisza w Pradze” Jaroslava Rudiša

Komentarzy: 9

  1. M.S

    Zachęciłeś mnie! Jak będę miał wolną chwilę to pewnie po zbiór sięgnę. Liczę, że się nie rozczaruje i rzeczywiście przyjdzie mi się zetknąć z czymś ambitniejszym, zarówno pod względem pomysłu jak i formy.

  2. A może raczej imienniko-nazwiskotnika 🙂

    • pozeracz

      „Nazwistnik” brzmi trochę jak „zawistnik”, a „nazwiskotnik” ma w sobie „kota”, ale i tak pozostanę przy swoim 😛

  3. Przyznaję, że okładka i na mnie wywarła b. dobre wrażenie. Prozy autora nie znam, ale po lekturze Twojej recenzji nabieram przekonania, że warto to zmienić. Ogromnie interesujący i bliski moim zainteresowaniom wydaje się być styl, w jakim utrzymane są dzieła – lubię pozycje, w których pisarz grzebie w odmętach ludzkiej psychiki, bardzo cenię sobie także twórców potrafiących wykreować bohaterów łamiących konwencje i wychodzących poza ramki stereotypów.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén