Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Nieszczęśliwa woda, czyli „Jezioro” Bianci Bellovej

Na tym prędko pędzącym ku zagładzie świecie jedną z niewielu pewnych rzeczy jest zmiana. Zmieniają się ludzie, przekształceniom ulegają miejsca, giną języki, znikają całe społeczności. Nawet geografia nie jest permanentna. Zmiany bywają bolesne i rzadko przyjmowane są lekko, łatwo i przyjemnie. Nie bez kozery w biznesowym świecie organizacyjnym jest osobna specjalizacja zwana zarządzaniem zmianą. Jezioro Bianci Bellovej traktuje o różnych sprawach, ale gdzieś w tle jest zmiana na skalach różnych.

jezioro okładka

Świat młodego Namiego ogranicza się do Boros. Ta rybacka miejscowość powoli dogorywa – próbuje utrzymywać się z jeziora, ale to jest nie tylko skażone, ale w dodatku wysycha w szybkim tempie. Nie pomaga też wiecznie niezadowolony Duch jeziora i ruscy żołdacy pozwalający sobie na zdecydowanie zbyt wiele. Chłopak mieszka z babcią i dziadkiem, a matkę wspomina ciepło, choć mgliście. Chłopięcym wyskokom i pierwszym podrygom pożądania towarzyszy jednak śmierć i upokorzenie, a przyspieszone dorastanie oznacza konieczność opuszczenia rodzinnej miejscowości.

Na początek warto zaznaczyć, że opis okładkowy mylącym być może, gdyż w swej ogólności sugerować może innoświatowość czy wręcz realizm magiczny. Czytelnik dość szybko przekonuje się jednak, że akcja toczy się w miejscach może i niedookreślonych, ale jak najbardziej realnych. Te mgliste sugestie nierealności są jednak jak najbardziej celowe i skutecznie malują obraz miejsca, które utkwiło gdzieś pomiędzy postępem a tradycją. Z jednej strony niedziałająca antena międzyplanetarna i kombinat rybny, a z drugiej wiara w Ducha jeziora i pogrzeby niczym z rytuałów Wikingów. Wszelka magia pozostaje jednak w sferze sugestii i nie wychodzi poza nieszczęsną miejscowość. Położone nad tym samym jeziorem duże miasto jest już przyziemne w swej szarości i boleśnie realne w swym rozwarstwieniu. Gdzieś w tle na myśl niektórym przyjść może Szczęśliwa ziemia Łukasza Orbitowskiego, w której aspekt nadnaturalny jest co prawda namacalny, ale atmosfera jest podobna.

jezioro

Wyklejka wydania czeskiego

Jak to zostało we wstępie wspomniane, Jezioro to zmiana. Gatunkowo oznacza to bildungsroman, gdyż czytelnik obserwuje drogę bohatera od (względnie) błogiej i nieświadomej nastoletniości przez dojrzewanie aż do poznania i akceptacji siebie oraz swoich korzeni. Nami z początku jest chłopakiem młodzieńczo zagubionym i mimo determinacji raczej dającym się ponieść kolejom losu niż sam o swoim losie decydującym. Bianca Bellová pokazuje jednak wyraziście, że w wielu sytuacjach trudno o sobie decydować – protagonista ma niemal zerowy status społeczny w Boros, a w mieście jest tylko kolejnym anonimowym nikim bez pracy, bez perspektyw. Paradoksalnie, jego jedyną siłą jest samotność i wynikająca z niej niezależność. Gdy krok po kroku poznaje drogę i losy swojej matki, a potem i ojca, zaczyna poznawać i siebie, dzięki czemu zyskuje na sprawczości. Lecz rozwój ten ma charakter wyłącznie wewnętrzny, gdyż materialna i społeczna sytuacja protagonisty pozostaje tak samo beznadziejna. Tu z kolei skojarzenia kierują się w stronę History of Wolves Emily Fridlund, w której podobnie bezceremonialnie opisywane było dojrzewanie i konsekwencje wypaczeń na tym etapie.

Jezioro jest bowiem powieścią, w której zmiany rozmieszczone są na osi od „złe” do „gorsze”. Jezioro wysycha, toksyczność wzrasta, Boros się wyludnia, a w mieście zwycięża brutalna siła. Nami, wędruje przez różne zakątki kraju, poznając go od biednej podszewki. Nie napotyka niemal żadnych powodów do optymizmu, a co najwyżej doświadcza chwil spokoju. Są one jednak tymczasowe, a upadek i rozkład czają się tuż za polem widzenia. Beznadzieję widać zwłaszcza na przykładzie losów kobiet, które spotyka tu przemoc, wegetacja lub ucieczka… w inną przemoc lub wegetację. Od zakochanej nastolatki, przez dojrzałą kobietę aż po podstarzałą arystokratkę czasów minionych – wszystkie je obojętność i otoczenie wpędzają w bezczuciowe otępienie przetykane rzadkimi chwilami szczęścia. Nie ma tu miejsca na bunt ni nadzieję. Bellová prostym acz sugestywnym stylem opisuje tu świat, który może nie skoczył w otchłań, ale zmierza w nią małymi, świadomymi krokami.

jezioro afera

Jezioro Bianci Bellovej z początku może sprawiać wrażenie realno-magicznej opowieści o dojrzewaniu i szukaniu siebie, ale magię bardzo szybko zastępuje okołosowiecka beznadzieja. Droga głównego bohatera do samopoznania wiedzie poprzez rozpadający się świat opisany z kunsztowną prostotą. Koniec końców czytelnik zostaje przekonująco zgnębiony, choć z otwartym zakończeniem i śladami nadziei w niedopowiedzeniach.


Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz do recenzji

jazioro afera logo

Kokarda, dziś turkusowa, płynie przez wystawę tradycyjnej broni, wśród oszczepów i harpunów z cisowego drewna, drapie się po wysypce na dłoniach i zerka na niego spod rzęs. Nami czuje nagle coś w rodzaju głębokiej tęsknoty, bolesne uczucie podobne do gwałtownej, ściskającej za serce gorączki trawiącej młode źrebię

Poprzedni

Fikcja w fikcji, czyli o książkach… nieistniejących

Następny

Książki zmieniają świat – „Grzęzawisko” Uptona Sinclaira

Komentarzy: 3

  1. Jak można nie lubić realizmu magicznego? 😉 Ja sama uwielbiam takie klimaty i próbuję pisać w podobnym „duchu”. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w połowie „Jeziora” nie zaczęła czytać o Jeziorze Aralskim, które było inspiracją Bellovej. Historia jego ekologicznej zagłady rzuca całkiem inne światło na tę powieść, ale mój odbiór i tak zdominowały wątki baśniowe i – z braku lepszego słowa – nadnaturalne. A tak w ogóle, to zaskakuje mnie bogactwo tematyki i stylistyki współczesnych czeskich powieści. Jeszcze się na książkach od Afery nie zawiodłam 🙂

    • Lektura sprawia wrażenie mocno przygnębiającej, ale samo czytanie o Jeziorze Aralskim (które jak rozumiem było inspiracją) też przyprawia o smutne myśli. Wychodzi, że mamy do czynienia przemieszenia beznadziei z beznadzieją i trochę kojarzy mi się to z książką innej czeskiej pisarki, tj. z „Czasem Czerwonych Gór” autorstwa Petry Hůlovej, gdzie również próżno było szukać jakichkolwiek promyków nadziei dla bohaterek.

      • pozeracz

        Tak, optyka aralska zdecydowanie może wpływać na odbiór i skierować interpretację na tory ekologiczno-globalne wręcz.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén