Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Retoryką w popkulturę, czyli „Niepopularnie o popularnej” Jakuba Z. Lichańskiego

Jakże to miła potrafi czasem być synchroniczność spożywanej lektury z bieżącymi tematami. Nie tak dawno pisałem o podejściach do czytania, niedługo startować ma wywyższające się czasopismo Napis, a przez blogi popkulturowe przetacza się właśnie kałszkwał powiązany z (nie)kompetencjami wymaganymi do rozmawiania o popkulturze. Zresztą w przypadku blogów książkowych podobne dyskusje też się pojawiają od czasu do czasu. Niepopularnie o popularnej autorstwa profesora Jakuba Z. Lichańskiego stanowi wartościowy, choć pośredni i ogólny, komentarz d0 takich dyskusji.

niepopularnie o popularnej

Jakub Z. Lichański to historyk literatury i kultury, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, który zajmuje się głównie retoryką oraz kulturą popularną.Należy do grona autorów haseł w Historisches Wörterbuch der Rhetorik (1992–2012), a do tego jest redaktorem naczelnym kwartalnika Forum Artis Rhetoricae. Widać to w samej książce, w której to autor rozwodzi się na temat kultury i literatury popularnej, a do swoich analiz wykorzystuje narzędzie filozoficzne, filologiczne i retoryczne. Na pierwszą połowę książki składają się szczegółowe objaśnienia tych teorii i do tego, jak stosować je do badania tekstów popkulturowych. Druga zaś to opracowania konkretnych przypadków z zastosowaniem wcześniej wyłożonych konceptów.

Na początek pozwolę sobie przejść na tryb pierwszoosobowy, gdyż do pisania tradycyjnej recenzji się nie poczuwam. Co prawda zaplecze literaturoznawcze mam po studencku zdobyte, ale literaturoznawcą bym siebie nie nazwał. W dodatku retoryka jako dyscyplina naukowa jest mi zupełnie obca. Dlatego też będzie mniej recenzencko a bardziej opisowo, mniej szczegółowo a bardziej gawędziarsko. Drugim elementem wprowadzenia będzie zaś zastrzeżenie dotyczące potencjalnych odbiorców. Choć wydaje mi się, że osoba bez zaplecza filologicznego może spróbować sił z tą książką, ale będzie to wymagało więcej niż odrobiny samozaparcia (i słownika terminów literackich). Niepopularnie o popularnej jest bowiem napisane językiem dość przystępnym, jak na publikację naukową. Na pewno nie uświadczycie tu zabaw w radosne ubełkotliwianie tekstu, ale na początku natężenie terminologiczne i tak może stanowić wyzwanie. Jednak jako że druga część książki korzysta z tego, co wyłożone zostaje w części pierwszej, to z czasem można się obyć z nomenklaturą. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że niektóre z tekstów z tej właśnie części warto przeczytać, nawet gdy nie ma się ochoty na rozważania filozoficzno-retoryczne – zwłaszcza ten o Lemie.

niepopularnie o popularnej

Joshua Coleman @ Unsplash

Czy jednak warto podejmować ten wysiłek? To już zależy od tego, czego oczekuje się po takiej publikacji. Jeśli chce się rozgrzać nieco szare komórki i poznać inne sposoby patrzenia na literaturę, a może nawet i uszczknąć coś do własnego aparatu poznawczego, rozwinąć się recenzencko, to będzie to wartościowy dodatek do domowej biblioteki. Niepopularnie o popularnej pokazuje też, że w sposób elokwentny i erudycyjny można rozkładać nie tylko Dostojewskiego, Manna czy Prousta, ale i Pratchetta, Tolkiena czy nawet Davida Webera. Jakub Z. Lichański robi to w sposób podparty całymi tonami cytatów, źródeł i nawiązań, a momentami i poczuciem humoru. Podobało mi się podkreślenie roli literatury (a w zasadzie to i kultury) popularnej w kształtowaniu postrzegania świata oraz tego, że często bardzo trafnie diagnozuje one to, co współczesnych gryzie i dręczy. Jeśli jednak ktoś szuka lekkostrawnego traktatu czy nawet teksty popularnonaukowego, to może się nieco zawieść. Jednak nawet i tym osobom polecałbym zapoznać się z zacytowanym w całości w książce esejem ojca autora, Stefana Lichańskiego, Prawo do bajki. Niestety, efekt końcowy obu grupom odbiorców zepsuć może zdecydowanie zbyt duża liczba literówek i tym podobnych. Po publikacji naukowej spodziewałbym się większej dbałości o ten element sztuki wydawniczej.

 

 

Niepopularnie o popularnej zdecydowanie nie jest lekturą dla każdego, ale tym lubujących się w pogłębionych analizach i badaniach literatury na pewno da sporo satysfakcji. Do pełnego cieszenia się wywodami Jakuba Z. Lichańskiego potrzeba jest bowiem pewna podstawowa wiedza z zakresu literaturoznawstwa. Szkoda tylko, że efekt psują częste literówki. Ale i z nimi czytanie o filozofii przypadku Lema czy znaczeniu przełomu postmodernistycznego działa zdecydowanie pobudzająco intelektualnie.


Serdecznie dziękuję za egzemplarz do recenzji

niepopularnie o popularnej

Sądzę zresztą, że filozof pragnie zwrócić naszą uwagę, że dziś nie możemy udawać, iż wolno nam zignorować jakieś kwestie dotyczące przyszłości naszego gatunku […] Udawanie, że tych kwestii nie ma lub że winni nimi się zająć się inni, jest postawą, która nie roku nam w przyszłości wielu szans na przetrwanie.

Poprzedni

I przemówił (nie)ludzkim głosem, czyli Mystery Blogger Award

Następny

Zrównoważony i ujawniony, czyli książkowo-blogowe podsumowanie roku 2018

Komentarzy: 12

  1. Och, profesor Lichański, moja wielka studencka miłość <3 Chodziłam od niego kilka lat temu na seminarium – przypadkiem całe poświęcone właśnie kulturze popularnej. To były cudowne zajęcia, profesor na żywo jest po prostu niesamowity, a jego wiedza imponująca 🙂

    I czasem żałuję,że jego starszy kolega, prof. Bogdan Owczarek, od lat na emeryturze, nie prowadził tak aktywnej działalności jeśli chodzi o publikacje, bo w temacie kultury popularnej w literaturze i narratologii był chyba jeszcze ciekawszy.

    Aż zatęskniłam za studiami 🙂

    • pozeracz

      Czasem bywa tak, że takich postaci obawia się „wykładowczo”, ale na żywo wypadają bardzo pozytywnie. Miałem tak z prof. Lilianą Sikorską, która zajmowała się literaturą angielską. Wykłady na pierwszym roku były nieco bezosobowe i na dystans, ale proseminarium na trzecim roku było bardzo „osobiste” i pouczające.

  2. Zainteresowałeś mnie tą książką! Chciałam od razu kupić, żeby nie zapomnieć, ale na stronie wydawnictwa się nie da… eh. 🙁

    • pozeracz

      O, to dziwne, ale rzeczywiście. Może to przez wspomniane literówki i problemy z publikacją? Książka miała zostać wydana temu dawno. Ale mój „kontakt” z wydawnictwa wspominał coś o dodrukach, więc trzeba wypatrywać.

  3. No i sama nie wiem. Ale pewnie się skuszę, bo mam wrażenie, ze mój warsztat recenzencki od kilku lat pokrywa się kurzem i warto by go nieco rozwinąć.

    • pozeracz

      Jakoś w trakcie pisania o tym nie pomyślałem, ale to w sumie niezły temat na wpis – taka kompilacja materiałów, zasobów czy literatury pomocnej recenzentowi.

  4. Ja należę do tej kategorii potencjalnych odbiorców, która musi się nieco zahartować przed lekturą, ale przyznaję, że książką kusi ogromnie (szczególnie to częste wspominanie o Lemie magnetyzuje). Co ciekawe (jeśli dobrze kojarzę) ostatnim, tak poważnym sprawdzianem dla mojego aparatu percepcyjnego nie kształconego w zakresie literaturoznawstwa była właśnie „Filozofia przypadku” Staszka Lema. Ogromnie podoba mi się koncept, by najpierw opisać swój warsztat, a później pokazać jego zastosowanie w praktyce.

    • pozeracz

      O, to ciekawie się składa, że była to akurat „Filozofia przypadku”. Nie dość, że to hartowanie, to jeszcze blisko sedna.

  5. M. S.

    Skończyłem niedawno czytać “Niepopularnie o popularnej”, jeszcze notuję co ciekawsze rzeczy i kartkuję książkę, ale już teraz mogę powiedzieć, że intelektualnie była to wartościowa podróż. Wartościowa o tyle, że mogę się w pewnych sprawach z Lichańskim nie zgodzić.

    Mam takie nieodparte wrażenie, że jego praca jest w jakiś sposób wewnętrznie sprzeczna. Jakby on sam do końca nie wiedział, jak literaturę tzw. popularną ocenić, jak ją ugryźć, żeby z jednej strony nie zdyskredytować, a z drugiej nie wywindować zbyt wysoko.

    Nie zgadzam się z jego podsumowaniem (przedostatnia strona) mówiącym “gdy wykorzystamy do dzieł literackich inny niż estetyczny klucz interpretacyjny” to zyskają one wartość, podziały upadną etc. W tym zdaniu pojawia się założenie, jakoby coś co zdefiniujemy jako literaturę popularną nie miało wartości estetycznych, albo miało je niższe/gorsze. Uważam to za daleko krzywdzące, tym bardziej, że do takiej literatury możemy przecież zaliczyć Lema czy Tolkiena.

    Druga sprawa, to kwestia aksjologii – dość jednoznacznie ukierunkowanej ideowo ku dobru -, którą Lichański zdaje się traktować jako coś przesądzającego o tym, czy mamy do czynienia z Dziełem, czy tylko z książką. Zasadniczo mogę się zgodzić, natomiast uważam, że nie mamy prawa określać kontekstu wartości i budować z niego sztucznej estetycznej hierarchii. Przyjęcie aksjologii dobra, na rzecz niepokoju czy zła, jest wyznacznikiem etycznym, ale niekoniecznie estetycznym. Z Markizem De Sadem możemy się nie zgadzać, “Flet z mandragory” Łysiaka może nas obrzydzać, ale wartości negatywne, czasem sprzeczne z naszą moralnością, mogą również być przedmiotem wysokoartystycznej refleksji.

    Pod tym względem wolę chyba podział Umberto Eco, na lit. popularną i problemową. Problemowość nie zakłada żadnej aksjologii, chociaż wydaje się również niewystarczająca. Można powiedzieć, łącząc Lichańskiego z Eco, że literatura popularna często upraszcza przedstawiane przez siebie idee, a literatura wysoka/problemowa stara się je przestawić dość szeroko. Przy takim założeniu nie można pominąć zniuansowania tekstu i dobrania wysublimowanych środków artystycznych. Dopiero połączenie tych dwóch płaszczyzn, bez jednoznacznego wskazania aksjologicznego, da nam obraz, chociaż też niepełny i z wyjątkami, tego estetycznego kryterium. Sam problem i jego dogłębne zbadanie, nawet oparte na poważnych aksjologicznych fundamentach niekoniecznie obrodzi Wielką Literaturą.

    Trzecią, nie ukrywam, dość istotną dla mnie sprawą, jest arbitralne postawienie na świeczniku intelektualnej kontemplacji w opozycji do emocji. Rozumiem oczywiście, że literatura popularna tymi prostymi emocjami się karmi, działając na niskich instynktach. Natomiast nie każda historia, w której chodzi o emocje i atmosferę, a nie o intelektualne czy aksjologiczne problemy, będzie z definicji wykluczona z tzw. literatury wysokiej. Przykładem chociażby “Hrabia Monte Christo” czy niektóre z opowiadań Poego (w ogóle stygmatyzowanie gatunków czy typów lit. uważam za intelektualnie szkodliwe!). Nie znajduję powodu, dla którego emocje odarte z aksjologi, podane w ciekawy, artystyczny sposób, miałyby nie być reprezentatywne dla poważnej literatury. Miejscami mam wrażenie, że profesor Lichański nie akceptuje nietzscheańskiego przewrotu wartości, mieszając niekiedy pojęcia etyczne z metafizycznymi.

    Istotą tej książki, jak i nauki o literaturze jest to, że na każdą postawioną tezę jesteśmy w stanie znaleźć przykład literacki świadczący przeciwko niej. Niemniej, warto te intelektualne starcia prowadzić 🙂

    • pozeracz

      Ładnie, ładnie. Poszedłem zdecydowanie dalej w odczytaniu tej książki, brawo. Ja się skupiłem na aspekcie recenzenckim i polemika nawet specjalnie mi w głowie nie była.

      „Dobro” to zdecydowanie problematyczna kategoria przy ocenianiu jakiekolwiek sztuki i to już na samym poziomie definicji, o interpretacji nie wspominając. A kompletne odrzucanie emocji też nie do końca mi grało. Ja sam uważam, że w tym wypadku ważna jest proporcja – czy to emocje królują, a przy okazji dzieje się coś innego, czy może to inne wartości literackie są ważne, a emocje po prostu przychodzą za nimi.

  6. Jakoś mi ta lektura umknęła. Dawno była premiera? Jakoś szczególnie poszukiwać jej nie będę, ale jeśli się na nią natknę na półce z nowościami w bibliotece [książki, które tam leżą, i które niekoniecznie planowałam czytać już teraz, przy każdej wizycie się na mnie nachalnie gapią i w końcu wyciągam po nie ręce ;)] pewnie spróbuję się z nią zmierzyć.

    • pozeracz

      Początkowo była planowana na pierwszą połowę 2018, ale wydawca pisał mi, że było sporo różnych komplikacji po drodze i premiera miała miejsce dopiero w listopadzie. Jednak przez stronę zakup nadal jest niemożliwy, więc możliwe, że warto poczekać na wydanie poprawione.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén