Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Działami w dzieła, kanonierką w kanon (lektur)

Odwiedzanie dobrych blogów pożyteczne jest na sposobów wiele. Pod internecko-zbiorczym wpisem Silaqui wywiązała się (na razie) krótka acz ciekawa dyskusja o fantastyce, klasyce i lekturach. Polecam zajrzeć. W komentarzu tam zamieszczonym napisałem, że problem lektur i kanonu od długiego czasu mnie męczy. I jest to prawda – regularnie wraca do mnie ta sprawa. Podzielę się swymi 13 groszami, gdyż spisanie myśli często pozwala skonkretyzować pewne rozważania, a Wasze komentarze mogą pchnąć mnie na inne tory.

book-436512_640

Mroczne alejki ludzkiej wyobraźni, czyli okładkowy odlot

Mało kto pewnie zauważył, ale drugi tydzień z rzędu zaburzony został wpisowy porządek na linii poniedziałek-środa-piątek. Koniunkcja przypadków roboczych, rodzinnych i zdrowotnych sprawiła, że czasu dostępny na pisanie się skurczył. Stan to jednak tylko przejściowy. A że wredny ze mnie osobnik, to za karę uraczę Was jeszcze wpisem, który może poczynić krzywdę Waszemu dobrostanowi psychicznemu. Nie tak dawno prezentowałem przerażające okładki szpecące dzieła klasyczne. Dziś pora na wycieczkę w odmęty okładkowego szaleństwa.

Przyszłość spłonęła, czyli „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości” Swietłany Aleksijewicz

Jeden z moich ulubionych pisarzy science-fiction i posiadacz błyskotliwego umysłu, Arthur C. Clarke, stwierdził swego czasu, że „każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”. Jeszcze do niedawna powiedzenie te miało dla mnie konotacje pozytywne, ale po lekturze Czarnobylskiej modlitwy zyskało dla mnie drugie dno. To, co spotkało ofiary Czarnobyla, było od magii gorsze; było to coś zupełnie spoza skraju rozumienia. To coś zniszczyło dla nich czas, pogrzebało przyszłość. Mnie zaś ta lektura zbliżyła niebezpiecznie blisko tego niebytu.

czarno1

Podcastem ku samorealizacji, czyli zażenowanie z drugiej ręki

Tytuł tego wpisu mógłby wystartować w konkursie na najmniej mówiący tytuł w (krótkiej) historii tego bloga, lecz śpieszę już z wyjaśnieniami. Synchroniczność odkryć pożeraczowych sprawiła, że krótko po wpisie o Radiolab, inny podcast regularnie słuchany (Myszmasz) pozwolił mi nazwać pewną mą przypadłość, a Zwierz Popkulturowy (znana z podcastu Zwierz vs Zombie) rozpisał się o tym zręcznie. Mógłbym w zasadzie Was zostawić sam na sam z wpisem zwierzowym, ale chciałbym jednak dodać parę słów od siebie o tzw. secondhand embarrassment.

second2

Nieśmiałe zaloty do Euterpe, czyli Pożeracz i poezja

Przyznam się Wam, o szanowni wielce goście, że jest mi nie po drodze z poezją. O ile polski system szkolnictwa nie potrafił ukatrupić mej radości z czytania, to skutecznie zniechęcił mnie do sięgania po poezję. Interpretowanie według znanego wszystkim klucza „co autor miał na myśli” i napastliwe doszukiwanie się środków stylistycznych odzierało wiersze z tego, co najważniejsze – indywidualnego z nimi obcowania. Tym wpisem chciałbym poczynić pierwszy krok na drodze ku odkupieniu, a może i kogoś zainspirować.

euterpe3

Strona 144 z 155

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén