Dziś nie jestem nawet sobie w stanie przypomnieć, jak zrodziła się ma początkoworoczna tradycja czytania Wegnera. Za pierwszy raz odpowiadał zmyślny Gwiazdor, a później już się jakoś ułożyło. Teraz już zwyczaj się ukształtował i nawet gdy posiadam egzemplarz odpowiedni, to i tak z lekturą się nie śpieszę. Po Pamięć wszystkich słów sięgam w porze roku tradycyjnej mimo delikatnego rozczarowania częścią poprzednią.
Serię wpisów o książkach zmieniających świat zacząłem od Milczącej wiosny Rachel Carson, o konsekwencje wydania której spory trwają aż do dziś. Jednak nie licząc na poły żartobliwego wpisu o książkach zabójczych dosłownie, pozostałe pozycje przedstawiały zmiany na lepsze. Pora na odmianę, pora na skutki uboczne i – o zgrozo – pora na przemyślenia autorskiej odpowiedzialności poświęcone. Konkretnie zaś rzecz ujmując: oto Śpiączka Robina Cooka.
Hikikomori to przypadłość, która polega na odcięciu się od społeczeństwa – samo słowo pochodzi od czasownika oznaczającego „wejście do środka i niewychodzenie na zewnątrz”. Rządowe wyliczenia wskazują, że fenomen ten dotknął 1,15 miliona mieszkańców Japonii, ale według ekspertów liczba ta może być znacznie większa. Co prawda hikikomori występuje też w innych częściach Azji, ale to właśnie Kraj Kwitnącej Wiśni jest centrum tego zjawiska. Dziewczyna z konbini Sayaki Muraty opowiada co prawda o nieco innej przypadłości, ale z gruntu zbliżonej.
W relatywnie krótkim czasie od swojego powstania do dnia dzisiejszego cyberpunk przeszedł drogę od futurystycznego ostrzeżenia do nieco chybionego spełnienia. Jak to z przyszłości wizjami bywa, świat poszedł w nieco inną stronę, dawne wizje zdezaktualizowały się w szczegółach, ale korporacyjne koszmary zdają się spełniać. Ja sam z książkowym cyberpunkiem w wydaniu klasycznym kontakt miałem dość późny, ale za to zagrywałem się pasjami w Deus Ex i System Shock 2. Nowa Fantastyka postanowiła skorzystać z jakże znaczącej daty i zaserwować czytelnikom numer tematyczny.
Dopiero co we wpisie podsumowującym (nie) narzekałem na ilościowy spadek, a tu przychodzi mi zwierzyć się w kolejnej (nie)porażki. Rok temu pisałem żartobliwie o samodonosie, a w tym roku powinno się skończyć samościęciem. Szczegóły nadejdą za chwil parę, ale nim przyjdzie ich kolej, napiszę tak: ten rok jest doskonałym dowodem na życia nieprzewidywalność i moich (nie)postanowień swobodność. Poprzedni rok zaczynałem z pewną nadzieją po roku ciężkim, a aktualny pod pewnym względami okazał się jeszcze gorszy. Znów jednak przełom pozytywnie się prezentuje, więc i nastawienie optymistyczne.




