Stare porzekadło głosi, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A jako że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Wichry zimy pozostaną na wieki wiecznym niebycie nieukończonych powieści, to można spróbować czytelniczo skompletować resztę dorobku Martina. Okazję papierową zafundował mi Nordcon 2024, z którego to przywiozłem poniższe wydanie Światło się mroczy.

światło się mroczy

Wiadomość ze szepczącego klejnotu sprowadza Dirka t’Lariena z powrotem na Worlorn. Tam zaś czeka kobieta, która miała na zawsze zniknąć z jego życia. Jednak Worlorn nie jest już tym miejscem, które zapamiętał, a Gwen Delvano nie jest tą samą osobą, którą kiedyś kochał. Związana z innym mężczyzną staje teraz w obliczu niebezpieczeństw, które zmusiły ją do zwrócenia się o pomoc do Dirka. Ten jest zdeterminowany, by chronić ją za wszelką cenę i gotów stawić czoła zawziętemu wojownikowi, który rości sobie do niej prawa. Jednak na tym świecie nic nie jest takie, jak się wydaje.

Światło się mroczy to ciekawe studium tak dla fanów Martina, jak i zainteresowanych przemianami zachodzącymi w science fiction na przestrzeni lat. Książka ta wydana została bowiem z 1977 roku, który to okazał się być kluczowy, lecz nie ze względu na debiut powieściowy późniejszego twórcy Pieśni Lodu i Ognia, a na kinową premierę Gwiezdnych Wojen i stanowiący tego konsekwencję napływ fanów i pochód ku głównemu nurtowi. Jest to oczywiście pewne uproszczenie (i pominięcie znaczących , ale i tak był to czas przełomu i przemiany — SF zaczęło bowiem wychodzić z pulpowej niszy i zmieniać swe oblicze. Obiekt niniejszej recenzji jest wartym uwagi tego przykładem, gdyż miesza elementy charakterystyczne dla złotego wieku z tymi, z których znana będzie między innymi jego proza (nie tylko fantastyczno-naukowa). Można tu nawet wyśledzić początki pewnej wysoce charakterystycznej postaci.

Na jednym z poziomów Światło się mroczy jest bowiem klasyczną powieścią przygodową, ale umieszczoną na obcej planecie. Jest więc i rzeczone ciało niebieskie samo w sobie będące ciekawą kreacją — pędząca przez kosmos, nadająca się do zamieszkania tylko przez krótki czas zbliżenia do gwiazdy (szczegóły poznać można prologu, dostępnym na przykład na stronie Esensji). Zdziczałe i niebezpieczne gatunki fauny i flory oraz niekonwencjonalne miasta budowane jako popisy różnych ras tworzą interesujące miejsce akcji i trochę szkoda, że Martin nie umieścił tam żadnej innej swojej fabuły. Gdy dorzucić do tego wojowniczą rasę Kavalarów o mocno średniowiecznych, brutalnych zwyczajach, przygodowa mieszanka wydaje się być kompletne.

O ile jednak ta część czysto przygodowa pod względem fabularnym nie jest nadmiernie porywająca, to ciekawsze rzeczy dzieją się na polach między(nie)ludzkich. George R.R. Martin tworzy bowiem dla swoich postaci skomplikowaną sieć powiązań, zobowiązań, tradycji i moralnych dylematów. Jedną z osi napięcia jest przeszła relacja Dirka z Gwen, którą to ona zdaje się mieć za sobą w przeciwieństwie do jego. Związek Gwen z Jaanem Vikarym niby trwa, ale podszyty jest z początku skrywanymi podtekstami, które w dużej mierze wynikają z feudalno-szowinistycznej specyfiki społeczności Kavalarów. Gdy dodać do tego wewnętrzne rozterki Jaana, który zobaczywszy kilka (wszech)świata kawałków chciałby żyć bardziej „nowocześnie”, stawiające go w opozycji do innych, bardziej krwi rządnych rodaków. A to i tak nie wszystko, ale summa summarum wychodzi z tego niełatwa, ale czytelniczo satysfakcjonująca plątanina emocji i akcji.

george rr martin podpis signature

Światło się mroczy okazało się być powieścią, po której niby da się wyczuć pochodzenie z pewnej epoki, ale jednocześnie zawierającą elementy znane i z późniejszej prozy autora. Połączenie przygodowej fabuły obcoplanetarnej z pogłębionym, skomplikowanym rozszerzonym trójkątem romantyczno-kulturowym zaowocowało lekturą wartą poświęconego jej czasu. Może i nie ukoi niedoczekania, ale cóż poradzić?

Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.

Mędrcy, choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy –
Bo nie rozszczepią słowami błyskawic –
Nie wchodzą cicho do tej dobrej nocy.

Cnotliwi, płacząc kiedy ich otoczy
Wspomnienie czynów w kruchym wieńcu sławy,
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.

[Dylan Thomas / tłum. Stanisław Barańczak, Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy]