Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Kobiece wyobcowanie, czyli „Trzymam wilka za uszy” Laury van den Berg

Gdy zbierałem myśli po lekturze tego zbioru, naszła mnie refleksja z opowiadaniami związana. Wydaje mi się mianowicie, że pandemiczny spadek mojej czytelniczej formy sprzyja obcowaniu z tą formą literacką. Ogólny niedobór czasu związany z pracą z domu, zmęczenie wieczorne i nawracający brak sił na skupienie na lekturze czynią krótkie teksty przyjaźniejszymi duszy. Natomiast wydawnictwo Pauza od pewnego czasu ułatwia mi po nie sięganie. Nawet jeśli wydźwięk umęczonemu wytchnienia nie przynosi, tak jak zbiór Trzymam wilka za uszy Laury van der Berg.

trzymam wilka za uszy okładka

Trzymam wilka za uszy to zbiór jedenastu opowiadań, których elementem wspólnym są główne bohaterki. Laura van der Berg prezentuje grupę kobiet na krawędzi: będących w żałobie, rozwiedzionych, wrażliwych, poszukujących, wrażliwych, wytrąconych z równowagi. Z pozoru wiodą normalne życia, ale gdy przyjrzeć im się z bliska, widać pęknięcia. Siostra postrzelona przez szaleńca, wypiera agresja brata, mąż skrycie podający środki odurzające… Autorka zabiera swe bohaterki oraz czytelników na granicę pomiędzy magią a anihilacją.

Jak w powyższym wstępie do treści napisanym stoi: spoiwem zbioru Trzymam się za uszy są postaci kobiece. Oczywistym więc jest, że kreacja tych postaci będzie jednym z kluczowych czynników decydujących o jakości tego zbioru. Laura van der Berg okazała się jednak kunsztowną tkaczką literackich charakterów. Protagonistki (choć nie tylko, jak na przykład w Karolinie) jej tekstów są przede wszystkim napisane w sposób wiarygodny – sytuacje, w których się znajdują bywają nietypowe czy też rzadkie w sposób dla prozy typowy, lecz jednocześnie zgodne z ich cechami. Innymi słowy: czytelnik nie dziwi się, że dana bohaterka znalazła się w takiej sytuacji (nawet jeśli jest to udawanie za pieniądze czyjejś zmarłej żony, jak w Twojej drugiej żonie). Może i być trudno wyobrazić siebie w podobnych warunkach, ale o z współodczuwaniem problemów nie ma. Na plus działa też różnorodność ukazanych osobowości i stanów ducha: od uległości, przez rezygnację aż po pełną asertywność.

laura van der berg kolaż

Jednak główne bohaterki to nie jedyne elementy łączące te teksty. Napotkać w nich można kilka powracających motywów. Pierwszym i najbardziej oczywistym z nich jest śmierć bliskiej osoby. W Domu Wulkanów w stanie terminalnym jest postrzelona przez psychopatę siostra głównej bohaterki, w Przyjaciołach umierająca jest matka, a w Piekielnym wzgórzu kluczową rolę odgrywa przemiana czekającej na śmierć córki protagonistki. Nie są to jednak typowe opowieści o odchodzeniu, gdyż znaleźć w nich można rozmaite podteksty lub transgresje. Przykładowo: budzące się uczucie do męża siostry czy też przedziwna przemiana córki w szczęśliwą, towarzyską osobę po poznaniu diagnozy. W przypadku kolejnego powracającego wątku, przemocy ze strony mężczyzn, jest podobnie – sprawy przybierają nietypowy obrót. Nawet w najbardziej „zwyczajnym” obrazie przemocy domowej pokazanym w Karolinie schemat jest przełamany poprzez uczynienie narratorkę nie ofiary, a siostry sprawcy. Tu Laura van der Berg w boleśnie dobitny sposób pokazuje, jak może dochodzić do wybielania winnych, przymykania oczu na krzywdę dziejącą się tuż obok.

Trzymam wilka za uszy to jednak zbiór, który momentami cierpi na przypadłość roboczo nazwaną na potrzeby tego tekstu „bezpuentowością”. Trudno oczekiwać od prozy niegatunkowej, w dodatku traktującej o tematach bolesnych, efektywnych finałów i innych eksplozji, ale czasem poczucie niedosytu jest nazbyt intensywne. W większości tekstów za rzeczoną puentę wystarcza ładunek emocjonalny, ostrość spojrzenia czy też samo ukazanie sytuacji. Czasem jednak ma się wrażenie może nie tyle niepełności opowiadania, ale braku jakiegoś decydującego momentu czy też obrazu. Naturalnie wypada i wartość dodaną stanowi też narracja pierwszoosobowa, której odpowiednie użycie bywa sporym wyzwanie. Laurze van der Berg sztuka ta udała się bez pudła, a i szczypty specyficznego, abstrakcją naznaczonego humoru tu nie zabrakło. Natomiast Dobromiła Jankowska oddała to z kunsztem w swym przekładzie.

laura van de berg foto

© Marco Giugliarelli

Trzymam wilka za uszy to kolejny z dowodów na to, że nie trzeba wcale wielu stron by przekazać wiele treści. Zróżnicowane bohaterki, różne kryzysy i marginesy, spojrzenia i perspektywy, a do tego w często subwersywnych ujęciach. Niektórym tekstom brakuje pazura, ale całościowo jest to bardzo udany, dający do myślenia i momentami niepokojący zbiór.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję

pauza logo

Trzymam wilka za uszy zawitało też tu:

– Co chciałabyś zrobić ostatniej nocy? – zwróciła się do mnie ruda. Jej okrągła blada twarz lśniła jak księżyc. – Modliłabyś się?
Akurat niedawno zaczęłam się modlić – ulotna myśl wypchnięta w eter przed snem, tratwa na wzburzonym morzu. Zastanawiałam się, czy Boga irytują tacy jak ja, którzy zwracają się ku modlitwie dopiero wtedy, gdy wpadli już po uszy, jak jakaś interesowna przyjaciółka.
– Teraz mam tylko ochotę na papierosa – powiedziałam przy torach. – A co dalej, to nie wiem.

Poprzedni

Intrygująca inicjacja, czyli „Every Heart a Doorway” Seanan McGuire

Następny

Dynamicznie cyniczny duet, czyli „Gideon the Ninth” Tamysn Muir

8 Comments

  1. A to prawda, że opowiadania, nowelki, szkice są (naj)lepszym wyborem, gdy dopada zmęczenie, niemoc (czytelnicza). Dobre są także niektóre utwory dla dzieci i młodzieży – bywają kojące, przynoszą „coś” ciepłego.

    Twój tekst o „Trzymam wilka za uszy” nieodparcie przywodzi mi na myśl czytany przeze mnie teraz „Oneiron” Laury Lindstedt. Ciekawe. Intrygujące.

    • pozeracz

      Tak, teraz tego ciepła zdecydowanie potrzeba więcej. Chciałbym, żeby było inaczej, ale jakoś wydaje mi się, że w obecnym już 2022 będzie podobnie.

      A na „Oneiron” rzucę okiem.

  2. Zgadzam się, że to udany zbiorek. 🙂 To takie specyficzne opowiadania, z więcej niż jednym wątkiem i wijącą się fabułą, zahaczającą o różne okresy z życia postaci, różne wydarzenia i różne miejsca. Najbardziej podobały mi się „Czarny las” oraz „Karolina”. A Tobie?

    • pozeracz

      Też „Karolina” i chyba „Twoja druga żona”, ale w sumie to trudno mi zdecydować, bo w zasadzie w każdym z opowiadań były fragmenty czymś za trzewia łapiące.

  3. Gdybym miał tak na szybko odpowiedzieć na pytanie, czy lubię zbiory opowiadań, rzekłbym, że nie. Ale prawda jest taka, że gdy już się przemogę i po dany zbiór sięgnę, to bardzo, bardzo rzadko bywam rozczarowany. Dlatego pewnie i na ten kiedyś się skuszę. Któż jednak wie, kiedy to nastąpi.

    • pozeracz

      Książek aż nadto do czytania, a czas to niestety zasób w naszych czasach bardzo ograniczony.

  4. łowczyni słów

    Nie znałam tej autorki, przytoczony fragment tchnie jednak nie lada fatalizmem. Rozumiem skąd pomysł na „bezpuentowość”. To pewnie także kwestia tłumaczenia, jednak już sam rytm zdań wydaje się zadziwiająco równy. Zazwyczaj wypowiedź bohatera przyspiesza lub zwalnia, odkrywając bezwiednie intencje twórcy. O ile pamiętam, Joyce jako pierwszy samozwańczo przypisał sobie zasługę okiełznania tej melodii, uczynienia z niej swoistej metody literackiej. Miło widzieć świadome- by nie rzec, zuchwałe- porzucenie maniery gigantów na rzecz intymnej zagadkowości- czytelnik nie ma pojęcia dokąd zmierza. Nie spotyka go jednak rozczarowanie, trud suspensu zostaje wynagrodzony, gdyż na końcu akapitu czeka zdumiewająca konstatacja: warto było dobrnąć doń dla samej przyjemności zanurzenia się w kojącym rytmie wędrówki.

    • pozeracz

      Nie wiem, czy akurat z cytatem nie trafiłem w opowiadanie, któremu najbliżej do przywołanego przez Ciebie Joyce’a.

      Pewni i inni strumieniem tym płynęli przed nim, ale on dostosował i formę, i do tego zrobił do wielostronnicowym rozmachem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén