Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Od słów do czynów, czyli ku lepszej blogosferze

W blogosferze książkowej siedzę od bardzo niedawna. Do momentu założenia bloga miałem o niej mgliste i niezbyt pozytywne zdanie. Wpadałem od czasu do czasu na losowe blogi i, eufemistycznie rzecz ujmując, nie miałem ochoty wracać. Krótko po zrodzeniu Pożeracza przekonałem się, że wcale nie jest aż tak źle, a bywa wręcz i świetnie. Szybko znalazłem kilka blogów, które zacząłem odwiedzać regularnie i byłem kontent. Po pewnym czasie jednak okazało się, że na obrzeżach moich kręgów kryje się całkiem sporo dobrze dobrze piszących osób. Pokazuje to dobitnie, że choć nasz grajdołek zbyt rozległy nie jest, to poszczególne jego obszary niekoniecznie nachodzą na siebie. Fakt ten w połączeniu z ponoć agonalnym stanem blogosfery popchnął mnie do działania.

ładny unsplash

Z tym ponoć agonalnym stanem nieco ironizuję, oczywiście. Wydaje mi się bowiem, że blogosfera nie przechodzi żadnego kryzysu, a jest to po prostu jej constans. Nie muszę tu być blogowym wyjadaczem – wystarczy skorzystać z pomocy wujka Google, a znajdzie się wiele wpisów z poprzednich lat. Zresztą gdy się poczyta komentarze pod dzisiejszymi dyskusjami i tymi przeszłymi, to wniosek nasuwa się sam. Nigdy nie było dobrze i nie ma wielkich nadziej, by coś tąpnęło. Jednocześnie uważam, że i tak warto próbować zmienić coś na lepsze. W moim wpisie ćwiekopolemicznym napisałem, że warto chwalić, promować i wyciągać na wierzch. Wiem, że mój blog malutki jest i siłę przebicia ma minimalną, ale wychodzę z założenia, że zmianę zawsze trzeba zaczynać od siebie.

Oto więc mój skromny, prywatny, trójelementowy plan poprawy dla blogosfery książkowej…

LINKOWAĆ

pisanie

O ile to tylko możliwe, każda recenzja będzie zwieńczona listą linków do recenzji tej samej książki na czytanych przeze mnie blogach. W przypadku tekstów polemiczno-dyskusyjnych robię to i tak, ale będę podwójnie starał się tego nie zaniedbywać. Na dobry początek na końcu niniejszego wpisu znajdziecie kilka linków do świeżych wpisów dotyczących stanu blogosfery.

PROMOWAĆ

planowanie

Będę raz na dwa tygodnie wybierać jeden aktywny blog według mnie zasługujący na Waszą uwagę i czas. Udostępnię linka do tego bloga na Facebooku i napiszę o nim kilka słów zachęty, a do do górnych partii swego bloga dodam banner/grafikę informującą o aktualnie promowanym blogu. Nie wykluczam, że trafię czas na blog, który większość z Was zna albo jest dużo popularniejszy od mojego, ale cóż. Postaram się też częściej facebookowo udostępniać wpisy z innych blogów.

ROZMAWIAĆ

rozmowa

Raz na miesiąc będę starał się napiąć me argumentatywne muskuły, by przekonać jakiegoś blogera lub blogerkę, by zamienił/a ze mną kilka słów. Przypuszczam, że nie będą to tak długie rozmowy, jak w przypadku tych z pisarzami, ale postaram się, by było treściwie, ciekawie i na temat.


Zdaję sobie sprawę, że ta moja inicjatywa nie poprawi wizerunku blogosfery ani też nie odmieni jej na lepsze. Nie ma takich złudzeń. Wiem też, że trafi ona niemal wyłącznie do innych osób blogujących (zresztą ten ograniczony zasięg jest jednym z problemów blogosfery), ale tak w zasadzie to o to mi chodzi. Chciałbym po prostu zachęcić innych do tego, by może podjęli podobne działania. Choć niektórzy już to robią bardzo skutecznie. Bardzo podobają mi się akcje wspólnego czytania i swoiste kluby dyskusyjne. Mam jednak wrażenie, że wiele osób ma tendencję do trzymania się swoich kręgów i rzadkiego nosa z nich wyściubiania. Ale nawet jeśli nikt nie podłapie mojego pomysłu, to choć paru osobom sprawię odrobinę przyjemności. A to już coś.

Czekając na negatywną weryfikację mej naiwności, zapytam jeszcze: co Wy na to?

– Nie można zrobić konia wyścigowego ze świni.
– Nie – odparł Samuel – Ale można z niej zrobić bardzo szybą świnię.

[John Steinbeck, Na wschód od Edenu]

∗∗∗

O sprawie pisały też:

Poprzedni

Ale on przed siebie szedł i tak, czyli „Puste niebo” Radosława Raka

Następny

Fakty przed Pożeracza, czyli non-fiction z lumpeksu

Komentarzy: 143

  1. Czytanie jest sprawą intymną. I tak dziwne, że aż tyle osób ma ochotę się dzielić wrażeniami i brać udział w rozmaitych zbiorczych inicjatywach. Ale inicjatywę popieram, bo słusznie zauważyłeś, że nawet w blogosferze książkowej istnieją terytoria zupełnie nieznane 🙂

    • pozeracz

      Czytanie rzeczywiście jest sprawą intymną, ale po skończeniu lektury po części wychodzi się z tej strefy. O ile się chce, oczywiście. I nie chodzi tu nawet o puszczenie swojej opinii w świat, a skonfrontowanie jej z opiniami innych. Dlatego mnie zawsze trochę smuci, że to recenzje zbierają najmniej komentarzy. Rozumiem to po części, ale i tak. Choć może to po prostu moje recenzowanie nie skłania do reakcji?

      • A ja na przykład coraz rzadziej mam ochotę wychodzić i jeszcze mniej konfrontować opinię z innymi, szczególnie jak walę w jakiś bestseller jak w bęben 😀
        Od dawna wiadomo, że jak kto łasy na komcie, to albo stosiki raz na tydzień, albo zestaw ciekawostek, albo blogowe urodziny. Ale bez przesady. Pod nowościami komentarzy zawsze mało, bo nikt książki nie zna. Ale pod rozmaitymi klasykami to już hoho 😀

    • Czytanie jest sprawą intymną??? Cóż to za teoria? Jesteś zdziwiony, że tyle osób chce dzielić się swoimi wrażeniami? Przecież po to min. się czyta. Żeby móc wymieniać spostrzeżenia i refleksje, prowadzić dyskusje o wadach i zaletach książek, o wyższości jednego autora nad drugim, o sensie życia, o poglądach które zmieniły się pod wpływem lektury, o świecie. Czytanie jako sprawa intymna… Dawno nie przeczytałam czegoś tak dziwnego 🙂

      • Serio? Lubisz się śmiać lub wzruszać w tłumie? W miejscu publicznym? Ja nie lubię, najchętniej byłbym z książką sam, rozwalony w fotelu albo zwinięty w kłębek. Żeby mi nikt nie podczytywał przez ramię, nie trącał i nie przerywał.
        I nie ma obowiązku wymiany opinii, doprawdy. Każdy ma prawo zachować swoje refleksje dla siebie. Że nie zachowuje, tym lepiej, ale nie twierdź, że po to się czyta, żeby się dzielić, bo nie wszyscy mają na to ochotę.

        • pozeracz

          Czytanie wzajemne na głos albo wspólne słuchanie audiobooka może mieć pewien urok, ale w większości przypadków czytanie jest czynnością intymną. Intymność z kolei często zostawia się na boku po skończeniu czytania – właśnie po to, by dyskutować i dzielić się. Ale, jak napisał Zacofany, wcale nie jest to etap obowiązkowy.

  2. Linkowanie do innych recenzji jest świetne, można zerknąć do innych, jak odbierają to samo.
    Popieram!

    • pozeracz

      Jest o tyle problematyczne, że ja staram się nie czytać recenzji przed napisaniem własnej, co sprawia, że dodawane będą na sam koniec. A to z kolei daje pole do popisu moje zapominalskości.

      • Mnie się ten pomysł też podoba, staram się zresztą wcielać go w życie, kiedy mi się uda. Postaram się aktywniej :-). A poza tym Twój plan jest taki życzliwy (to chyba dobre słowo), że trudno nie przyklasnąć :-).

  3. Olek

    Nie zgodziłbym się tylko z tym, że książkowa blogosfera jest mała. Blogów o książkach jest zatrzęsienie. Inna sprawa, że w tym zalewie blogów o książkach rzeczywiście jest tylko może kilkanaście, które warto czytać. Reszta to albo kiepska promocja przypadkowych książek, głównie nowości wydawniczych, wszędzie tych samych, albo autoprezentacja blogerów, którzy uważają, że towarzystwo książek dodaje im inteligencji zapewne.

    • Z tą autoprezentacją, to jak raz o moim poletku 😀

      • Chyba nie znasz słowa autoprezentacja 🙂 ty masz solidny blog, jak już coś napiszesz 😀

        • pozeracz

          Ja tam uważam, że towarzystwo książek dodaje mądrości. Przez osmozę. Wystarczy trochę nimi poodychać i już człowiekowi mądrzej. Że też nikt jeszcze nie wpadł na pomysł sanatoriów bibliotecznych.

      • Olek

        Och nie, z pewnością nie o Twoim poletku 🙂 Miałem na myśli raczej osoby, które raczej lansują się tym, że czytają książki niż lansują książki. Takich, którzy organizują spotkania fanów ze sobą, organizują konkursy pt. który film z nim o książkach podobał się fanom najbardziej i ogólnie temat książek wykorzystują do wylansowania siebie (tak, są tacy). Nie sądzę, żeby w takim przypadku osmoza działała. Ale pocieszające jest to, że ktoś uważa, że w pewnych środowiskach można zrobić wrażenie lansując się na czytaniu (czy raczej pokazywaniu, że się czyta). Nawet jeśli to jest środowisko nastolatek, tzn. grupy najbardziej podatnej na lans i czytanie jednocześnie.

        • pozeracz

          Też chciałem napisać, że nie jest to takie do końca złe towarzystwo skoro można się w nim wylansować na czytaniu książek. Wydaje mi się też, że taki lans to sprawa krótkotrwała. Jak tylko czytelnik-fan wyrobi się trochę, to przejrzy na oczęta.

    • pozeracz

      Z tym „naszym grajdołkiem” chodziło mi o grono blogów regularnie przeze mnie odwiedzanych i okolicznych. Blogów rzeczywiście ogółem jest sporo i świetnie pasuje do nich prawo Sturgeona. Biorąc jednak pod uwagę internetowe pasje, mody i tym podobne, to blogi książkowe mają przyzerową moc przebicia. Choć w sumie to nie wiem, czy jest ona tak potrzebna.

  4. Olga z WielkiBuk

    Nie od dzisiaj promuję inne blogi i kanały booktubowe, nie od dzisiaj dzielę się z innymi tym, co ciekawe/fajne/dobre w książkowej blogosferze. Czy to polepsza stosunki międzyblogerskie? Czy zmniejsza zawiść, poczucie nonsensu i rozstrzygania na okrągło tej nadużywanej namiętnie „agonii”?
    Nie mam pojęcia, ale popieram takie działania promocyjne jak najbardziej i trzymam kciuki! 🙂

    • Te wszystkie marudzenia o agonii służą jednemu: nabijają statystyki, bo cały świat leci sprawdzać, czy może udało się napisać coś bardziej odkrywczego niż to, co się wypisywało całe lata wcześniej. Jak dotąd nikomu się nie udało 😀

      • Olga z WielkiBuk

        Autentycznie – też widzę, że to takie „click baits” – do podbijania statystyk, bo gadanie wciąż o tym samym, ale nierobienie nic, by coś zmienić to tylko bezproduktywne marudzenie. 😀

        • Oczywiście. Niby co można zaproponować dla rozwoju blogosfery książkowej w kraju, gdzie mało kto czyta? Cud, że w ogóle istnieje i ma chociaż garstkę czytelników.

          • pozeracz

            Ja dorzucę jeszcze od siebie, że jeśli ktoś jest skory do zawiści, to żadna akcja promowania mu nie pomoże. Ba, nawet podkręci jego negatywne odczucia („czemu ich, a nie mnie?!”).

          • Olga z WielkiBuk

            A czy warto takimi zawistnikami się w ogóle w takim razie przejmować? Promuję to, co uważam za świetne, godne polecenia i powtarzam, że jeśli ktoś ma ochotę może zawsze podesłać linka, żebym mogła zajrzeć i poczytać. A cudze emocje? Liczą się fakty – jak coś jest dobre, to jest dobre. Nie pomogą ani łzy, ani bulwersacje, ani fałszywe uśmiechy. 😀

          • pozeracz

            A pewnie, że nie warto. Zwłaszcza, że tak naprawdę ich zawiść nie dotyczy Ciebie, a jest po prostu wykwitem ich kompleksów. A jak w grę wchodzą emocje, to o faktach łatwo zapomnieć.

  5. A ja mam wrażenie, że podobnie, jak w przypadku innych elementów naszej rzeczywistości (takich jak praca, służba zdrowia, polityka, sądy, czy posiadanie „nie wiadomo skąd” drogiego samochodu przez sąsiada) po prostu lubimy sobie ponarzekać. I gdziekolwiek się nie zakręcimy, nie obrócimy jest źle, a czasami bywa nawet gorzej. I to jest taka nasza cecha narodowa, chociaż oczywiście nie wszyscy ją kultywują 🙂

    A akcja Twa jest bardzo zacna, bo zawsze z chęcią odkrywam jakieś nowe pola do dyskusji o literaturze.

    • pozeracz

      Z tym narzekaniem to prawda. Zwłaszcza, że to bardzo często – tak jak pisze Olga wyżej – marudzenie, za którym nie idą żadne działania. Jeśli ktoś narzeka, ale coś robi, by zmienić przedmiot swoich narzekań, to ja nie… narzekam 😉 Nie ma też się bowiem, co oszukiwać, że w Polsce idealnie jest.

      W przypadku spraw poważnych sprawa w ogóle się komplikuje, bo można z narzekania popaść w bagatelizowanie, a do tego jeszcze w grę wchodzą punkty widzenia/siedzenia.

      • Właśnie coraz częściej widzę takie narzekania bez żadnego działania. Owszem, blogosfera ma wady, jest ich może nawet dużo, ale jednak widzę więcej zalet. Zresztą kto wad nie ma niech pierwszy rzuci kamień 😀

        I jeszcze nawiązując do tego, co napisałeś, gdzieś wyżej o zawiści – myślałam tak o Twojej akcji chwilę dłużej i doszłam do wniosku, że na pewno znajdzie się ktoś kto będzie się wkurzał, że promujesz kogoś innego, a nie jego. Więc wydaje mi się, że wszystkich na pewno nie zadowolisz, ale najważniejsze, że grono stałych czytelników (w tym ja) będzie ukontentowane 😀

        • pozeracz

          Też się chwilę nad tym zastanawiałem, lecz nie za długo. Jeśli będzie miał mi za złe działania pozytywne, to problemu w sobie musi poszukać. Zresztą wydaje mi się, że raczej nikt otwarcie swej urazy nie wyrazi. Po części zaś wierzę, że ten „mój” wycinek blogosfery jest na tyle pozytywny i rozsądny, że do zawiści mu daleko.

  6. Wyjadaczem może nie jestem, ale „siedzę” w książkowej blogosferze już szósty rok i w jednym na pewno muszę przyznać Ci rację – w agonii to ona nie jest, a problemy, o których ostatnio była mowa we niektórych wpisach, toczą ten światek od dawna. Pamiętam, że jak sama zaczynałam, to trafiałam na wpisy, których autorzy wieszczyli koniec blogowania, psiocząc na niemal dokładnie te same rzeczy co obecnie.
    Nie da się też ukryć, że mamy mnóstwo blogów, które od siebie odstraszają z rożnych względów. Na szczęście są również takie, do których zaglądam codziennie i to z niesłabnącą od lat przyjemnością. Wiem, że opiniom tworzących je ludzi mogę zaufać, że możemy podyskutować i jest po prostu fajnie. I oby więcej było takich miejsc.
    Z tego względu bardzo podoba mi się Twoja akcja, bo faktycznie jest wiele zakątków blogosfery wartych poznania, a jednak gdzieś ukrytych w zalewie tych, od których trzeba uciekać.
    Pozdrawiam! 🙂

    • pozeracz

      Patrząc nieco przewrotnie na sprawę z innej strony, można stwierdzić, że pisanie od wielu lat o tych samych problemach świadczy z kolei o stagnacji. Jak nie urok, to…

      Piszesz o czymś bardzo ważnym – wydaje mi się, że w przypadku recenzji wszelkiego rodzaju najcenniejszą walutą jest właśnie zaufanie. Trzeba poświęcić nieco czasu, by znaleźć osoby, które albo trafiają w nasze gusta, albo po prostu ciekawie według nas piszą. Tylko, że wiąże się to też z tym, że nowe blogi mają tym bardziej utrudniony start. Ale nie da się od tego uciec.

  7. Fajny pomysł! Ja swojego czasu też dodawałam linki do recenzji tych samych książek u innych, ale potem przestałam. Pewnie z lenistwa. Teraz mi głupio i chyba wrócę do tego 😀

    • pozeracz

      Zaraz tam głupio. U mnie to bardziej wynika z tego, że w grę wchodzi tylko dodawanie tych linków już po napisaniu recenzji, a wtedy łatwo zapomnieć.

  8. Pomysł z linkami, dobry, zacząłem stosować 🙂 Pomysł z rozmowami z blogerami, dobry, Paulina z Miasta Książek nobilitowała zaproszeniem do siebie – byłem 😀 Ogólnie, idź i czyń dobro blogowe 😛

  9. Jeszcze jako jedynie czytelniczka blogów książkowych zauważyłam, że sporo jest takich, które nic nie wnoszą, albo po prostu promowane na nich pozycje niezbyt mnie interesują (nie jestem fanką fantastyki i kryminałów, traktuję je raczej jako rzadką rozrywkę, ale do zachwytów mi daleko). Odkąd sama zaczęłam pisać bloga, przeżywam bardzo pozytywne zaskoczenie tym, że nie zetknęłam się (jeszcze) z nienawiścią, wręcz przeciwnie – czuję wśród blogerów i blogerek pozytywną energię. Już ten wpis o tym świadczy – Pożeracz działa dla dobra blogosfery! Obserwuję Was z radością i podziwiam.

    • Bo w sumie czego moglibyśmy sobie zazdrościć? Tych dodatkowych egzemplarzy od wydawców (a były różne jatki na ten temat, były :D)? Paru odsłon więcej? A jak się robi coś razem, to zawsze fajniej. I udawały się akcje zupełnie kosmiczne, jak promowanie Kraszewskiego 🙂

      • Szkoda tylko, że niektóre projekty odchodzą w niebyt. Nawet nie wiesz jak brakuje mi regularnych dostaw od Płaszcza. Dzięki niemu czytałem rzeczy, o których normalnie bym nawet nie pomyślał. Taki Pepys na przykład. Niby jak inaczej bym się na niego i jego akcję w kominku natknął 😛

        • Oj, weź, nie wypominaj mi. Płaszcz to mój wielki wyrzut sumienia, ale chwilowo nie ogarniam, za dużo się dzieje. Ale ciągle marzę o chwili, kiedy będę mógł przygotować parę postów na zapas, bo materiału wciąż jest od cholery i nawet przybywają nowe.

          • Czekam zatem niecierpliwie 😀

          • Czekaj, chociaż Ty jeden 😀 Plany na dzisiejsze popołudnie obejmują (zgadnij!): tak, dobrze zgadujesz, koszenie trawnika i opatulanie borówek siatką przeciwko ptakom. Więc na Płaszczowanie nie ma szans 🙁

          • pozeracz

            Ooo… Ot, kolejny plus mojego wpisu. Skąd inaczej miałbym się dowiedzieć o Płaszczu? Dodałem sobie na Goodreads angielskiego protoplastusia.

            Skorzystam z okazji i polecę inny zbiór anglojęzyczny: „Witness To War: Diaries Of The Second World War In Europe And The Middle East”. Cegiełkę tę zakupiłem w lumpeksie i czytałem z dużą ciekawością, choć to dość daleko od moich zainteresowań. Dowiedziałem się z niej o kilku nowych epizodach wojny.

          • Bo Płaszcz to prehistoria, niestety 🙁 Wiszą jeszcze gdzieniegdzie jakieś linki, ale łatwo można przegapić.
            Anglosasi chyba uwielbiają takie zestawienia, bo natrafialiśmy na rozmaite.

          • pozeracz

            W tym zbiorze były nawet jakieś fragmenty napisane przez Polaków. Zresztą dużym plusem tego zbioru była właśnie różnorodność geograficzna i narodowościowa.

            Wiem, że w takich listach i pamiętnikach też można naginać rzeczywistość, ale dla mnie są one wartościowym świadectwem. Na pewien sposób bardziej atrakcyjnym od literatury faktu.

          • Są narzędzia, żeby te nagięcia i przegięcia wytropić, a walory mają niezaprzeczalne. No i nie ma to jak sobie legalnie poczytać cudze listy 😀

  10. Zauważyliście, jak niewiele blogów ma u siebie listę blogów polecanych? Takich w jednej z bocznych szpalt, tam gdzie zazwyczaj jest miejsce na autopromocję. Czas jakiś temu oczywiste było, że piszę o książkach i przedstawiam tych, którzy też to robią. Teraz, niestety, coraz rzadziej.

    • Na bloggerze jeszcze są. Mnie na przykład wordpress wywalił blogrolla w kosmos i nie udało się go wskrzesić w sensownej formie. Ale może lepiej go mieć w niesensownej, ale jednak mieć?

    • Konkurencja zabiera zasięg, egzemplarze i co tam jeszcze tak naprawdę teraz się liczy 😛

    • U mnie lista blogów zniknęła ze względów czysto praktycznych – wygodniej mi się korzysta z Feedly. Choć fakt, przez to trudniej trafić na nowe blogi. Kiedyś zaglądałam do moich ulubieńców, widziałam u nich w bocznej szpalcie coś ciekawego, zaglądałam i często zostawałam. Teraz nie ma na to szans.

      • Ale możesz mieć feedly dla siebie i blogrolla dla pożytku innych 🙂 Ja wczoraj włączyłem swojego po długich tygodniach i okazało się, że naród zaczął intensywnie wchodzić z niego na blogi. Nie bądźmy wiśnie 😛

        • Pomyślę. Bo przy obecnym układzie blogu/a, czyli braku bocznej szpalty i tak wyjdzie do kitu, bo kto i po co będzie zjeżdżał na sam dół? A bocznej szpalty nie chcę, bo już się przyzwyczaiłam do tego jak jest (i za czorta mi się nie chce już niczego zmieniać).

          • pozeracz

            W ogóle wydaje mi się, że miany w layoucie bloga to sprawa trudna i zawsze są spore opory. Zwłaszcza jeśli się człowiek na początku dużo napracował. Ja spróbuję po prostu zastąpić aktualną listę linków na coś bardziej przyciągającego oko.

          • Ja właśnie mam blogrolla na samym dole, bo zlikwidowałam też boczną szpaltę. Ciężko powiedzieć kto i czy w ogóle z tego korzysta. Mam nadzieję, że jednak ktoś tam się zapuszcza. Ja często szukam blogrolli na blogach, na które wchodzę – zawsze udaje mi się znaleźć jakieś nowe odkrycie 🙂

          • pozeracz

            Ten blogroll na dole trudnodostępny jest w przypadku strony głównej, ale w przypadku pojedynczego wpisu łatwo o niego zahaczyć przy pisaniu komentarza, więc wcale źle nie jest.

  11. O kurcze ależ się tu dyskusja wywiązała. Szczerze mówiąc, to mnie już chyba nudzą te wszystkie ubolewania nad blogosferą książkową, bo ja nie czuje tego całego upadku 😉 Dzięki temu, że założyłam mojego bloga poznałam już wiele świetnych osób i w żaden sposób nie dotyka mnie nic negatywnego, więc zastanawiam się czy to nie jest lanie wody na młyn, sztuczne tworzenie problemu.
    Fakt, mój blog jest malutki, mam małe zasięgi i niewiele wejść, być może jakbym była Olgą z Wielkiego Buka, albo Dianą z Bardziej Lubię Książki, to odczuwałabym jakieś negatywne wibracje – nie wiem.
    To co cenię w Twoim wpisie jest propozycja promowania innych, co zawsze jest super. Myślę, że wezmę z Ciebie przykład. 🙂
    Pozdrowienia z Parapetu,
    A.

    • pozeracz

      Przyznam tak zupełnie szczerze i bez nadmiernego słodzenia, że akurat Twój Parapet jest jednym z bardziej pozytywnych i ciekawych zakątków blogosfery. Podoba mi się konsekwentna, niszowa wybiórczość.

      • A ja przyznam, że zwłaszcza w czasie wyjątkowo dla mnie trudnym kiedy nie mam siły na napisanie czegokolwiek, takie słowa są jak motywujący kopniak w tyłek. 😉 Muszę sobie powiedzieć, że co by się u mnie w prywatnym życiu nie wyrabiało złego to ktoś tego mojego bloga lubi i to jest dla mnie bardzo ważne.
        Dziś coś napiszę 🙂

        • pozeracz

          Ech, z życiem prywatnym to nie taka łatwa sprawa. Potrafi bardzo skutecznie nachodzić na blogowanie. Mimo wszystko trzymam kciuki, by i życie blogowe, i prywatne układały Ci się dobrze. I potwierdzam, że lubię bloga.

  12. Czekam z niecierpliwością 🙂

  13. Ode mnie masz milion serduszek i mruczenie świnki morskiej 😀 <3 <3 <3
    Ten patent z linkowaniem do opinii innych będę się starała wprowadzać w życie, ale jak wyjdzie, się zobaczy…

  14. Leżę-i-czytam

    Qbusiu, jesteś idealistą ( to komplement). A takich nam trzeba! Planowane konwersacje „Między nami blogerami” będą o blogach, o książkach – czy ogólnie, o życiu? 😉

    • pozeracz

      Znając mnie, to o… wszystkim. Na pewno blog i książki będą głównymi punktami rozmowy, ale poza tym pozwolę rozmowom płynąć.

  15. Sama trzymam się raczej z boku blogosfery. Trochę blogów czytam, czasem komentuję, zdarza mi się coś podrzucić innym na Facebooku, spotkać z ludźmi w realu przy okazji targów, festiwali czy na kawie zupełnie bez okazji. W akcje, wyzwania itp. się nie angażuję, o aferkach dowiaduję się z opóźnieniem lub wcale. Zwyczajnie brak mi na to wszystko czasu. Więc czytam, piszę i tylko z boku obserwuję jednym okiem co się wyrabia w blogosferze, a z takich wpisów jak ten dowiaduję się, że coś działa nie tak. 😉
    Powodzenia w poprawianiu kondycji blogosfery. 🙂

    • pozeracz

      Ja czytam i komentuję w miarę dużo, ale z kolei fizycznie trzymam się z boku. Poznałem na razie aż dwie osoby ze swojego blogrolla. Taki ze mnie chojrak. A wyzwania rzadko mi się podobają. Dopiero rok z Nebulą mnie ostatnio skusił.

  16. Inicjatywa zacna Pożeraczu. 😀
    Ja to raczej trzymam się z boku i więcej podczytuję niż się udzielam, ale od kiedy gdzieś tam postanowiłam coś „skrobać” na boku mam wrażenie, że te „g… burze” to jakaś tradycja z odgrzewaniem kotleta, który ma przyciągnąć i poprawić upadające statystyki.
    Na szczęście widząc po powyższych komentarzach nie tylko ja mam takie odczucia. 😀

    • pozeracz

      Ktoś w komentarzach Facebookowych niedawno zauważył, że to chyba kwestia, że po prostu na niektórych przychodzi czas. Rzadko chyba się, by ktoś wracał do tego tematu – raczej po prostu raz człowieka strzeli, a potem dostrzega, że wiele się nie zmienia.

  17. Agata Adelajda

    Z tym linkowaniem fajna sprawa, ale dobrze by się sprawdził stary dobry blogroll. ja z niego korzystam u siebie i jak widzę na odwiedzanym blogu na pasku coś ciekawego, tez zajrzę.

    • pozeracz

      Ja też lubię i też korzystam. Na WordPressie mało kto ma, zdecydowanie lepiej wypada w tym punkcie Blogspot.

  18. Doskonała inicjatywa, trzymam kciuki za wytrwałość i konsekwencję w postanowieniach 🙂 Powodzenia!

  19. Wypadłam nieco z obiegu, więc super będzie znów odświeżyć sobie, do kogo zajrzeć!

    • pozeracz

      Liczę na to, że skorzysta na tym jak najwięcej osób i zdecydowanie nie tylko Ci, do których zalinkuję.

  20. Świetny pomysł 🙂 Trzymam kciuki i czekam na jakieś nowe/stare perełki. Bo faktem jest, że ostatnio czytam niewiele blogów, a nowych jakoś nie chce mi się szukać, bo wizja przebijania się przez tony chłamu jakoś mnie zniechęca…

    • pozeracz

      Ja po cichu liczę, że w tym polecaniu sam znajdę dla siebie kilka nowych miejsc. Zwłaszcza fantastycznych.

  21. Ech, jeśli Qubuś uważa się za niszowca blogosfery, to ja niemal nie istnieję. Po 6 latach czyta mnie może 10, skądinąd przemiłych osób plus rodzina, komentarze przeniosły się na FB, a z kolei w facebookowym streamie nie sposób się wyróżnić takiemu drobiazgowi jak mój blog. O poziom tekstów zawsze jakoś tam po amatorsku dbałem, ale mam świadomość, że piszę wyłącznie dla siebie i garstki znajomych – i to się już nie zmieni, trudno. Za mało mam werwy do spania komciami, małomówny że mnie gbur. W każdym razie mój udział w tej zacnej inicjatywie będzie miał pewnie tyle samo skutków co jego brak. Swojego blogrolla od początku widziałem jako rodzaj polecenia dla innych, bo sam korzystam raczej z feedly. I ciekaw jestem, czy komukolwiek z tam punktowanych dało to choć jedno wyświetlenie. Oby. Ale tak czy owak obiecuję co ciekawsze napotkane posty wyciągać przez fejsa, bo im bardziej widoczne będą te wartościowe blogi, tym oczywiście lepiej.
    O Losie, napisałem zupełnie jak jakiś Kłapuchy blogosfery, ale tak się trochę czuję w moim Zakątku 🙂

    • Ja Ci tam w statystyki nie będę zaglądał, ale nie popadaj w Kłapouszkowy nastrój, bo chyba nikt nie pisze tak ciekawie o w sumie mało znanych amerykańskich książkach. I marynistycznych książkach. I ostatnio o kanadyjskich książkach. Brodskiego nie wspominając 🙂 Chociaż miłości do kryminału noir ni w ząb nie rozumiem.

      • No dzięki, ja sam wiele książek dzięki blogowaniu odkryłem – od Solfatary od Ciebie po MacLeoda od WoM – i mam na szczęście radochę, że po moich tekstach kilka osób po kilka pozycji sięgnęło. Ale to jest i tak taka wsobna wymiana opinii, krąg znajomych.

        A nad statystykami nie płaczę, jeno stwierdzam. Kameralność mi nie przeszkadza, tylko czasem odbiera chyba odrobinę powagi w rozmowach takich jak z WoM o wspópracy, Vesperem o patronacie, Łobodzińskim o przekładzie mowy noblowskiej i podobnych sytuacjach.

        • Jak widać, nikomu z nich to nie przeszkadzało, a zaproszenie Filipa Łobodzińskiego to było coś, duża rzecz. Swoją drogą, dylan.pl są niesamowici. A na nowe Brazos już się czaję 😛

          • pozeracz

            Pan Zacofany w zasadzie napisał to, co najważniejsze. Ja dodam tylko od siebie, że patrząc na swoje statystyki i porównując je z licznikami odwiedzin przeróżnych blogów, to nawet biorąc poprawkę na lata obecności i tym podobne, to i tak wypadam marnie. Po prostu robię ostatnio dobre wrażenie i wygląda na to, że mnie wszędzie pełno. Ale ciiii. Chwilo trwaj 😉

          • Bierz poprawkę na to, że te widoczne publicznie liczniczki to nader nieprecyzyjne są 😛

  22. Co by nie być gołosłownym (słowną??), gdy mówiłam, że podoba mi się Twój pomysł i mam zamiar również wprowadzić go w życie, do dzisiejszego tekstu także dodałam odnośniki do innych blogów. A nuż stanie się to jakimś nowym fajnym trendem w blogosferze?

    Gdzieś wyżej w komentarzach (zabijcie, ale nie mam mocy z rana przewijać całej dyskusji) pojawiło się też co nieco na temat braku użyteczności blogrolla na dole strony zamiast bocznej szpalty. W taki sposób funkcjonuje u mnie już od dawna i do głowy by mi nie przyszło, że ludzie mogą na niego nie trafić, np. czytając czy pisząc komentarze – siłą rzeczy muszą wtedy zjechać na sam dół. CHyba 😛

    • Oczywiście zauważyłam, że się u Ciebie jakaś zmiana pojawiła, a dopiero później trafiłam do Qbusia-pomysłodawcy 🙂 Podoba mi się ta inicjatywa i do dzisiejszej recenzji również dołożyłam linki. A może komuś będzie chciało się kliknąć.
      W każdym razie – choć nie uważam, że blogosfera dogorywa (może dlatego, że niewiele wiem o jej życiu), będę trzymać kciuki za czynienie blogowego dobra w Twoim wydaniu, Qbusiu. Nawet jeśli będziesz przy tym ujeżdżać jedynie bardzo szybką świnię zamiast konia wyścigowego 😉

      • pozeracz

        Qbusie z Prosiaczkami mają pewne konotacje, więc nie martwię się specjalnie. Tak szczerze to przyznam, że ta akcja już osiągnęła lepszy efekt niż się spodziewałem. Może i efekty długofalowe nie będą oszałamiające, ale pozytywnie dużo już się stało.

  23. Pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga 🙂 a co do tych linkó itd to bardzo fajny pomysł 🙂
    a jeśli chodzi o pisanie to ja piszę dla siebie 🙂 uspokaja mnie to i to moje takie małe hobby 😉
    pozdrawiam 🙂

    • pozeracz

      Wydaje mi się, że z praktycznego punktu widzenia dla większości blogerów blogowanie to hobby. Zarabiać bowiem tu raczej ciężko, a jeśli ktoś traktuje pisanie jak pracę, a kasy za to nie dostaje, to już mamy do czynienia z patologią 😉 Ale skoro Ciebie w dodatku jeszcze uspokaja, to tym lepiej.

  24. Sama ubolewam niejednokrotnie nad opinią nad książkową blogosferą, ale ona nie wzięła się znikąd. Ubolewam więc też nad poziomem blogosfera. Na początku próbowałam komentować, kiedy widziałam błąd lub zwyczajnie źle napisaną recenzję (90% streszczenia książki 10% spisania blurba z okładki). Szybko się jednak zniechęciłam, bo każde słowo, nawet bardzo miłe w moim odczuciu, traktowana niczym atak.
    Uważam jednak, że linkowanie jest bardzo dobrym pomysłem. Szukając wartościowych blogów nie raz zniechęcam się po 15, na który nie mogę patrzeć. Dzięki linkowaniu będę miała zaufaną polecajkę od osoby, którą czytuję regularnie i którą czytać lubię.
    Sama często słyszę, że jestem w osądach naiwna, ale twój bynajmniej się taki nie wydaje. 🙂 Może wiele nie zdziałasz, owszem, ale najpierw trzeba zacząć od siebie, potem od najbliższego otoczenia, a dopiero na końcu może da radę przenieść dobry wpływ dalej.

    • pozeracz

      Jeśli zobaczysz na mym blogu jakiś błąd, wytykaj śmiało – w komentarzach do innych wpisów są dowody na to, że reaguję pokojowo. Denerwuję się wtedy, ale tylko na siebie. Mnie od literówek i tym podobnych (o ile nie są w co drugim słowie) dużo bardziej irytuje właśnie przerost streszczenia nad recenzją. Co ciekawe – czasem są to nawet całkiem poprawnie napisane teksty, ale zupełnie brak w nich części oceniającej – nie ma w zasadzie recenzji w recenzji.

      Akurat w tym przypadku naiwność kosztuje mnie jedynie nieco dodatkowej pracy, a na razie i tak wychodzi bardzo na plus.

  25. Bardzo podoba mi się takie podejście. 🙂 Uważam, że wzajemne promowanie jest bardzo ważne. Sama piszę na blogu cykl „Blogowa myślodsiewnia”, w którym umieszczam ciekawe linki – często do mniej znanych blogów. Umieszczanie pod recenzją linków do innych recenzji do świetny pomysł – blogerzy mogliby w taki sposób współpracować z korzyścią dla obu stron. 🙂 Chciałabym, żeby zrozumieli, że nie jesteśmy dla siebie konkurencją.

    • pozeracz

      Odruchowo chciałem odpisać, że przecież formalnie jesteśmy, ale wydaje mi się, że ta konkurencyjność jest na tyle nieznaczna, że można ją pominąć. Nie ma tu wyścigów po pierwszą recenzję, podbierania tysięcy odbiorców ani żadnych innych wątpliwych praktyk. Zgadzam się z tym, że na takiej wzajemnej życzliwości można dużo więcej zyskać niż stracić.

  26. A ja bardzo chętnie skorzystam z Twoich rad i podlinkuję kilka blogów, które i mnie się spodobały 😉

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén