Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Bezwstydna poszukiwań kontynuacja, czyli „Teksty Drugie 2016 nr 4: Wojna wstydów”

Oto potwierdzenie powiedzenia głoszącego, że nieszczęścia chodzą parami. Dopiero co pojawił się wpis lingwistyczny, a dziś druga relacja z mych poszukiwań literacko-czasopismowych. Literatura na Świecie w swym wydaniu arabskim zrobiła na mnie wrażenie pozytywne, a sam wpis wzbudził pozytywne zdziwienie z serii „to ktoś to jeszcze czyta”. Za sprawą asortymentu pobliskiego Empiku oraz mych czysto subiektywnych zachcianek kolejna część przeglądu poświęcona będzie jednemu z ostatnich wydań Tekstów Drugich, które to poświęcone jest wstydowi.

Kluczowe informacje o Tekstach Drugich zawierają się w podtytule, który brzmi: „Teoria literatury, krytyka, interpretacja„. Ten dwumiesięcznik jest wydawany od 1990 przez Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk we współpracy ze Stowarzyszeniem Pro Cultura Litteraria. W ramach ciekawostki mogę dodać, że obie instytucje wydają też wspólnie dwie serie: Biblioteka Pisarzy Staropolskich oraz Biblioteka Pisarzy Wieku Oświecenia. Jest to czasopismo wysoce poważane akademicko (punkty MNiSW i ERIH, lista filadelfijska) oraz bardzo akademickie w treści. Podobnie jak LnŚ, Teksty Drugie specjalizują się w numerach monograficznych, które skupiają się na danym zagadnieniu związanym z wiedzy o literaturze, języku i kulturze, ależ filozofią, estetyką czy antropologią. W związku z tym publikują w nim między innymi naukowcy, pisarze, poloniści, komparatyści, filozofowie czy historycy – od studenta po profesora. Redaktorem naczelnym jest Ryszard Nycz. Teksty zamieszczone w tym numerze podzielone są na kategorie: Szkice, Roztrząsania i rozbiory, Interpretacje, Przechadzki, Prezentacje, OtwarciaDociekania. Znalazłem informację, że pierwsze cztery z nich to działy stałe, a pozostałe zmieniają się według potrzeb. Ważnym elementem jest też wstęp, który jest w zasadzie krótkim artykułem wprowadzającym w tematykę numeru.

Najważniejszym wnioskiem i wrażeniem z lektury tego numeru jest to, że Teksty Drugie to czasopismo bardzo wymagające względem czytelnika. Wymaga dużej dozy skupienia oraz pewnego zastanego zasobu wiedzy humanistycznej. Bez skupienia czytelnik albo będzie miał problemy z wyłapaniem sensów, a bez merytorycznych podstaw może odbić się od artykułów. Niby można sobie sprawdzać terminy i zagadnienia, ale Teksty Drugie to zdecydowanie nie wydawnictwo dla początkujących. Wydaje mi zresztą, że teksty te będą też stanowiły wyzwanie dla osób nieobytych z pisarstwem akademickim. Może niepotrzebnie oceniam własną miarą, ale niecnie posłużę się przykładem:

Co istotne, poszczególne obrazy wskazują kompozycyjny metapoziom – konstrukcję całości. Można odnieść wrażenie, jakby eseje Czai scalał właśnie ruch po „zaklętym kole” odwiecznej energii, ujawniający kolejne obszary Tajemnicy; zawsze jednak jest on zaczepiony w zmysłowym konkrecie, jakimś fragmencie widzialnego, podług epistemicznego klucza: per visibilia ad invisibilia.

Posłużyłem się tu artykułem Joanny Sarbiewskej Śladami istnienia-w-pełni z jednego z wcześniejszych numerów i by nie zostać posądzonym o wyrywanie z kontekstu, wkleiłem cały akapit. Tu warto wspomnieć, że wszystkie artykuły starsze niż rok są udostępniane w sieci, więc chętne osoby mogą i zacytowany artykuł przeczytać tutaj. Moja wiedza z zakresu filozofii czy socjologii oscyluje w okolicach przeciętnych podstaw, więc niejednokrotnie musiałem ją uzupełniać albo też czytać niektóre zdania po kilka razy. Mam jednak wrażenie, że momentami nie było to wina ograniczenia mych kompetencji, a raczej zbyt wysokiego stężenia akademickości. Rozumiem, że Teksty Drugie to specjalistyczne czasopismo skierowane do wąskiej grupy odbiorców, ale w paru miejscach przydałoby się rozbić zdania złożone lub zrezygnować z wyszukanych synonimów pachnących kalką językową. Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń ani do strony redakcyjnej, ani też estetycznej.

Uwagi ogólne rozdysponowane, pora na garść szczegółów. Zgodnie z tytułem numer ten poświęcony był wstydowi, który jako część teorii afektów dopiero od niedawna włączany jest do interpretacji literackich. Można więc przeczytać o usamodzielnieniu się wstydu od winy, o różnicach między wstydem a innymi afektami, o wstydach zbiorowych i historycznych, o wstydzie za wieś, o wstydzie aborcyjnym. Dobrym wstępem i ciekawą diagnozą polityczną jest artykuł Przemysława Czaplińskiego, który dał tytuł całemu numerowi. W interesujący prześledzona jest w nim ewolucja wstydu po zmianie ustrojowej – od kapitalistycznego wstydu za brak sukcesu po dzisiejszą dumę narodową bez wstydu. Dobrą podstawę stanowią zawarte w części Prezentacje teksty Silvana Tomkinsa, Sary Ahmed i Eve Kosofsky Sedgwick. Wstyd przed innymi Ahmed zahacza o tematy podobne do Wojny wstydów – wychodząc od australijskich prób wyrażenie wstydu przed Aborygenami, omawia różnice między wstydem a przeprosinami, przedstawia ryzyko wstydu narodowego i opisuje jak żal zastępuje wstyd, zbywając odpowiedzialność za historyczne niesprawiedliwości. Jeśli chodzi o artykuły niezwiązane z głównym tematem, to dla mnie najciekawsza była analiza reportaży Swiatłany Aleksijewicz zawarta w Dotkliwych historiach Justyny Tabaszewskiej. Reportaże Białorusinki analizowane są jako teksty afektywne, a autorka skupia się na przekazywaniu pamięci oraz zmianach w postrzeganiu i doświadczaniu przeszłości.

Swoje zmagania z Tekstami Drugimi oceniam bardzo pozytywnie, ale jednocześnie czasopismo te mogę polecić jedynie innym osobom z tendencjami do humanistycznego teoretyzowania. Lektura ta na pewno dostarczy wiedzy, przemyśleń i źródeł przydatnych w książkowym pisaniu blogowym. Jestem przekonany, że będę sięgał po numery, których temat przewodni mnie zainteresuje. Na koniec dodam, że znalazłem solidnego kandydata na kolejny etap poszukiwań, gdyż poznański Czas Kultury ma numer poświęcony teoriom spiskowym.

Nie ma ucieczki od wstydu, jak tylko w inny wstyd. [Jacek Dukaj, Lód]

Poprzedni

Maksymalna komunikacja, czyli o języku pragmatycznie

Następny

Hałasy z Karakorum, czyli o językowych przedziwnościach

Komentarzy: 14

  1. A będziesz kiedyś pisać o „Przekładańcu”? 🙂

    • pozeracz

      Obawiam się, że szanse na to są marne – nie dam rady przeczytać na komputerze całego periodyku o wysokich wymaganiach pod kątem skupienia. Jedyną szansą jest dorobienie się czytnika.

      • Mam jeden numer fizycznie, O przekładzie audiowizualnym, nr 20. Pod koniec kwietnia będę w Poznaniu na Pyrkonie, mogę pożyczyć ;> Jest w nim szczególnie dobry artykuł o lektorze w polskim Star Treku: http://www.ejournals.eu/Przekladaniec/2008/Numer-20/art/3047/

        Wspominam wcale nie dlatego, że sprawdzając Twój staż na Goodreads przyuważyłam, że czytasz nową Atwood i zastanawiałam się, czy masz fizyczny egzemplarz.

        *wink wink nudge nudge*

        • Co ja z tym fizycznym, jak to powiedzieć jak człowiek?

          • pozeracz

            Chyba wystarczy „papierowy”, ale „fizyczny” mi nie zgrzyta.

            Atwood mam – na Goodreads zawsze dodaję rzeczywiście czytane wydanie. Jak nie ma, to dodaję. I chętnie pożyczę na Pyrkonie.

            A co do „Przekładańca” – to są wersje papierowe? Na stronie nie znalazłem o tym informacji, a w sumie chętnie kupiłbym sobie egzemplarz ku spróbowaniu.

          • Jak cudownie! Dziękuję! Nawet nie wiesz, jak już cieszę! Oddam potem pocztą:)

            Są „Przekładańce” papierowe, ale gdzie dokładnie kupić, to już nie doradzę.

          • pozeracz

            Muszę chyba jeszcze raz nawiedzić ich stronę, może coś przegapiłem.

            Pozostaje jeszcze jedno pytanie – czy Ty czytałaś „The Handmaid’s Tale”? To tyż mam.

  2. Nie dziwię się, że Teksty Drugie są poważane akademicko (to ważne odróżnienie od poważania w ogólności). Usłyszałem o nich parę lat temu przy okazji odkrywczej, postkolonialnej próbie interpretacji tekstu „Murzynka Bambo”. Zdaje się, że Autorzy i P.T. Redakcja Tekstów Drugich sądzą, że „naukawy” tekst ma rzeczywiście coś mądrego do przekazania. Konia z rzędem temu, kto wie o co chodzi w tytule „Noli me Tangere… O potrzebie dotykania sensu. Krytyka somatyczna wobec kerygmatycznej interpretacji tekstu”. Obyśmy tylko zdrowi byli…

    • pozeracz

      Jeśli chodzi o nieszczęsną analizę „Murzynka Bambo” to stoję zdecydowanie po Twojej stronie. Przeczytałem Twój wpis wraz z komentarzem autora artykułu i nawet jeśli miało to być jakieś ćwiczenie intelektualne, to i tak się nie broni. Wyszedł z tego co najwyżej żart zrozumiały i czytelny dla trzech panów (nie licząc psa). Środowisko naukowe kompromituje się co jakiś czas takimi wpadkami – patrz prowokacja wymierzona w Charaktery czy też harce Alana Sokala. Ja jestem w zasadzie wyrozumiały względem języka akademickiego, ale już na widok słów w stylu „intelligibilny” (i to pisane z błędem!) dostaję białej gorączki. W tym numerze też było kilka takich przypadków.

      Pozostają pytania dwa. Czy dyskredytuje to całość czasopisma? Według mnie nie i można z niego wyciągnąć coś dla siebie, o ile się zechce. Jaka jest przydatność takich tekstów? Argumentować można, że to sztuka dla sztuki czytana przez mało kogo, ale i o większość blogowej twórczości tak też można napisać.

      • Rzecz w tym, że blogowa twórczość jest twórczością amatorską bez jakichkolwiek pretensji krytycznoliterackich (z wyjątkiem kilku blogów, które można policzyć na palcach jednej ręki – znam jeden blog). Tymczasem to co ukazuje się w Tekstach Drugich pretenduje do miana tekstów naukowych, a ich autorzy wykazują się klinicznym brakiem umiejętności pisania „prostym językiem o trudnych sprawach”, chociaż wydawałoby się, że gdzie jak gdzie ale w dziedzinie związanej z literaturą umiejętność komunikowania stanowi abecadło, bez którego ani rusz.

        • pozeracz

          Ja z kolei mam wrażenie, że jakakolwiek praca naukowa ponad stopniem magistra wiąże się ze sporym ryzykiem popadnięcia w specjalizacyjną skrajność. Zamknięcie się w jednej dziedzinie, a często w ograniczonym jej wycinku, obracanie się w kręgach osób zajmujących się tą dziedziną bardzo często prowadzi do pewnego skrzywienia. Wspomniana przez Ciebie umiejętność to, według mnie, raczej rzadkość niż reguła. Niestety. Zgadzam się jednak z tym, że humanistycznie nastawieni akademicy powinni być bardziej na to wyczuleni.

  3. Po „Literaturę na Świecie” zdarza mi się sięgać z uwagi na moje zainteresowania literaturą japońską – można tam znaleźć fragmenty tłumaczeń wybranych dzieł oraz bardzo interesujące eseje poświęcone twórczości danego artysty. Wydaje mi się, że „Tekstach drugich” także zdołałbym odnaleźć coś interesującego (ciekawie prezentuje się choćby analiza reportaży Aleksijewicz). A co do akademickiego do granic akademickości stylu, w jakim utrzymane są niektóre artykuły, to odrobinę przypomina mi to francuską nową powieść, w której zaciemnienie przekazu było jednym z postulatów 🙂

    • pozeracz

      Hmmm… Ja bym właśnie chciał, by w LnŚ było więcej tych esejów. Wtedy to byłoby czasopismo w sam raz dla mnie. „Tekstom Drugim” warto dać szanse, gdy napotka się numer poświęcony interesującemu nas tematowi. Warto też pamiętać, że po roku wszystkie artykuły są udostępniane w różnych akademickich repozytoriach i można sobie je czytać do woli.

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén