Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Zabiegani zwichrowani, czyli „Biegacz” Bartłomieja Grubicha

Gdybym chciał żartobliwie generalizować to napisałbym, że ludzie dzielą się na dwie grupy – tych, których wychodzenie poza strefę komfortu ekscytuje, i tych, których ono mierzi, a ja jestem gdzieś po środku. Lubię próbować nowych rzeczy, ale niekoniecznie oznacza to, że są one poza jakimikolwiek strefami. Podobnie jest z literaturą. Jednak czas jakiś temu literatura sensacyjna wypadła z mych łask – gdzieś mi nie po drodze akurat z tą formą książkowej rozrywki. Poprzednia próba to potwierdziła, a Biegacz… też to zrobił, lecz w sposób inny.

biegacz

W Poznaniu ktoś dokonuje kilku brutalnych morderstw. Ofiarami są młode kobiety o podobnym typie urody, a na miejscu zbrodni zostawiany jest czerwony kawałek materiału. Jednak o samym mordercy nic wiadomo – śledczy zdani są na domysły i łut szczęścia. Jeden z nich, główny bohater powieści, ma jednak chwilowo coś innego na głowie – bierze udział w poznańskim maratonie. Czas biegowego wyczerpania to moment na swoisty rachunek sumienia, mentalny powrót do rodzinnego domu, do błędów, wybryków i mroków. Jednak okazuje się, że tę swoistą medytację uprawia nie tylko śledczy…

Na początek mam dla Was ważną notę wstępną: według mnie tej powieści nie powinno się czytać jako kryminału, a część moich zastrzeżeń może wynikać właśnie z tego, że z takimi oczekiwaniami rozpocząłem lekturę. Biegacz jest bowiem powieścią obyczajową, w której wątek kryminalny jest w centrum opowieści, ale nie odgrywa roli kluczowej. Jest on bardziej klamrą, która spina historie życia dwóch głównych bohaterów. Jednak i bez tego może być źródłem czytelniczego rozczarowania – początek powieści bowiem rozgrywa ten wątek w sposób, który sugeruje jego większą rolę. Otwierające sceny dochodzeniowe okazują się być jednymi z nielicznych, a w dodatku wątek ten nie zostaje zamknięty. Co gorsza: nie tylko nie wiemy, czy morderca został ujęty, ale i życie pewnej postaci zawisa na domysłowym włosku . Innymi słowy: kryminałem w formie czystej Biegacz byłbym przeciętnym.

biegacz

Jednak sytuację ratują te wątki obyczajowe. Biegacz dużo ciekawiej wypada bowiem jako spojrzenie w mroki ludzkiej duszy. Ta ostatnia fraza brzmi może nieco patetycznie i sztampowo, ale mimo tego dobrze oddaje sedno. Reminiscencje bohaterów biorących udział w maratonie, ich wyznania i przemyślenia związane na przykład z mijanymi zakątkami Poznania pokazują czytelnikom, że niewiele oddziela ściganego od ścigającego. Zresztą jest odbija się to i metaforycznie w trakcie samego biegu. Podobne w swojej zwyczajności oraz patologiach domy rodzinne i lata młodzieńcze pokazują, że do stania się tym „złym” nie trzeba wcale wiele – wystarczy drobna skaza charakteru, jedno zdarzenie, przypadek.

Jednak takie właśnie ukazanie głównych bohaterów ma pewną ważną konsekwencję, którą doskonale ilustruje sms przesłany do protagonisty przez jego przyjaciela. Treść tej wiadomości to: „Jesteś chujem”. Czytelnik szybko przekonuje się, że ta krótka inwektywa prawdziwą jest i to w stosunku do obu bohaterów. W przypadku ściganego jest dużo bardziej widoczne, jego skrzywienia są mocniej eksponowane, ale i ten ścigający ma na sumieniu całkiem sporo. Owszem, jest on nieco bardziej „swój”, ma więcej ludzkich odruchów, ale w gruncie rzeczy to dość antypatyczny typ. Może to nieco utrudnić wsiąknięcie w powieść, ale i jednocześnie dodaje jej głębi. Bezsprzecznie pozytywnie wypada konstrukcja i metaforyka oparte o bieg i maraton.

biegacz

Posłużę się stwierdzeniem sztampowym: Biegacz to debiut obiecujący. Głównym problemem jest początek powieści, który może sprowadzić czytelnika na kryminalne tory wiodące z czasem donikąd. Wydawać by się mogło, że odstąpienie od wątku dochodzenia powieści by nie zaszkodziło. Jednak nawet z tym mankamentem debiut Grubicha to ciekawa powieść o tym, jak cienka linia może dzielić tego dobrego od tego złego oraz jak łatwo można tym drugim się stać.


Biegacz dobiegł i tu:

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu

biegacz

Ojciec miał wiele wad. Tak jak matka była dobrym człowiekiem. I tak jak matka był nijakim człowiekiem.

Poprzedni

Nierówne rozdanie, czyli „Dzikie karty” pod redakcją George’a R.R. Martina

Komentarzy: 3

  1. Zgadzam się, obiecujący debiut. Trochę się tylko obawiam, że sklasyfikowanie go jako thriller/kryminał wyrządzi mi szkodę, bo czytelnicy będą oczekiwać rozbudowanego wątku kryminalnego, a go nie dostaną.

  2. „Biegacz” to naprawdę niezły debiut, po który warto sięgnąć. Książka faktycznie balansuje gdzieś pomiędzy powieścią obyczajową, a kryminałem, ale nie da się ukryć, że refleksje bohaterów oraz ich obrazy w pewien sposób wpływają na czytelnika.

  3. W sumie nie mam nic przeciwko sytuacjom, kiedy czytelnik robiony jest w trąbę i książka, którą początkowo bezwiednie przypisuje się do określonego gatunku okazuje się czymś zupełnie innym, ale przyznaję, że opowieść o niekoniecznie dobrym gliniarzu i złym przestępcy nie kusi mnie na tyle mocno, by się za nią rozglądać. Może jeśli kiedyś przypadkiem wpadnie mi w ręce.

    I z ciekawości zapytam: sam zgłosiłeś się po egzemplarz tej powieści czy otrzymałeś ofertę jej zrecenzowania 😉 ?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén