Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Szeroki margines, czyli „Kwiaty w pudełku” Karoliny Bednarz

O ile nie da się zaprzeczyć makdonaldyzacji popkultury i ogólnej siły oddziaływania amerykańskich tworów masowych, to Japonia przyciąga swą innością. Dlatego też utrwala się tak wiele stereotypów i chyba każdy może przywołać jakieś nietypowe skojarzenie z Krajem Kwitnącej Wiśni. Kwiaty w pudełku Karoliny Bednarz może stanowić nie tylko bogate źródło informacji o mniej oczywistych aspektach życia w Nipponie, ale też gorzką pigułkę dla tych nim zafascynowanych.

kwiaty w pudełku okładka

Trudno by było wskazać osobę, która lepiej nadawałaby się do napisania tej książki. Absolwentka japonistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, która nie tylko spędziła w Japonii czasu niemało, ale też pisywała o niej na swoim blogu (tymczasowo, niestety, hibernującym) oraz dla różnych publikacji. Część z nich znalazła się w tym zbiorze, lecz większość z dwudziestu dwóch tekstów powstałych na bazie obserwacji autorki oraz licznych rozmów, głównie z kobietami, nie było nigdzie publikowanych. Rozstrzał tematyczny jest całkiem szeroki, ale orbitują one wokół różnych aspektów życia codziennego, zwyczajnej egzystencji… oraz samotności.

Ze względu na niską samoocenę reportażowego aparatu krytycznego pozwolę sobie tym razem zrezygnować ze zwyczajowej bezosobowości. Na początek stwierdzę więc, że Kwiaty w pudełku robią wrażenie za sprawą rozległej wiedzy autorki oraz ogromu włożonej pracy źródłowej. Zdaję sobie sprawę, że wskazywanie na bibliografię oraz przypisy to dość trywialny sposób na chwalenie dzieła, ale w tym przypadku jest to uprawnione. Czytelnik otrzymuje bowiem nie tylko dowód na to, że tematy poruszone w książce potraktowane są kompleksowo (argumenty wsparte są historycznie, socjologicznie czy też politycznie) i z odpowiednim zapleczem historycznym, ale też ma szansę poszerzyć swoją wiedzę. Adnotacje bogate są bowiem w odsyłacze do artykułów, opracowań i badań powiązanych z omawianymi zagadnieniami.

Autor: https://unsplash.com/@jezael

Kolejną wartością dodaną jest powiązanie wspomnianego wyżej ogromu pracy i wiedzy z przyziemną, jednostkową perspektywą. Autorka bowiem nie tylko spędziła mnóstwo czasu z materiałami źródłowymi, ale też odbyła mnóstwo rozmów ze „zwykłymi” ludźmi. Biorąc pod uwagę, jak trudnymi i zróżnicowanymi tematami zajęła się Karolina Bednarz oraz specyfikę japońskiego społeczeństwa, trudno nie wyrazić podziwu dla tego, ile osób udało się jej namówić na zwierzenia. Potrzeba nie lada wyczucia i innych umiejętności interpersonalnych, żeby usłyszeć o molestowaniu seksualnym, bezdomności czy innych społecznych stygmatach. I to właśnie te perspektywy przydają emocjonalnej wagi i stanowią dobitne podkreślenie problemów doświadczanych przez wykluczonych.

To dzięki bardzo solidnym podstawom merytorycznym oraz ludzkiej perspektywie Kwiaty w pudełku robią tak piorunujące wrażenie. Traktowanie kobiet w firmach, ignorowanie przemocy domowej, marginalizowanie i wyszydzanie mniejszości seksualnych czy też instytucjonalne ignorowanie bezdomnych — wszystkie te społeczne zjawiska (oraz pozostałe w książce opisane) mają kilka punktów wspólnych. Po pierwsze, osoby padające ich ofiarą skazywane są na samotność, zwłaszcza gdy się buntują, próbują coś zmienić. Karą za przełamywanie norm jest nie tyle prześladowanie, co obojętność. To właśnie ciche (albo i głośne) przyzwolenie reszty społeczeństwa, przymykanie oczu i chęć utrzymania status quo prowadzą do tych wypaczeń. Najbardziej uderzyła mnie jednak akceptacja po stronie pokrzywdzonych. Niektóre przekonania, uprzedzenia są tak mocno zakorzenione w japońskiej kulturze, że ich ofiary w sobie szukają winy.

Karolina Bednarz kwiaty w pudełku

© Filip Skrońc

Pewna łacińska sekwencja mówi o sile przyzwyczajenia, natomiast Kwiaty w pudełku stanowią dowód na to, jak destrukcyjne potrafią być głęboko zakorzenione przekonania w połączeniu z ludzką obojętnością. Solidne podstawy merytoryczne oraz oddanie głosu pokrzywdzonym czynią z książki Karoliny Bednarz bardzo wartościową pozycję, nie tylko dla Japonią zainteresowanych. Na koniec jednak aż by się chciało poczytać coś dla przeciwwagi, pozytywne historie, coś o przemianach nadzieję dających.


Kwiaty w pudełku stanęły i tu:

Przez lata obserwowała rodziców, którzy komunikowali się ze sobą głównie za pomocą krzyków. Od dziecka była przekonana, że tak wygląda miłość. Że mężczyzna może powiedzieć żonie, że ta jest do niczego, że nic nie potrafi, że bez niego byłaby nikim. Że może ją uderzyć, gdy w jego mniemaniu źle się zachowa.

Poprzedni

Nienawidząc Zagłady, czyli „Dziennik upadku” Michela Lauba

Następny

Na sinusoidzie, czyli „Każde martwe marzenie” Roberta M Wegnera

2 Comments

  1. Jeśli chodzi o przypisy to dla mnie warunek konieczny dobrej literatury popularnonaukowej, pracy dokumentalnej czy reportażu, bo solidny i rzetelny wykaz źródeł, z których się coś cytuje bądź przybliża to przejaw poważnego traktowania czytelnika i szacunku wobec niego 🙂

    A za książką będę musiał się rozejrzeć – ciekawe czy po jej lekturze będę inaczej odczytywał literaturę japońską.

    • pozeracz

      Łączę się w zdrowym fetyszyzmie przypisowym…

      A co do odczytywania… Wydaje mi się, że takie lektury pozwalają dostrzec luki w innych dziełach. Czasem ważniejsze dla interpretacji bywa to, co pominięte, a nie to co powiedziane wprost.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén