Hanya Yanagihara przeszła przez polski świat książkowy niczym burza. Jej Małe życie zbierało wielce pochwalne recenzje w prasie, na blogach i było bardzo intensywnie promowane, zwłaszcza w pewnej znanej sieci. Z czasem pojawiły się także głosy sceptyczne, ale natężenie tej marketingowej burzy sprawiło, że postanowiłem przez jakiś czas trzymać się od tej powieści z daleka. Ta abstynencja trwała by pewnie jeszcze dość długo, gdyby nie rzut okiem na listę nowości w mej lokalnej bibliotece. Zdziwiłem się nieco, że Ludzie na drzewach są nie tylko obecni, ale i dostępni w mojej filii, a me osłupienie szybko przekształciło się w wypożyczenie. Na koniec zaś pozostawiło po sobie głównie rozczarowanie.
Wydawnictwo Powergraph mogę pochwalić nie tylko za regularne wydawanie wartościowej fantastyki, ale też za dbanie o autorów… chętnych na rozmowy ze mną. Interlokować ze mną zgodzili się między innymi Anna Kańtoch, Jakub Nowak czy Michał Cetnarowski. Co prawda za jakiś czas pula życzliwych pisarzy i pisarek może się wyczerpać, o ile nie zacznę drugiej rundy wywiadów. Jednak póki co korzystam i przedstawiam kolejnego gościa: tym razem konwersacją uraczył mnie Radosław Rak, który już w trakcie trwania rozmowy został laureatem Złotego Wyróżnienia Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego za Puste niebo.

W zeszłym tygodniu pisałem o Czarodziejskiej górze Tomasza Manna jako o książce, która od dawna za mną „chodziła” i za którą nie mogłem się jakoś zabrać mimo postanowień. Wielkie solo Antona L. Herberta Rosendorfera należy do nieco podobnej kategorii – już od dłuższego czasu z pewną regularnością albo ktoś mi ją poleca, albo też pojawia się w ciekawych dyskusjach. Jednak zawsze jakoś w końcu uciekała z mych czytelniczych planów. Pamiętając o polecankach, postanowiłem jednak zrobić prewencyjny skok w bok i skorzystać z okazji zaoferowanej przez PIW, który wydał właśnie powieściowy debiut Austriaka, czyli Budowniczego ruin.
Oto najlepszy dowód na to, że warto organizować konkursy na blogu. Jednym z nagrodzonych z okazji drugich urodzin bloga był Michał LelandLester, czyli prowadzący bloga Dobra komplementarne. Nagroda zaś wspaniała była iście, lecz niosła ze sobą wielką moc i odpowiedzialność – była to bowiem możliwość wyboru tematu, któremu wpis poświęci Pożeracz. Losowo generowane liczy okazały się łaskawe, gdyż wybrały blogera i książkowego konesera, a mocą nadaną konkursowo powstaje blogowy dwugłos o zbiorze opowiadań Raya Bradbury’ego zatytułowanym K jak Kosmos.
Światem książkowym rządzą autorzy. Prawda to niezaprzeczalna i w sumie nie ma w tym nic dziwnego. Ale przecież w procesie wydawniczym bierze udział całe mnóstwo osób, które jednak w większości pozostają nieznane. Są, jak to zwykle bywa, wyjątki: znani tłumacze, rysownicy, autorzy okładek, a nawet i szefowie wydawnictw. Są jednak dwie grupy, o których przedstawicielach nie słyszy się niemal wcale: redaktorzy i korektorzy. Jeśli chodzi o tę pierwszą grupę, to w USA nieco powodzenia mają tuzowie pokroju Gardnera Dozois, ale ten znany jest raczej jako redaktor znanych antologii podpisywany na okładce. Któż jednak słyszał o Harriet McDougal?



