Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Mnogość tropów między okrutnymi gwiazdami, czyli „Maszyna” Wiktora Żwikiewicza

Niezbadane bywają koleje czytelniczego losu: jeszcze na początku tego roku miałem jedynie mgliste pojęcie, że w ogóle istnieje ktoś taki jak Wiktor Żwikiewicz. Kilka komentarzy, jeden konwent i nieco minionego czasu, a tu rzeczony bydgoszczanin jest najczęstszym recenzowanym na mym blogu. Znajomość tę literacką mogę nawet uznać za jedną z najważniejszych konsekwencji prowadzenia pożeraczowego przybytku, gdyż bez niego na Pyrkonie ma ręka w stronę Imago by nie powędrowała. Teraz zaś przyszła kolej na pierwsze spotkanie z opowiadaniami Żwikiewicza, czyli zbiorem Maszyna.

Maszyna

Zracjonalizowane baśnie o wróblach, czyli „Kosmodrom” Konrada Fiałkowskiego

Jeszcze jakiś czas temu, bardziej z konieczności niż wyboru, byłem czytelnikiem często zdającym się na przypadek. Z racji ograniczonych zasobów finansowych korzystałem intensywnie z bibliotek, lumpeksów bogatych w mainstreamowe książki anglojęzyczne oraz księgozbiorów znajomych. Nie oznacza to, że brałem książki zupełnie na ślepo, ale zdarzało mi się wybrać ciekawie zapowiadający się tytuł z półki np. japońskiej, nie znając autora. Teraz nikt mi nie broni korzystania z biblioteki, ale katalog dostępny online ograniczył losowość. Na całe szczęście jest antykwariat! Po prześwietnym Tytusie Groanie przyszła pora na Kosmodrom Konrada Fiałkowskiego.

kosmodrom okładka

Spiski postfantastów, czyli wywiad z Krzysztofem Piskorskim (część 2)

Minął miesiąc od publikacji pierwszej części wywiadu z Krzysztofem Piskorskim. Byłem przekonany, że rozmowę uda mi się dokończyć nieco wcześniej, ale nie doceniłem tego, ile dodatkowych zajęć ma pisarz. To chyba taki błąd w postrzeganiu pisarzy – często wydaje się nam, że całe swe życie spędzają na pisaniu, więc i powinni znaleźć nieco czasu. A są przecież konwenty, spotkania autorskie i wiele innych. Wstrzymuję jednak swe dygresje – dużo lepiej poczytać, co ma do powiedzenia autor.

krz0

Zmierzch i maski, czyli „Zagroda zębów” Wita Szostaka

W moich rozmowach publikowanych na tym blogu, w tutejszych wpisach oraz w licznych dyskusjach blogowych regularnie wraca temat kondycji rodzimego rynku książkowego. Konstatacje rzadko są optymistyczne, a i nikt nie zaprzecza, że ambitne wydawnictwa nie mają łatwo. Biorąc pod uwagę te czynniki, jeszcze bardziej cieszę się, że Wit Szostak za sprawą Powergraphu mógł na spokojnie tworzyć i powstać mogła Zagroda zębów. Jest to bowiem niełatwy w odbiorze literacki eksperyment, który tak mnie zbałamucił, że aż dwa artykuły akademickie przeczytałem nim zainspirowany.

Zagroda zębów

Wypowiadając Odysa, czyli wywiad z Witem Szostakiem (część 1)

Wit Szostak to miłośnik Tolkiena, który jednak od fantastyki stroni, a do tego doktor filozofii grający na skrzypcach, gęślach i dudach. Jest to też zdobywca Nagrody im. Janusza A. Zajdla i Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego oraz nominat do  Nagrody Literackiej Nike i Paszportu Polityki. Przeczytawszy przedpremierowo Zagrodę zębów nie mogłem sobie odmówić próby porozmawiania. Próba udaną się okazała, a jej przeciekawe (zgodnie z mą jakże skromną opinią) rezultaty widzicie poniżej.

szostak0

Strona 127 z 158

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén