Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Bezduszna matnia, czyli „Tragedia na przełęczy Diatłowa” Alice Lugen

Mało kto się pewnie spodziewał, że tragiczna śmierć dziewiątki młodych Rosjan nie tylko przetrwa w pamięci bliskich, ale i stanie się jedną z tajemnic, które interesują miłośników nierozwikłanych przypadków z całego świata. Za sprawą wytrwałości rodzin i badaczy oraz specyficznej siły Internetu o tej sprawie usłyszałem swego czasu nawet ja. Alice Lugen postanowiła podejść do tej sprawy metodycznie i zdroworoządkowo, rezultatem czego jest książka Tragedia na przełęczy Diatłowa.tragedia diatłowa

23 stycznia 1959 roku ze Swierdłowska wyruszyła wyprawa złożona z byłych lub ówczesnych studentów tamtejszego Uralskiego Instytutu Politechnicznego. Celem turystycznym było zdobycie szczytu Otorten, a propagandowym uczczenie XXI zjazdu KPZR. 27 stycznia grupa opuściła tak zwany 41. Odcinek, czyli osadę zamieszkałą przez górników i geologów. Zgodnie z planem 12 lutego ekipa miała powrócić do miejscowości Wiżaj, skąd miała się zameldować telegraficznie. Ze względu na opieszałość, biurokratyczną omyłkę i bałagan dopiero 21 lutego zaczęto zbierać ochotników do poszukiwań. Pięć dni później znaleziono opuszczony w przedziwnych okolicznościach namiot, a dzień później zwłoki pierwszych ofiar.

Na samym początku warto zdradzić pewien fakt, który dla osób (z braku lepszego określenia) sensacyjnie nastawionych  stanowić może rozczarowanie, ale tych bardziej opanowanych będzie wręcz przeciwnie. Otóż, Tragedia na przełęczy Diatłowa nie zawiera żadnego sensacyjnego odkrycia, nie sili się na szafowanie ostatecznym rozstrzygnięciami. Alice Lugen postawiła na chronologiczne podejście faktograficzne – zaczyna więc od zaprezentowania radzieckiego szału na wyprawy turystyczne medalami państwowymi nagradzane, przedstawia uczestników, przechodzi przez znany przebieg wyprawy, a potem opisuje poszukiwania oraz wpływ tragedii na członków rodzin. W toku tego wszystkiego pojawiają się teorie, także te szybko zdyskredytowane, ale autorka nie skręca w stronę paranormalną. Wspomina o powodowanych przez sowiecką paranoję podejrzeniach o udział wywiadu USA (co nie ma sensu z tak wielu powodów, że aż…), ale żadnego UFO czy innego yeti tu nie napotkacie.

tragedia diatłowa

Droga z Wiżaju do 41. Odcinka, zdjęcie autorstwa Jurija Kriwoszczenki

Takie właśnie podejście sprawia, że Tragedia na przełęczy Diatłowa może stanowić rozczarowanie dla osób, które sprawę znają już bardzo dobrze. Może nie jest to aż tak liczna grupa, ale dla nich będzie to co najwyżej usystematyzowane przypomnienie faktów. Jednocześnie te same osoby mogą tę książkę polecić czytelnikom strojących do paranormalnych spekulacji, ale zwyczajnie ciekawskimi czy też zainteresowanymi mechanizmami działania sowieckiego aparatu (o tym za moment). Po siedmiu latach badania akt i rozmów z osobami na różne sposoby powiązanymi ze sprawą autorka nie straciła z oczu niewtajemniczonych. Jej reportaż prezentuje całą historię szczegółowo, ale od podstaw. Nie wpadła też w pułapkę przesady przypisowej i zakłada, że czytelnik posiada pewne podstawy wiedzy o ZSRR.

Najbardziej dojmujące elementy tej książki dotyczą właśnie mechanizmów działania państwa komunistycznego, jego zimnowojennej paranoi. Śmierć dziewięciu młodych osób to tragedia sama w sobie, ale zdroworozsądkowo i chłodna patrząc: Ural zimą to miejsce niebezpieczne, a i wypadki wojskowe czasem się zdarzają. Autorka jednak w dobitny sposób pokazuje nie tylko to, jak biurokratyczny bajzel i rozproszenie odpowiedzialności opóźniły akcję ratunkową i zaprzepaściły szansę na ocalenie, ale też konsekwencje upolitycznienia niemal każdego aspektu życia. Ural był rejonem wrażliwym wojskowo, jeden z uczestników pracował w Majaku (patrz: katastrofa kasztymska), więc bardzo szybko zaczęły się naciski z góry. Skutecznie zdławiono śledztwo, zdawkowo informowano tylko lepiej sytuowanych członków rodzin. I to właśnie zestawienie bezduszności aparatu z cierpieniem niedoinformowanych rodzin wychodzi tu na pierwszy emocjonalny plan.

diatłowa tragedia

1 lutego, zdjęcie autorstwa Jurija Kriwoszczenki

Niedawno pisałem o tym, jak filmowy jest Król darknetu, ale i Tragedia na przełęczy Diatłowa na ekran by się nadała. Dramaturgia samego wydarzenia w połączeniu z drobiazgowym ukazaniem urzędniczo-politycznego zamętu oraz solidną metodologią czynią tę narrację atrakcyjną. A mówiąc prosto i w skrócie: jest to bardzo dobre przedstawienie poruszającej historii.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję

diatłowa czarne logo

Jedyna dostępna wówczas mapa geologiczna Uralu została wydana w 1941 roku. Zastosowana w niej skala (1:1 000 000) czyniła ją jednak praktycznie bezużyteczną. Innych map nie udało się zdobyć. Były niejawne i chronione tajemnicą państwową.

Poprzedni

Połamane opowieści baśniowej treści, czyli „How to Fracture a Fairy Tale” Jane Yolen

Następny

Ojcowie, wiraże i defekt, czyli „Szkoła wyprzedzania” Joanny Krystyny Radosz

11 Comments

  1. Ja również dowiedziałem się o wspomnianym epizodzie za sprawą Internetu. Temat faktycznie bardzo ciekawy będący bardzo płodną glebą dla wszelakiej maści teorii spiskowych. Z chęcią przeczytałbym omawianą publikację z racji uporządkowania faktów oraz ukazania realiów panujących w ZSRR.

    • pozeracz

      To polecam. Ze względu na ten aspekt biurokratyczno-sytuacyjny książka może być ciekawa nie tylko dla wielbicieli klimatów niesamowitych. Mi przeszło nieco, ale mam nieco słabość – w końcu po coś kiedyś oglądałem namiętnie Muldera i Scully, a do kiosku pędziłem do Faktor X.

  2. A odnośnie filmu, to podjęto się już przeniesienia tematu do kin, ale sądząc po ocenach i opiniach z raczej mizernym skutkiem: Tragedia na przełęczy Diatłowa.

  3. awita

    Właściwie to chętnie przeczytałabym o tym, jakie teorie spiskowe oraz inne z gatunku mistycznych pojawiły się jako wyjaśnienie tego dramatu.To bardzo ciekawe zjawisko z dziedziny psychologii społecznej. Człowiek zawsze chce wiedzieć – dlaczego?
    Nie wiem, czy słyszeliście o innej książce (również wydanej niedawno) „Przełęcz Diatlowa” Anny Matwiejewej. Tam podobno aż roi się od nadprzyrodzonych interpretacji, a literacko jest kiepska…

    • pozeracz

      Może nie w przypadku czyjejś, dawnej tragedii, ale tak ogólnie to mam wrażenie, że człowiek nie tyle chce wiedzieć, co chce wiedzieć, że to wszystko przez kogoś innego, że to nie one jest odpowiedzialny.

      A na krytykę też książki też się natknąłem.

  4. Mam ochotę na tą książkę już od jakiegoś czasu i mam nadzieję, że znajdę na nią czas.

  5. Świetny materiał na film, zgadzam się w zupełności 🙂

    Warto wspomnieć, że autorka książki umożliwia czytelnikowi samodzielne przeprowadzenie śledztwa. Daje do ręki materiały, zdjęcia, opinie… a analizę i wnioski trzeba już wykonać samemu. Spędziłem nad tym kilka fascynujących wieczorów:
    https://diatlow.pl/rozpocznij-sledztwo/

    PS. Jeśli mogę sobie pozwolić na trochę spamu – zapraszam do siebie.
    Tajemnice, zagadki i groza? Proszę bardzo. Oto ranking 30 najlepszych opowiadań grozy 🙂
    http://www.milczenieliter.pl/2020/05/30-najlepszych-opowiadan-grozy.html

    Pozdrowienia! (również Kuba)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén