Feminizm. Feminizm. Feminizm. Jeszcze tu jesteście? Świetnie. W sieci jest to temat wyjątkowo grząski, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby blog miał mi nagle wybuchnąć. Przecież pisałem już na blogu o feminizmie w kontekście teorii literatury, nierówności wydawniczych, a ostatnio gościły tu dość feministyczne Córki Wawelu. Gdy do mych zapatrywań dołożyć bieżący klimat polityczny w Polsce, trudno oprzeć się pokusie sięgnięcia po wydany właśnie przez Karakter zbiór artykułów Rebecci Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat.
Kategoria: Książki Strona 81 z 98
Pisanie o kolejnych częściach serii w krótkich odstępach od siebie bywa problematyczne. Z jednej strony ułatwia porównania, ale z drugiej zdecydowanie utrudnia pisanie wstępów i przymusza to tworzenia takich autotematycznych elukubracji. O Problemie trzech ciał Liu Cixina pisałem niemal równe pół roku temu, ale Rebis sprężył się i prędko posłał w ręce czytelników tom drugi, Ciemny Las. Pierwszy tom trylogii Wspomnienie o przeszłości Ziemi miał swe wady, ale ogólne wrażenie było bardzo pozytywne. Jak będzie tym razem?
Większość czytelników musi sobie radzić z nieprzyjemnym uczuciem niedostatku. Niedostatki bywają różne, wewnętrzne i zewnętrzne. Brak czasu na czytanie, za mało czasu poświęcane na czytanie, brak kolejnego tomu ukochanej sagi po polsku lub w ogóle, brak danej książki nawet w antykwariatach, brak kontroli jakości w wydawnictwach. Trudno jest się pogodzić z tym, że wszystkich braków nigdy się nie spełni, ale też nie należy o nich do końca zapominać. Wydany niedawno Różaniec pozwala mi uzupełnić inny z ważnych braków: brak Rafała Kosika na liście powieści przeze mnie przeczytanych.

Muszę się przyznać do rzeczy wysoce wstydliwej: nie czytałem żadnej książki Anny Brzezińskiej. Słyszałem chyba sam pozytywne opinie, ale zabrakło okazji i determinacji, by sprawdzić je samodzielnie. Ucieszyłem się więc niezwykle na wieść o rychłym wydaniu Córek Wawelu i przeczytawszy zapowiedź zacząłem spodziewać się powieści historycznej co się zowie. Zapewne w najbliższym czasie przeczytanie wiele takich wyznać, ale i ja napisać muszę, że dałem się zwieść. Nie wiem, na ile to wina mych oczekiwań, a na ile nieco zbyt ogólnikowych tekstów promocyjnych, ale koniec końców zwiedzenie nie skończyło się zawodem. Wręcz przeciwnie.

Dość dawno temu wspomniałem o swej słabości do długich serii fantasy i napomknąłem nawet o Malazańskiej Księdze Poległych. Ten dziesięciotomowy cykl poraża ogromem, złożonością, bogactwem oraz… regularnością autora. Steven Erikson niemal rok w rok tworzył tysiącstronnicowe tomiszcza. Z czasem dowiedziałem się jednak, że świat ten był dziełem nie tylko Eriksona, ale też i jego kompana, Iana Camerona Esslemonta, a w powstał w ramach ich wspólnych sesji RPG. Złożyło się bowiem tak, że i ten drugi spróbował swych sił z pisarstwem i mu wyszło. Niestety, w Polsce ta podseria nie cieszy się uznaniem MAGa, gdyż tłumaczenia na razie zatrzymały się na Powrocie Karmazynowej Gwardii. Od czego jednak przyjaciele i ich książkowe współzainteresowania? Oto Stonewielder.


