Ciemna sala, obdrapane ściany pokryte resztkami łuszczącej się farby. Pod sufitem, który biel zapomniał lata temu, łysa żarówka nieśmiało walczy z zatęchłym mrokiem pokoju. W starciu pomaga światło wpadające przez nie dość liczne okiennice. Parę minut temu grupa niczym nie wyróżniających się osobników płci obojga rozstawiła kilkanaście krzeseł. Rozstawiła z rozmysłem – krzesła ustawili w niezbyt równą literę „u”. Jedno krzesło stoi osobno, jedno się wyróżnia; ku niemu skierowana jest reszta. Niepozorna grupa wraca do pomieszczenia – zaczynają zajmować miejsca. Puste pozostaje kilka miejsc i krzesło-samotnik.




