Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Okiem w fantastyczną przeszłość, czyli staroszkolne okładki fantasy

Przyznam zupełnie szczerze i bez ogródek – wpis niniejszy powstał po części dlatego, że nie mam zbyt wiele czasu na czytanie ni pisanie. O pierwszym możecie nie wiedzieć, ale drugie widać wyraźnie po aktywności na blogu. Ostatnio zajmuję się głównie wspomaganiem, organizowaniem i promowaniem zbiórki pieniędzy dla Julii, siostrzenicy żony. Jednak niedoczas to nie jedyny powód. Drugi jest bowiem taki, że po prostu lubię wyszukiwać oraz zachwycać się ich urokiem i zadziwiać cudacznością. Innymi słowy: dziś pora na staroszkolne okładki w sosie fantasy.

staroszkolne okładki

© Romas Kukaklis

Wpis o okładkach science-fiction z lat minionych pojawił się na blogu ponad roku temu, więc dziś pora na te z krain fantasy. Nie można przecież zaniedbywać jednego z rodzeństwa… A właśnie: może kiedyś zjawią się tu i najokropniejsze okładki grozy? Tu pole do popisu będzie wielkie. Jednak w tym wpisie skupiam się na okładkach fantasy, ale z czasów dawniejszych – mam bowiem jeszcze w planach wpis współcześnie okołookładkowy. A może i kolejny z tymi absolutnie okropnymi? Bo w trakcie tworzenia tego napotkałem takich całe stosy.

Na dziś jednak koniec gadania.

____

staroszkolne okładki

staroszkolne odkładki
staroszkolne odkładki
staroszkolne odkładki
staroszkolne odkładki
staroszkolne odkładki
staroszkolne odkładki
staroszkolne odkładki
staroszkolne odkładki
staroszkolne odkładki

____

Jak widzicie, nie wszystkie okładki są z czasów mocno minionych  – niektóre staroszkolne są raczej ze stylu, niż roku. Na koniec nie obejdzie się też bez pytań. Jakie wrażenia? Macie może pomysły na inne okładkowe wpisy? A może sami już takie tworzyliście?

Lecz w gruncie rzeczy nikt nie zna swojego wyglądu, wszyscy wyglądamy inaczej w każdej chwili i w każdych oczach, nawet własnych oczach [William Wharton, Spóźnieni kochankowie]

Poprzedni

Krótka historia o (nie tylko) miłości, czyli „Piękna młoda żona” Tommy’ego Wieringi

Następny

Mozaika aż nazbyt bogata, czyli „Czekaj, mrugaj” Gunnhild Øyehaug

Komentarzy: 5

  1. Kurcze, nie mogę teraz wyszukać, ale trafiłam kiedyś na wpis, chyba anglojęzyczny, o tym, że stare okładki fantastyki to obcowanie ze sztuką w przystępnych cenach – bo w USA kiedyś te okładki projektowali bardzo znani artyści plakatowi czy ilustratorzy 😉

    • Też gdzieś już o tym „obcowaniu ze sztuką w przystępnych cenach” czytałam.

      • pozeracz

        Ej, no! Wysilcie swoje Google-Fu 😉

        Ale teza według mnie słuszna. Nawet powyżej są i znani, np. Frazetta.

  2. Ha, tych potworków (jeśli chodzi o polski rynek to królowały pstrokate lata 90-te) jest taki ogrom, że spokojnie można sobie odpuścić wszelkie zestawienia, bo można się nabawić bólu oczu 😉

    • pozeracz

      Ech, te pstrokate lata 90-te bywały okropne. Zwłaszcza grafika 3D robiona w Paincie 😉 Nawet „Wiedźmin” miał wesołego potwora. Te amerykańskie były mimo wszystko lepsze – kiczowate, ze specyficzną-męsko-kuszącą stylistyką, ale oczy od nich nie bolały.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén