Sąsiedzko-handlowe grupy facebookowe przeważnie są źródłem trampolin, rowerów i innych mebli, ale osobniki czujne, uważne i fartem obdarzone mogą wyczaić na nich i okazje ciekawsze. Takim bowiem sposobem i za sprawą czyjejś przeprowadzki domostwo me weszło w posiadanie kilku kryminałów klasy solidnej. Była wśród nich Wiosna zaginionych Anny Kańtoch, która to pierwsza na tapet trafiła z tego zdobycznego zestawu.

Tag: kryminał Strona 1 z 2
Jak już człowiek wsiąknie, to koniec. Można mieć skomplikowane stosunki czytelnicze z kryminałem, można się wstrzymywać i seria dawkować, ale jak już człowiek wsiąknie, to koniec. Ledwo bowiem napisałem o pierwszej części serii Slough House, a druga już na półce czekała. Może i nie zabrałem się za nią natychmiastowo, ale i tak ponadprzeciętnie prędko. I dlatego też Martwe lwy goszczą teraz tu.

Z hypem relację mam trudną i niejako dwudzielną. Jeśli danego autora/kę znam i lubię, to niepotrzebny mi ten szum, by na daną książkę się nakręcić (ale zazwyczaj i tak się nie śpieszę). Jednak w przypadku tych nieznanych natłok promocyjno-pochwalny w znakomitej większości przypadków mnie odstrasza. Wystarczy jednak mnie posłać do Londynu, a już ma czujność zostaje uśpiona (choć niekoniecznie ta czysto recenzencka). Tak też trafiły w me ręce Kulawe konie i wcale tego nie żałuję.

Me dbanie o czytelniczą różnorodność sprawia, że bardzo rzadko w przeciągu roku czytam dwie książki tego samego autora/ki. Nawet słabością przeze mnie darzone tasiemce fantastyczne staram się dozować. Co więc sprawiło, że około pół roku po wątpliwości budzącej lekturze Przyjdzie Mordor i nas zje sięgnąłem po kolejną książkę Szczerka? Powody były trzy: różnica gatunkowa, okazja biblioteczna i zachwycona Matka Przełożona. Sprawdźmy więc, czy Cham z kulą w głowie wart był odstępstwa od reguły.

Najmocniej przepraszam obdarzone dobrą pamięcią osoby z uwagą czytające moje wstępy, gdyż mam zamiar się powtórzyć. Raymond Chandler jest bowiem jednym z autorów, którego przeczytać miałem zamiar już dawno temu. Jedną zaś z konsekwencji wdrażania mych (nie)postanowień jest właśnie sięganie po tych długo w poczekalni siedzących. Efektem ubocznym zaś pewna powtarzalność wstępów. Dość jednak na marginesie blubrania, oto Głęboki sen.
