Qbuś pożera książki

"Natura ludzka nigdzie nie jest tak słaba, jak w księgarni"

Rosnąc i rozmawiając, czyli książkowo-blogowe podsumowanie roku 2017

Oto i nadejszła wiekopomna chwila, czas świąteczny, czas kochany lub znienawidzenia, czas obżarstwa i kolędowania. Czas Last Christmas. Rodzinne ciepło i świąteczne horrory łączą się w jedną obwieszoną lampkami choinkowymi całość. Jednak na blogach książkowych (i zapewne nie tylko) jest to czas podsumowań, topów, listy i zestawień. Na mym blogu nie mam stosików ni zapowiedzi, ale akurat końcoworoczne wpisy refleksyjno-planujące goszczę na blogu z przyjemnością. Przeważnie oba wpisy pojawiały się w tym leniwym tygodniu pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, lecz tym razem kalendarzowa bonanza sprowokowały uderzenie wyprzedzające. Oto więc me podsumowanie.

podsumowanie 2017

W swym nieoptymalnym stylu poprzedni rok nazwałem rokiem Już Nie Tak Wielkiej Stabilizacji. Kontynuując tradycję patosu i wielkich liter rok 2017 nazwać mogę rokiem Kroków Na Ścieżce Ku Rozwojowi, a skrótowo rokiem Nadal. Nadal udaje mi się pisać dwa wpisy tygodniowo i jestem zadowolony z tego regularnego tempa. Nie przytrafiły mi się w zasadzie tygodnie bez pomysłów na wpis czy recenzji za rogiem. Nadal wyróżnikiem bloga pozostają wywiady i wpisy teoretyczno-krytyczne. Jeśli chodzi o wywiady, to aktywność mocno spadła w pierwszej połowie roku, co wynikały z mego podejścia wymagającego znajomości dzieła rozmówcy, ale w drugiej połowie sytuacja uległa poprawie. W sumie wywiadów na blogu pojawiło się dwanaście i rozłożyły się równo między blogujących i pisząc-wydających. Kolejne zaś w toku lub w planach. A skoro już mowa o rozmowach z blogerkami i blogerami, to promująca inicjatywa blogowa trwa od połowy roku i trzyma się mocno. Nie wiem, czy ma rzeczywisty wpływ na blogosferę (pewnie nie), ale mi odpowiada nawet w formie symbolicznej. Ciekaw jestem jednak wielce, jak oceniacie ją Wy.

Jeśli zaś chodzi o czytelnicze ogóły, to rok 2017 wypadł jak najbardziej pozytywnie. Zauważam zresztą, że od założenia bloga, a więc nastania epoki swobodnego doboru lektur, całokształt całoroczny kształtuje się podobnie. Jest pewna, zazwyczaj drobna, liczba rozczarowań oraz/lub przeciętniaków, szeroka grupa książek dobrych i kilka rewelacji. Rozczarowali mnie Ludzie na drzewach Hanyi Yanagihary, ale i tej książki nie mogę uznać za kiepską. Przeciętnie (acz spodziewanie) wypadł jakże szumnie zapowiadany Hel3 Grzędowicza, a bardziej mnie zirytowało niż zaintrygowało Bellevue Ivany Dobrakovovej. Ciekawie wypadła przygoda z czasopismami kulturalno-literackimi, która będzie kontynuowana w roku 2018, lecz rozdzieli się zapewne na nieregularne podsumowania grupowe i osobne wpisy dla pozycji nowych. Zacząłem też częściej korzystać z dobrodziejstw antykwariatów (tak okolicznych, jak i sieciowych) oraz kompletuję listę potencjalnych wypożyczeń z lokalnej biblioteki.

goodreads podsumwanie

Jeśli zaś chodzi o cyferki i słupki, które mogę poznać dzięki dobrodziejstwom rocznego podsumowania serwowanego przez Goodreads, to w tym roku przeczytałem mniej książek, lecz więcej stron. Choć potrzeba tu poczynić zastrzeżenie, że do zestawienia wliczone są komiksy (sztuk pięć) i czasopisma. Tak w zasadzie różnice nie są jednak wielce znaczące i od pewnego czasu utrzymuję się w podobnym przedziale czytelniczym. I dobrze mi z tym. Cykl dnia i nocy oraz życie rodzinne mam ustabilizowane, więc większych zmian nie należy się spodziewać. Choć jeśli pod regałem pojawi się fotel z lampką…

 ⥃ 

Medal Nowego Początku

Teatr węży

Agnieszka Hałas

dwie karty okładka pośród cieni okładka

Medal ten przełamuję na pół – jedną część daję Agnieszce Hałas za stworzenie świetnego cyklu, a drugą Rebisowi za wyciągnięcie go z odmętów zapomnienia i strasznych okładek. Dla tego wydawnictwa to nie pierwszyzna, gdyż podobnież poratowany został cykl Gamedec, który to po rozstaniu z SuperNową nie mógł sobie znaleźć stałego miejsca. Oby czytelnicze wybory pokazały Rebisowi, że warto kontynuować te cudne praktyki. Jeśli zaś chodzi o perypetie Brune Keare, to jest to zdecydowanie jeden z najlepszych cykli fantasy na polskim poletku fantastycznym. Rozrywkowa literatura na wysokim poziomie z ciekawym światem i tajemnicami do zgłębienia. W przypadku pierwszego tomu nieco marudziłem, ale przy drugim nie miałem już na co.

Odznaka Eschera-Möbiusa

Niepełnia

Anna Kańtoch

niepełnia okładka

Pisałem już o tym we wpisie, ale powtórzę się bezwstydnie: Niepełnia to dla mnie jedna z najlepszych powieści roku. Zachwyciła mnie pod kątem konstrukcji, postaci oraz stylu. Jest to opowieść, która wymaga zaangażowania i zachęca do wielokrotnych powrotów. Wiele wątków, wiele połączeń, wiele emocji, a wszystko to opisane sugestywnym językiem. Nadal jestem pod mocnym wrażeniem i podjąłem mocne postanowienie zapoznania się z pozostałymi powieściami autorki.

Udało mi się też przeprowadzić wywiad z autorką, o którym nieśmiało przypominam.

Wyróżnienie honorowe: Herbert Rosendorfer i jego Budowniczy ruin, czyli powieść pokręcona pozytywnie.

Posąg Cegły Roku

Na południe od Brazos

Larry McMurtry

brazos okładka

Piękna i smutna opowieść o odchodzącym świecie i wartości życia – życia po swojemu i życia samego w sobie. Ta wielowątkowa powieść pełna jest pełnokrwistych postaci i scen rozdzierających serce. McMurtry pokazuje dobitnie, że wielką literaturę można tworzyć niezależnie od gatunku, a trąba ten, kto do westernu odczuwa jakieś irracjonalne uprzedzenia do westernów. Jest to też kolejny dowód na wydawniczą odwagę i świetnie wykonaną robotę. Opasłe wydanie w twardej oprawie wzbogacone zdjęciami oraz posłowiem autorstwa Michała Stanka to przykład na to, jak powinno się przypominać o książkach pogrążonych w mrokach niedostępności i horrendalnych cen na serwisach aukcyjnych. I znów pozostaje tylko mieć nadzieję, że dla wydawnictwa Vesper będzie to przedsięwzięcie udane.

Zachęcam do odwiedzenia bloga prowadzonego przez Michała Stanka, gdyż tam o powieści przeczytacie więcej.

Wyróżnienie honorowe: Paul Auster i jego cudnie rozczworzone 4 3 2 1, która nadal mi w pamięci siedzi.

Dyplom Napoczętego Ptysia

James S.A. Corey Expanse

Robert M. Wegner Meekhan

meekhan polnoc okładka przebudzenie lewiatana okładka

I znów nagroda do podziału. Dolna część ptysia dla Roberta M. Wegnera i cyklu meekhańskiego, a druga dla Jamesa S. A. Coreya i Ekspansji. Na samym początku roku czytałem Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe, a nieco później Przebudzenie Lewiatana i mocno się sobie dziwię, że jeszcze nie sięgnąłem po tomy kolejne. Ot, kolejne postanowienie na rok nowy. Jeśli zaś chodzi o same książki, to Wegner nęcąco wprowadza w ciekawy, choć nie szalenie oryginalny, świat, ale przede wszystkim serwuje kilka poruszających historii. Są tu męstwo i honor, ale i rozdarcie i machinacje. Corey także stworzyli zaś solidną porcję rozrywki na wysokim poziomie. Akcent jest co prawda kładziony raczej na akcję i relacje między postaciami, a nie na złożoność wizji, ale nawet tak widoczny na marginesach świat intryguje. Zwłaszcza pod kątem potencjału części kolejnych.

Tu znów pojawia się wątek pochwały dla wydawnictwa, bo w tym roku MAG (yay!) przechwycił Ekspansję od Fabryki Słów (boo!), więc nadzieja nie gaśnie. A Powergraph to zasługuje na pochwały nieustające.

Wyróżnienie honorowe: Cień w środku lata Daniela Abrahama, czyli solidne fantasy porzucone przez MAGa (boo!) dawno już temu i bez widoków na ratunek.

Order Napompowanego Balonika

Hel3

Jarosław Grzędowicz

hel3 okładka

Nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jest to powieść bezwzględnie słaba, gdyż tak nie jest. Problem polega na tym, że są to w zasadzie trzy osobne opowieści, z którym porywa w zasadzie tylko ta ostatnia. Dużo tu przesady, prosto ekstrapalowanych fobii antywspółczesnych i ekspozycji, a niezbyt wiele spójności i emocji. Koniec końców wypada dość znośnie jako prosta powieść akcji, ale order należy się za rozbieżność pomiędzy natłokiem wysiłków marketingowych i buńczuczności haseł reklamowanych a efektem końcowym. Dało się napotkać całkiem sporo recenzji pozytywnych, ale i tak mam przemożne wrażenie, że za kilka lat pozostaną po niej tylko mgliste wspomnienia. Na całe szczęście, jak widać powyżej, w Polsce wydaje się całe mnóstwo dobrej fantastyki.

klepsydra unsplash


Rok temu zakończyłem wpis uwagą o tym, że strasznie mi się rozrósł, więc w tym roku zdziwiony być nie mogę jego objętością. Tak to już bywa, gdy książkowy gaduła zacznie opowiadać na temat dowolny. Mam jednak nadzieję, że ta mieszanka planów i podsumowań oraz kategorii i książek jest (mini)tradycją Pożeracza, którą sympatią darzycie. No i liczę też na Wasz wkład. Czy po tym roku zmieniło się Wasza postrzeganie bloga? Jakie macie własne kategorie? Jak się miewają Wasze książkowe zakątki?

A potem stało się teraz [Terry Pratchett, Kosiarz]

Poprzedni

Opowieść w/o marketingu (i grach), czyli „Wojny konsolowe” Blake’a J. Harrisa

Następny

Taktyczny postęp, czyli (nie)postanowienia na rok 2018

Komentarzy: 16

  1. M.S

    Cykl krytczny wyszedł Ci naprawde dobrze, jak również wywiady, na które liczę w roku następnym. To co najważniejsze, to chyba to, że po niektórych Twoich wpisach sięgałem po wymienione książki – “Na południe od Brazos” to naprawdę solidny kawał literatury i w sumie pierwszy western, który przeczytałem, co w jakiś sposób poszerzyło moje literackie choryzonty. To jest też lekcja godnego umierania. Z tej okazji polecam Ci gorąco “Czasami wielką chętkę” Kena Keseya, który prywatnie był przyjacielem McMurtryego i napisał fenomenalną rzecz o drwalach z Oregonu.

    W większości zgadzam się też z recenzją ostatnich Gwiezdnych Wojen, aczkolwiek na podsumowanie akurat w tym roku bym jeszcze poczekał (długi weekend!). Końcówka grudnia w moim wykonaniu będzie dość intensywna, Aldiss, Blackwood, Machen, Płaza, wszyscy oni czekają na ten świąteczny weekend!

    Z tej okazji podrzucam też własne podsumowanie na Goodreads: https://www.goodreads.com/user/year_in_books/2017/16204414

    • pozeracz

      Dzięki piękne! O Keseyu napotkałem informację, gdy czytałem o samym McMurtrym. Zresztą przy tym czytaniu zadziwiłem się właśnie, że jest on autorem „Czułych słówek” i współautorem scenariusza do „Brokeback Mountain”. Napotykanie przypadkiem takich informacji zawsze każe mi myśleć, że przeoczam wiele podobnych perełek.

      Cykl krytyczno-literacki będzie kontynuowany póki pomysłów i potencjalnie ciekawych tematów starczy. A podsumowanie teraz, bo przez święta czytam niewiele – tym razem podwójnie, bo niemal wszystkie dni będą domowo-roboczo-przygotowawcze. Zapewne dokończę „Legendę tysiąca byków” i zacznę coś następnego na przełom lat.

  2. …ale czemu napoczętego ptysia? 😀

    • pozeracz

      Bo ptyś to wyrób cukierniczy, któremu nie potrafię oprzeć. Napoczęcie ptysia oznacza absolutnie i bezwzględnie jego dokończenie.

  3. Tak się przyglądam okładce „Pośród cieni” Agnieszki Hałas i aż się boję pomyśleć, jak straszne brzydkie musiały być poprzednie wydania, skoro twierdzisz, że tu jest lepiej. Wiem, że to może dla wielu stanowić herezję, ale takie malunki (albo te na okładkach MAGowych wydań powieści Robin Hobb) sprawiają iż książki fantasy w księgarniach palą mnie w dłonie a sam gatunek kojarzy mi się jakoś depresyjnie.

    Odnośnie bloga to niezmiennie podziwiam zapał i optymizm. Jest w tym element młodzieńczego poczucia misji, ale to właśnie tutaj lubię. Rzadko hasam po inszych blogach, ale Twój odwiedzam najczęściej (bynajmniej nie dlatego, że jesteś chyba jedynym człowiekiem, który regularnie zagląda do mnie :)).

    • pozeracz

      „Pośród cieni” rzeczywiście wypada nieco gorzej od „Dwóch kart”, ale poprzednich rzeczywiście lepiej nie sprawdzać. Fantastyczna szkoła okładkowa to w ogóle temat na osobny wpis – mam w zakładkach kilka stron zbierających perełki z lat dawnych i obserwuję je z mieszanką fascynacji i przerażenia. Ale, ale… Na całe szczęście są też świetne przypadki – np. planowany Ellison od Prószyńskiego.

      Ja sam się sobie dziwię, że przez te nieco ponad dwa lata mi nie opadły chęci. Ale może to przez to, że nadal znajduję sporo ciekawych blogów, a i u mnie ruch się utrzymuje wraz z pozytywnymi reakcjami.

    • Piękne podsumowanie, piszesz o książkach, które też czytałam i bardzo lubię (Kańtoch, Hałas (ale akurat nie o magu), Wegner, no i oczywiście Brazos.
      Miodzio!

  4. 54 książki to b. optymalna liczba. Ja na ogół nie zakładam ilości przeczytanych książek, chociaż gdzieś w podświadomości ustawiam sobie minimalną poprzeczkę na granicy 52 sztuk (czyli 1 książka na tydzień). Dla mnie jest to idealne tempo, pozwalające przeczytać, przetrawić oraz opisać dane dzieło 🙂

    Ładne zestawienie. Jeśli chodzi o ten rok na Twoim blogu, to bardzo podobały mi się Twoje wywiady, szczególnie te z ludźmi z branży książkowej. Miło wspominam również posta o białych krukach, tym bardziej, że jedna z pozycji wymienionych przeze mnie w komentarzu („Złota pagoda” Mishimy) doczekała się wznowienia 😉

    • pozeracz

      U mnie ta liczba też wychodzi naturalnie. Czasem wychodzi nieco mniej, gdyż niektóre lektury są bardziej opasłe i czasochłonne, a czasem nadgania się krótszymi pozycjami.

      Wywiadów będzie więcej, o ile tylko rozmówcy chętni będą!

  5. Według mnie właśnie najlepszą częścią tego roku u Pożeracza to te wywiady z blogerami i misja promowania. I szalenie miło się czytało, i miła była wywołana atmosfera wzajemnego wspierania się i doceniania.

    Misja eksploracji magazynów literackich też bardzo na plus, bo gdybym miała czas, to sama chętnie bym na takie badania wyruszyła. Tymczasem ostatnio nawet trudno mi skończyć „Książki”.

    A Twoje wyróżnione najlepsze, czyli Hałas i Kańtoch, a także Budowniczy ruin, na tyle dobrze wypromowałeś, że zapamiętałam te nazwiska i tytuł, żeby mieć je na celowniku.

    Dobra robota i oby tak dalej! I oczywiście jak najlepszych lektur, odkryć, objawień i zachwytów w nowym roku:)

    • pozeracz

      Promowania nie zaprzestaję. Teraz będzie chwilowo przerwa, ale w styczniu powinien pojawić się kolejny wywiad. W nadchodzący poniedziałek zmieni się też baner, którego obecność wydłużyły święta. Pomyślę też nad jakiś dodatkiem do tego promowania.

      Czas jest rzeczywiście problemem, jeśli chodzi o czasopisma, gdyż ciężko im wygrać walkę o priorytet z książkami. Skończyłem niemal Teksty Drugie o nowej humanistyce, ale czeka o badaniu gier, czeka Kultura Współczesna o wojnie i dodatkowo niedawno odkryte (a bydoskie „Fabularie”).

      A za życzenia pięknie dziękuję!

  6. Zacznę od tego, iż pochwalę się, że uniknęłam w tym roku Last Christmas. 😀
    Jeżeli chodzi o promowanie blogów, to dla mnie strzał w dziesiątkę. Niektóre są mi znane, ale miałam okazję również poznać kilka nowych, ciekawych. Więc inicjatywa jak najbardziej na plus. 🙂

    Jeżeli chodzi o Hel3 Grzędowicza, to przez ten „napompowany balonik” nie mogę się do niego zabrać. Za to już niebawem zabieram się za Niepełnię Kańtoch – cóż tyś temu winny. 😉 😀

    Zaś co do postrzegania bloga to nie zmieniło się nic. 😉

    • pozeracz

      Ja mam ułatwioną sprawę z tym „Last Christmas”, bo nie mam telewizora, a radio w aucie odtwarza głównie nasze płyty. Zaś odwiedzane niezbyt często centra handlowe grają muzykę nieZAIKSową chyba.

      Ooo… Czekam więc na recenzję „Niepełni”, a do „Helu3” nie będę zachęcał. Niech sobie poczeka. Może bez tego balonika przeczyta się lepiej.

      • U mnie w domu też brak telewizora, a w aucie leci to, co sami sobie przygotujemy. Ale z drugiej strony w zeszłym roku „Last…” dopadł mnie na targu bożonarodzeniowym, więc mogło być różnie. 😉

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén